To nie powinno było się wydarzyć, bo żmija lewantyńska nie jest spotykana w Polsce, a tym bardziej nie powinna być w domu pod opieką 16-letniego chłopca.
Katarzyna Pokorna-Hryniszyn, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie przekazała, że dziecko ukąszone przez żmiję lewantyńską zostało przyjęte na oddział intensywnej terapii.
Hodowanie tego gatunku w Polsce jest nielegalne. Żmija lewantyńska występuje na przykład na Cyprze, ale też na Bliskim Wschodzie albo w północnej Afryce. Ma długie zęby jadowe, a jad silniejszy od jadu żmii zygzakowatej. Ukąszenie może prowadzić do martwicy tkanek lub śmierci.
- To tak jakbyśmy sobie na półce ustawili rząd granatów odbezpieczonych. (...) Nieszczęście się zdarza zazwyczaj przez drobnostkę - skomentował Witold Plucik, hodowca węży.
Na jad żmii nie ma w Polsce odtrutki. Lekarze, ratując życie dziecka, sprowadzili ją z zagranicy. - Specjalny zespół został wysłany po ten środek aż do Niemiec - poinformował asp. Bartosz Izdebski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Dwie żmije lewantyńskie i inne węże w domu 16-latka
Żmija ukąsiła chłopca, gdy podawał jej wodę. - W wypadku zwierzęcia jadowitego to nie jest kwestia kilku pomyłek, tylko wystarczy jedna pomyłka, żeby sytuacja skończyła się tragicznie - podkreślił Przemysław Łuczak, lekarz weterynarii, prezes Fundacji Help4Herps, zajmującej się pomocą gadom.
W domu chłopca znaleziono dwie żmije lewantyńskie i inne węże. - Musimy ustalić, na jakiej zasadzie te zwierzęta znajdowały się w tym domu, czy te zwierzęta były hodowane legalnie, a najprawdopodobniej nie - powiedział asp. Bartosz Izdebski.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że silnie jadowity gad mógł zostać przeszmuglowany do Polski z Czech, gdzie przepisy są bardziej liberalne. - Nowi adepci, którzy chcą hodować coś jadowitego, po prostu kupują to za granicą i przetrzymują to nielegalnie - stwierdził Witold Plucik.
Policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie. - Być może jest to jakaś większa grupa, która się zajmuje tym handlem. Takie niebezpieczne gady znikąd się nie biorą - ocenił asp. Bartosz Izdebski.
Surowica dotarła do szpitala. Lekarze podali ją dziecku i mają nadzieję, że organizm dzięki temu się obroni.