Stawką celną w wysokości 10 proc. będą objęte kraje, które przyjęły przepisy dotyczące zakazu pracy przymusowej, ale zdaniem USA nie egzekwują ich skutecznie. Towary pochodzące z pozostałych państw będą podlegać stawce 12,5 proc. Unia Europejska ma zostać objęta cłem w wysokości 10 proc.
Trump przywraca wyższe cła
Cła weszły w życie tuż po północy z czwartku na piątek czasu wschodnioamerykańskiego (po 6 czasu polskiego); w tym samym czasie wygasa globalna 10-procentowa stawka, ogłoszona przez prezydenta Donalda Trumpa wcześniej w tym roku.
O nowych cłach poinformowano na stronie internetowej biura przedstawiciela USA ds. handlu (USTR) Jamiesona Greera. W komunikacie napisano, że Greer podjął decyzję o taryfach w ramach postępowań prowadzonych na podstawie sekcji 301. ustawy o handlu z 1974 r.
>>> Trump wysyła jasny sygnał. "Możesz być następny"
Po tym, jak Sąd Najwyższy USA uchylił wcześniejszy pakiet ceł, administracja Donalda Trumpa wykorzystuje ten przepis do budowy nowej kampanii taryf. "Wall Street Journal" zauważył, że po wejściu w życie cła te mogą obowiązywać bezterminowo i mogą być jednostronnie zmieniane przez głowę państwa.
- Prezydent nie zamierza dopuścić do tego, by jego polityka handlowa i szersze cele zostały osłabione wyłącznie dlatego, że jedno z dostępnych narzędzi może zostać ograniczone przez sąd lub z innych przyczyn - przekazali w czwartek dziennikarzom wysocy rangą urzędnicy Białego Domu.
Zarzuty o wykorzystywanie pracy przymusowej
Biuro ds. Handlu napisało, że prowadzone postępowania dotyczyły "niewprowadzenia i nieskutecznego egzekwowania zakazu importu towarów wytwarzanych z wykorzystaniem pracy przymusowej".
W wyniku tych postępowań "nałożono cła w wysokości 10 proc. i 12,5 proc. na import od 60 partnerów handlowych, z wyłączeniem niektórych kategorii produktów". Nowymi taryfami nie są objęte m.in. stal, aluminium, samochody i części samochodowe. Zwolnione z nich będą również niektóre produkty spożywcze i rolne.
Administracja USA prowadzi też kolejne dochodzenia w sprawach związanych z handlem międzynarodowym, które mogłyby dać jej podstawę prawną do zaproponowania wyższych ceł - podkreślił "Financial Times". Wysokiej rangi członkowie administracji rekomendują jednak Trumpowi zachowanie stabilnych relacji z partnerami handlowymi i honorowanie porozumień zawartych z nimi w 2025 roku, na mocy których cła zostały obniżone - przekazało dwóch rozmówców "FT".
Kallas odpiera zarzuty wobec UE
Z zarzutami administracji Trumpa nie zgadza się szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, która rozmawiała z dziennikarzami w trakcie wizyty na Filipinach. Tam reprezentowała Wspólnotę na posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych krajów Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN).
- Nie można tego powiedzieć o UE. Jeśli porównać nasze prawo pracy z amerykańskim, mamy płatne urlopy i bardzo dobre warunki dla pracowników, więc (te zarzuty) nie są niczym poparte - oceniła Kallas w wypowiedzi dla agencji Reutera. Zapowiedziała, że Wspólnota zażąda od USA pilnych wyjaśnień.
>>> Nowe cła na tanie paczki. Europa już zmienia nawyki zakupowe
- To nie tylko naruszenie naszych dwustronnych ustaleń, ale również podważenie zasad wielostronnego systemu handlowego. Nie wykluczamy skierowania sprawy do Światowej Organizacji Handlu, ponieważ UE nie może zaakceptować ceł narzucanych pod bezpodstawnymi pretekstami - dodała.
Kallas podkreśliła, że nowe taryfy są szokiem, ponieważ blok wywiązał się ze zobowiązań z zeszłorocznego porozumienia handlowego. - Uzgodniliśmy z Amerykanami porozumienie i dotrzymaliśmy swoich zobowiązań. Dlatego ta decyzja jest dla nas negatywnym zaskoczeniem - dodała.