Wśród gier zamieszczonych na stronie Białego Domu znalazły się m.in. "Rio Run" i "Build the Wall".
Gry na stronie Białego Domu
W pierwszej z nich gracz "patroluje linię" wzdłuż rzeki Rio Grande i "wyłapuje wszystkich nielegalnych imigrantów", aby uzyskać jak najwyższą liczbę deportacji. Gra utrzymana jest w stylu "węża" - kiedy złapany zostanie jeden z "nielegalnych imigrantów", pojawia się on za postacią gracza w pomarańczowym kombinezonie i przez resztę rozgrywki podąża za nim.
Ikona gracza w "Rio Run" została przedstawiona jako starszy biały mężczyzna w niebieskim krawacie. Z kolei "nielegalni imigranci" ukazani są jako osoby o białym, brązowym lub czarnym kolorze skóry.
W "Build the Wall" gracz układa cegły w celu zbudowania muru i "utrzymania linii" w sytuacji zagrożenia - "oblężenia granicy przez zombie".
W innych grach zamieszczonych na stronie Białego Domu użytkownik może m.in. latać orłem bielikiem wzdłuż National Mall lub łapać diamenty i pieniądze w celu zasilenia "kont Trumpa dla dzieci".
Działania Białego Domu
Jak przekazał CNN przedstawiciel Białego Domu, "jest to próba dalszego ukazywania, na zasadzie kontrastu, kultury zabawy i zwycięstwa z mroczną, socjalistyczną wizją demokratów dla Ameryki".
Portal przypomniał, że Trump i Biały Dom spotkali się już wcześniej z ostrą krytyką za agresywne wykorzystywanie sieci społecznościowych i oficjalnych platform rządowych. Wśród krytykowanych działań znalazło się m.in. używanie rasistowskich i obraźliwych obrazów - takich jak przedstawienie lidera mniejszości w Izbie Reprezentantów Hakeema Jeffriesa w sombrero czy byłego prezydenta Baracka Obamy z małżonką jako małpy w dżungli.
Niekonwencjonalne podejście
W listopadzie 2025 r. CNN informowała o niekonwencjonalnym podejściu drugiej administracji Trumpa do strony internetowej Białego Domu.
"Strona internetowa ma charakter informacyjny, pod wieloma różnymi względami, ale jest też narzędziem do szerzenia naszego przesłania - i potrafimy ją wykorzystać ją w sposób, w jaki nie udało się to żadnej innej administracji" - oznajmił wówczas jeden z przedstawicieli Białego Domu.