Słaby rubel ograniczy wojaże Rosjan. "The Wall Street Journal": to uderza w klasę średnią

Ze świata

shutterstock.comSłaby rubel odbija się na życiu Rosjan

Słaby rubel zmusza coraz większą grupę Rosjan do rezygnacji z zagranicznych wakacji i pozostania w domu - pisze "The Wall Street Journal". Niepomyślne dane z gospodarki przekładają się jednak na życie wszystkich Rosjan. Ceny idą w górę. A nawet jeśli jeszcze nie wzrosły, to wzrosną na początku roku. Inflacja niedługo dobije do 10 proc. - podkreśla gazeta.

Wiktor Lander, 35-letni copywriter, zwykle wyjeżdża z żoną na Nowy Rok do Europy. W tym roku, przez mocno taniejącego rubla, zostają w domu, w Moskwie. - Kiedy euro do rubla zaczęło gwałtownie rosnąc na początku października, przestaliśmy myśleć o wyjeździe - mówi Lander.

Jak zaznacza "The Wall Street Journal", spadający kurs rubla do dolara i euro skomplikował życie wielu przedstawicielom klasy średniej, którzy przez lata przyzwyczaili się do wakacji za granicą oraz zachodnich produktów.

Kwestia przyzwyczajenia

Przez ostatnie lata, także dzięki drogiej ropie, wzrosła w Rosji liczba osób zaliczających się do klasy średniej. Dziś sankcje, taniejąca ropa i rubel stawiają, przyzwyczajonych do luksusu Rosjan, w nowej rzeczywistości - podkreśla "WSJ".

W połowie listopada badania opinii publicznej wskazały, że 45 proc. Rosjan uważa, iż słaby rubel miał znaczący wpływ na ich życie. Pomimo tego, według ostatniego raportu Centrum Lewady, poparcie dla Władimira Putina sięga ponad 70 proc. Jak zaznacza "The Wall Street Journal", do takiego wyniku przyczyniła się m. in. aneksja Krymu.

Gazeta zauważa, że osłabienie rubla jest bardziej zauważalne dla bogatszych mieszkańców miast, którzy chętnie wyjeżdżają na zagraniczne wakacje i korzystają z zachodniego sprzętu elektronicznego, niż biednego elektoratu Putina. - Sondaże pokazują, że ludzie nie akceptują pogarszającej się sytuacji, ale propaganda robi swoje - zaznacza Jewgienij Gontmakher, ekonomista z jednego z moskiewskich think tanków.

Gazeta pisze, że państwowe media w Rosji winą za kryzys obarczają zewnętrzne czynniki, takie jak sankcje. Dodają, że w ten sposób Zachód chce osłabić Rosję i Putina.

Mglista przyszłość

Prognozy na przyszły rok nie są jednak dla Moskwy optymistyczne. Rosyjskie Ministerstwo Gospodarki przewiduje, że realny dochód spadnie o 2,8 proc. To pierwszy spadek tego wskaźnika za rządów Władimira Putina - zaznacza "WSJ".

W Moskwie ten spadek już się zresztą rozpoczął. Z danych miejskiego biura statystyki wynika, że realny rozporządzalny dochód spadł tam w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku o 5,3 proc.

Dodatkowo, w Rosji tylko 12 proc. pracodawców rozważa podniesienie wynagrodzeń w niedalekiej przyszłości. Wielu sprzedawców utrzymuje nadal niższe ceny, aby nie odstraszyć klientów. Przekonują jednak, że będą musieli je podnieść już na początku przyszłego roku.

Wśród sektorów, które szczególnie odczuwają kryzys jest turystyka. Rezerwacje spadają, w niektórych biurach nawet o połowę. Zmusza to wiele biur do anulowania lotów czarterowych - pisze "The Wall Street Journal". Wielu, nawet stałych klientów, decyduje się na zmianę kierunku podróży. Coraz częściej wybierają miejsca w Rosji, a nie na Zachodzie. Niektórzy zamiast do Paryża, lecą np. do Warszawy lub Pragi.

"WSJ" podaje przykład architekta Phila Siewotianowa, który wciąż na narty jeździ do Francji, ale wybiera mniej ekskluzywne ośrodki. Rosyjski bank centralny ocenia, że do końca roku inflacja w Rosji dobije do 10 proc. To przełoży się na ceny podstawowych produktów, w tym żywności.

Autor: mn\kwoj / Źródło: The Wall Street Journal

Źródło zdjęcia głównego: shutterstock.com