To miał być coroczny, propagandowy pokaz rosyjskiej siły. Jednak tegoroczna parada wojskowa w Moskwie z okazji Dnia Zwycięstwa była najskromniejsza od lat. Bez sprzętu wojskowego, z ograniczoną liczbą żołnierzy oraz jednym przelotem śmigłowców na niebie. W roli sojuszników Moskwy na defiladzie pojawili się północnokoreańscy żołnierze.
- Kraj, który podobno wygrywa tę wojnę [z Ukrainą - red.], tak skromnie zaprezentował swój potencjał militarny - skomentował Mariusz Cielma, ekspert ds. wojskowości z "Nowej Techniki Wojskowej".
Dzień Zwycięstwa w Moskwie. Co mówił Władimir Putin
Przywódca Rosji Władimir Putin przemawiał siedem minut. Mówił, że zwycięstwo było i zawsze będzie po stronie Rosji, ale prosił Rosjan, by jeszcze trochę na nie poczekali.
- Wielki wyczyn radzieckich zwycięzców inspiruje żołnierzy, którzy uczestniczą w specjalnej operacji wojskowej. Stawiają opór sile uzbrojonej i wspieranej przez NATO - przekonywał w wystąpieniu.
Obawy o ukraińskie drony. "Zełenski przejął narrację"
Kreml tłumaczył, że parada nie była huczna, bo rocznica zakończenia II wojny światowej w tym roku nie jest okrągła, ale prawdziwy powód jest inny.
- Być może ukraińskie drony przebiłyby się przez obronę powietrzną rozstawioną wokół Moskwy i zakłóciłyby obchody. (...) A tym samym bardzo poniżyłyby Władimira Putina - zwróciła uwagę politolożka dr Agnieszka Bryc.
Właśnie tego miał obawiać się Władimir Putin, dlatego poprosił Donalda Trumpa o patronat nad kilkudniowym zawieszeniem broni.
- Prezydent Putin się zgodził, prezydent Zełenski również się zgodził. Obaj bez wahania. I mamy krótki okres, podczas którego nie będą się wzajemnie zabijać - oświadczył prezydent USA.
W piątek Wołodymyr Zełenski wydał dekret, w którym zezwolił na przeprowadzenie parady w Moskwie i wyłączył obszar Placu Czerwonego z planu użycia ukraińskiego uzbrojenia na czas trwania obchodów. - Zełenski przejął narrację nad obchodami 9 maja, pokazując, kto kontroluje sytuację - skomentowała dr Agnieszka Bryc.
Na froncie wciąż trwają walki
Rozejm ma potrwać do 11 maja. W tym czasie ma dojść do wymiany jeńców w formule 1000 za 1000.
"Plac Czerwony jest dla nas mniej ważny niż życie ukraińskich jeńców, którzy mogą być sprowadzeni do domu" - napisał Zełenski w internecie. - Musimy sprowadzić ludzi z niewoli do domu. To niezwykle ważne i naprawdę mamy nadzieję, że te wysiłki zakończą się sukcesem - powiedział w nagraniu wideo.
Na razie z rozejmu korzystają przede wszystkim ukraińscy cywile.
- Słyszy pan? Cisza, nie ma nalotów. Być może wydarzy się jakiś cud i ta cisza potrwa trochę dłużej. Chciałbym w to wierzyć - mówił Ramaz Tsytsaszwili, mieszkaniec Charkowa.
Nic nie zapowiada, by na froncie zapanowała cisza. Walki, choć mniejsze, trwają nadal.
- O połowę mniej spadło na pozycje ukraińskie w ostatniej dobie na przykład bomb lotniczych. Natomiast dronów w zasadzie odnotowali tyle samo. Na pewno nie możemy mówić o tym, że zawieszenie broni funkcjonuje - przekazał Mariusz Cielma. To raczej lokalna przerwa taktyczna.