"Hongkong staje się laboratorium doświadczalnym przyszłości"

TVN24


Niemiecka prasa zgodnie zauważa we wtorek, że wydarzenia w Hongkongu są ostrzeżeniem dla reszty świata i akcentuje, że protesty przeciwko zmianie prawa ekstradycyjnego to walka demokracji z dyktaturą partyjną. "Nie jest to rewolta na krańcu świata, tylko zmagania o człowieka i władzę w epicentrum rewolucji cyfrowej" - pisze dziennik "Die Welt".

Na styku między Hongkongiem z jego specjalnym statusem a Chinami kontynentalnymi "rozstrzyga się to, kto odziedziczy Ziemię: konfucjańska dyktatura partyjna, która chce ukształtować człowieka i media na własne podobieństwo, czy idea rzeczywistości i prawdy obrządku zachodniego" - pisze dziennik "Die Welt".

"Laboratorium doświadczalne"

"Nie jest to rewolta na krańcu świata, tylko zmagania o człowieka i władzę w epicentrum rewolucji cyfrowej. Hongkong staje się laboratorium doświadczalnym przyszłości nie tylko Chin" - dodaje.

"Tagesspiegel" prognozuje, że podobne starcia jak w Hongkongu mogą powtórzyć się w innych miejscach. "Demonstrantom chodzi o zachowanie wolności obywatelskich i obronę przed coraz silniejszymi wpływami Chin (kontynentalnych - red.). Po jednej stronie stoi demokracja, po drugiej socjalizm chińskiego typu". Dziennik przypomina, że Pekin z rosnącą pewnością siebie 'sprzedaje' swój ustrój jako pełnowartościową alternatywę dla systemów demokratycznych. Dowodem na to ma być też gospodarczy projekt Nowego Jedwabnego Szlaku, dzięki któremu Chiny uzyskują wpływy w wielu państwach na świecie.

Setki tysięcy osób wyszły w niedzielę na ulice, by zaprotestować przeciwko zmianom prawa ekstradycyjnego, umożliwiającym przekazywanie podejrzanych władzom Chin kontynentalnych. Mógł to być największy marsz protestacyjny w Hongkongu od 2003 roku.

"Od lat starają się okiełznać buntowniczego ducha Hongkongu"

Gazeta "Frankfurter Allgemeine Zeitung" nie jest zdziwiona zmianami prawa. "Chiny od lat starają się okiełznać buntowniczego ducha Hongkongu. Małymi kroczkami ogranicza się wolność, przy chętnej współpracy lokalnego rządu. Demokratycznie wybrani deputowani są dyskwalifikowani, a przywódcy pokojowych protestów skazywani na wysokie wyroki więzienia" - przypomina dziennik.

"Strach, że wirus wolności z Hongkongu zaatakuje Chiny, ulotnił się. Pekin nie jest już skazany na gospodarczą siłę przyciągania Hongkongu, która wymagała istnienia państwa prawa. Nie potrzebuje okna na świat, bo Chiny są w centrum tego świata" - konkluduje "FAZ".

"Długie ręce Pekinu sięgają coraz głębiej"

"Sueddeutsche Zeitung" ubolewa nad brakiem reakcji ze strony Zachodu. "Demonstranci maszerujący w niedzielę ulicami Hongkongu pokazali, jak bardzo lokalni mieszkańcy są zdesperowani. Codziennie na własnej skórze odczuwają, jak długie ręce Pekinu sięgają coraz głębiej w ich życie: jak prezydent Xi Jinping dąży do totalnej inwigilacji swoich obywateli. Milczenie Brytyjczyków na temat sytuacji w ich byłej kolonii jest haniebne. Ale również USA, UE i kraje takie jak Niemcy robią do tej pory za mało" - stwierdza gazeta.

Według organizatorów w niedzielnej manifestacji wzięło udział ponad milion osób, co oznacza, że uczestniczył w nich co siódmy mieszkaniec Hongkongu. Według danych hongkońskiej policji w szczytowym momencie demonstrowało 240 tys. osób.

Hongkong, była brytyjska kolonia, został przekazany Chinom w 1997 roku i od tego czasu funkcjonuje jako specjalny region administracyjny ChRL. Zarządzany jest zgodnie z zasadą "jeden kraj, dwa systemy", która teoretycznie przyznaje mu szeroki zakres autonomii.

W ostatnich latach Pekin coraz bardziej ingeruje jednak w wewnętrzne sprawy regionu, co prowadzi do erozji jego autonomii i swobód obywatelskich.

Autor: adso / Źródło: PAP