Czarno na białym

"Wolałabym, żeby ten reportaż nigdy nie powstał"

Chłód i lodowatość nóg małej Julii czułam jeszcze przez kilka tygodni. Kompulsywne mycie rąk ciepłą wodą nie pomagało. To są rzeczy, które zostają w głowie – tak Katarzyna Lazzeri wspomina pracę nad reportażem "Granica życia i śmierci", który pokazuje sytuację uchodźców na polsko-białoruskiej granicy. W czasie realizacji materiału reporterka "Czarno na białym" poproszona przez wolontariuszy zaopiekowała się zmarzniętym dzieckiem, które noc spędziło w lesie. - To był impuls. Człowiek, który spotyka człowieka w bezpośrednim zagrożeniu życia i zdrowia, po prostu działa - wspomina Katarzyna Lazzeri. W rozmowie z Juliuszem Kaszyńskim przyznaje, że ogromnym szacunkiem i podziwem darzy ludzi, którzy pomagają uchodźcom błąkającym się po lasach. – To są ludzie, którzy są w fatalnej kondycji psychicznej. Codziennie widzą walkę życia ze śmiercią. To są ludzie, dla których wyjście do lasu być może nigdy już nie będzie momentem wytchnienia, i to są ludzie, którzy żyją w ogromnym strachu przed władzą - mówi Katarzyna Lazzeri.