Broń na Ukrainę? Były ambasador w Rosji: "Putin odpowiedziałby ostrzej"

Ze świata

TVN24 BiSRozmowa z byłym ambasadorem w Rosji Stanisławem Cioskiem

Zaostrza się sytuacja we wschodniej części Ukrainy. Dzisiaj doszło do ostrzału szpitala w Doniecku. - Cała polityka sankcji, sposobu reagowania jest niedobra. W niczym nie zmieniła nastawienia Rosjan - mówi Stanisław Ciosek, były ambasador w Rosji.

- Bezsensowna, głupia historia, która się odbywa na wschód od nas. Można było tego uniknąć, ale dyplomację prowadzono prymitywnie. W efekcie mamy straszną sytuację. To wszystko wymyka się spod sensownej kontroli - mówił były ambasador.

Sankcje nie pomogą

Prezydent Poroszenko wskazał we wtorek, że Ukraina ma własnych producentów broni, którzy w niczym nie ustępują zagranicznym, ale potrzebuje czasu, by rozwinąć ten sektor. - Żeby mieć zabezpieczenie na ten czas, potrzebujemy współpracy z naszymi zagranicznymi partnerami - powiedział Poroszenko podczas wtorkowego wystąpienia w Charkowie. Prezydent Ukrainy jest przekonany, że Zachód w końcu zdecyduje się na przekazanie jego państwu nowoczesnej broni.

- Przez wiele lat sprawdzała się teoria odstraszania. Być może to zadziała. Trzeba tego spróbować - komentował Stanisław Ciosek. Jako "kluczową", były ambasador postrzega decyzję USA ws. dostarczenia broni.

Najlepszy sposób?

Zastępca doradcy Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Ben Rhodes oznajmił, że Stany Zjednoczone uważają, iż sankcje gospodarcze są najlepszym sposobem wpływania na Rosję w kryzysie ukraińskim. Kilka godzin wcześniej wysoki rangą przedstawiciel administracji Baracka Obamy mówił agencji Reutera, że Waszyngton przypatruje się na nowo sprawie dostarczenia broni do Kijowa w walce z prorosyjskimi separatystami. Podkreślił jednak, że nie podjęto jeszcze decyzji w tej sprawie.

Podczas wtorkowej konferencji w Budapeszcie, kanclerz Angela Merkel powiedziała, że "Niemcy nie wspomogą Ukrainy bronią. Jestem przekonana, że ten konflikt nie da się rozwiązać metodami militarnymi".

Zdaniem Cioska, na taki ruch Zachodu, "Władimir Putin odpowiedziałby ostrzej". - Cała polityka sankcji, sposobu reagowania jest niedobra. W niczym nie zmieniła nastawienia Rosjan. Im bardziej naciska się na Rosję sankcjami, tym rośnie popularność Putina. Winna jest propaganda - twierdzi Ciosek. Były ambasador sugeruje, że odpowiednie skutki - w sensie ukarania Rosji - mogłaby przynieść nieobecność najwyższych władz na obchodach 9 maja.

Polska reakcja

W poniedziałek sekretarz stanu w MSZ Federacji Rosyjskiej Grigorij Karasin oświadczył, że "szef polskiego MSZ Grzegorz Schetyna okrył hańbą nie tylko siebie, ale także całą służbę dyplomatyczną swojego kraju i kulturę polityczną Polski".

W ten sposób Karasin - w wypowiedzi dla rosyjskiego radia RSN - odniósł się do poniedziałkowego wywiadu Schetyny dla RMF FM, w którym ten, pytany o pomysł prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, by obchody 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej odbyły się 8 maja na Westerplatte, oświadczył, że to "interesujący projekt".

- To nie było do końca przemyślane. Wyłażą nasze polskie kompleksy. Budowanie alternatywnych koncepcji nie jest usprawiedliwione - mówi Ciosek.

- Danina krwi i wysiłku rosyjskiego była pierwszoplanowa podczas II wojny światowej - dodaje. Zdaniem ambasadora Cioska, Polska dyplomacja powinna "coraz ciszej o tym mówić. Proponuję nie eskalować sprawy". - Wydaje się, że Niemcy, czy Wielka Brytania wybiorą stosunki z Rosją, nie nas. Musimy się z tym liczyć - twierdzi Ciosek. Dlatego były ambasador spodziewa się wizyty najwyższych przedstawicieli tych krajów na rosyjskich obchodach 9 maja.

Zdaniem ambasadora wobec powyższej sytuacji, nie ma co liczyć na zaproszenie Polski do stołu rokowań ws. konfliktu na Ukrainie.

Autor: mb / Źródło: TVN24 / TVN24BiS

Źródło zdjęcia głównego: TVN24BiŚ