Elon Musk został pierwszym na świecie bilionerem po wejściu na giełdę jego firmy SpaceX. Od tego czasu ludzie próbują sobie wyobrazić jak wielki jest jego majątek. Niektórzy obliczyli, że gdyby ułożyć stos studolarowych banknotów wart bilion, to miałby on blisko 1093 km wysokości - zauważa autor profesor David Lay Williams.
John D. Rockefeller, jeden z najbogatszych ludzi w historii Ameryki, właściciel firmy Standard Oil, posiadał fortunę równą 1,5 proc. amerykańskiego PKB, a majątek Muska jest ponad dwa razy większy. Gdyby koszykarz Jalen Brunson, zawodnik drużyny New York Knicks, który zarabia 39 milionów dolarów rocznie, miał zbić taką fortunę, musiałby grać jeszcze przez 25 tysięcy sezonów - wylicza Williams.
Gdy SpaceX zadebiutował na giełdzie w USA, amerykański "Newsweek" policzył, że wartość majątku Muska jest porównywalna z rocznym PKB Szwajcarii.
Czytaj też: SpaceX wywołał giełdową gorączkę
"Ekstremalne bogactwo" a demokracja
Williams przypomina, że już Platon zwracał uwagę na społeczne konsekwencje zbyt dużych różnic majątkowych. Filozof uważał, że jeśli majątek najbogatszego obywatela przekracza czterokrotność majątku najuboższego, to dla dobra republiki bogacz powinien dobrowolnie się opodatkować.
Laureat nagrody Nobla z ekonomii, prof. Paul Krugman napisał niedawno na swoim substacku, że nigdy wcześniej miliarderzy w USA nie mieli tak dużo pieniędzy i władzy, ich wpływy w mediach są bez precedensu, "a to ekstremalne bogactwo zagraża demokracji".
Również dlatego, że skala bogactwa współczesnych amerykańskich baronów przekłada się na wpływ na kampanie wyborcze. Według analizy "New York Timesa" miliarderzy wyłożyli 19 procent środków na sfinansowanie kampanii politycznych przed głosowaniem w 2024 roku. Ponadto ich fortuny pozwalają im kupować i kontrolować media - zauważył Krugman.