- To nie jest decyzja, po prostu głośno myślę - stwierdził Władimir Putin w wywiadzie dla prokremlowskich mediów. - Teraz otwierają się inne rynki. Być może bardziej opłacałoby się nam w tej chwili wstrzymać dostawy na rynek europejski i skierować je właśnie na nie. Na pewno polecę rządowi, aby wspólnie z naszymi firmami przeanalizował tę kwestię - mówił.
Choć rosyjski gaz od dawna nie płynie już chociażby do Polski, z surowca ze Wschodu wciąż korzystają niektóre europejskie stolice.
- To na razie tylko sygnał polityczny, ale jego znaczenie jest realne: już sama możliwość takiego ruchu zwiększa napięcia na rynku i podważa poczucie bezpieczeństwa energetycznego w Unii Europejskiej - komentuje w rozmowie z TVN24+ Tymon Pastucha, analityk do spraw polityki energetycznej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
A sparaliżowanie Cieśniny Ormuz - kluczowego szlaku handlowego, przez który znaczne ilości ropy naftowej importują chociażby Chiny czy Indie - rodzi dla Kremla dodatkowe szanse na zysk. Wzrost cen zmusił już chociażby Biały Dom do wykonania gwałtownego zwrotu.
Niepokojący precedens
Czy mamy do czynienia z niepokojącym precedensem? - Oczywiście - odpowiada w rozmowie z TVN24+ Szymon Kardaś z Uniwersytetu Warszawskiego, analityk European Council on Foreign Relations.
Amerykański resort finansów wydał w czwartek licencję wyłączającą z rosyjskich sankcji sprzedaż rosyjskiej ropy do Indii do 4 kwietnia. Zwolnienie dotyczy jednak tylko surowca już załadowanego na statki. Jak przyznają jednak eksperci, kryzys na Bliskim Wschodzie niesie ze sobą ryzyko luzowania sankcji.
- Niestety pierwsze ruchy w tym kierunku już mają miejsce - mówi Tymon Pastucha, odnosząc się do decyzji Waszyngtonu. - To zła decyzja. Oznacza, że dla USA krótkoterminowa stabilizacja cen energii jest ważniejsza niż konsekwentne ograniczanie rosyjskich dochodów - podkreśla.
W sytuacji kryzysowej nikt nie będzie się pytał ani zastanawiał nad porozumieniami politycznymi zawartymi przed wybuchem wojny w IranieSzymon Kardaś, Uniwersytet Warszawski, analityk European Council on Foreign Relations.
- Amerykanie widzą, co dzieje się na rynkach. Cena ropy wyraźnie wzrosła. Jednocześnie sytuacja w regionie się komplikuje. Kraje Bliskiego Wschodu odgrywają ogromną rolę w globalnej produkcji i eksporcie ropy, więc pojawia się realne ryzyko niedoborów i problemów z realizacją dostaw, co mogłoby jeszcze bardziej podbić ceny - wyjaśnia Szymon Kardaś.
Dochodzi do tego presja dyplomatyczna ze strony państw, które w dużej skali importują ropę z Bliskiego Wschodu i w obecnych warunkach czują się szczególnie narażone na skutki kryzysu. - Dlatego ta decyzja mnie nie zaskakuje. Nie wykluczałbym też, że za amerykańskim ruchem stały naciski ze strony samych Indii - dodaje.
- Jak konflikt na Bliskim Wschodzie wpływa na światowe ceny energii?
- Czy Rosja wykorzysta kryzys do zwiększenia swoich wpływów na rynku surowców?
- Jakie konsekwencje dla Europy może mieć poluzowanie sankcji na rosyjską ropę?
- Dlaczego Ukraina atakuje rosyjską infrastrukturę energetyczną?
- Co oznacza eskalacja konfliktu dla bezpieczeństwa energetycznego Polski i regionu?