Spór na szczycie koncernu paliwowego. "Sam robiłem sobie kawę"

Albert Manifold
Rosną obawy o ceny paliw w wakacje. Komentarze ekspertów i polityków
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Chris Ratcliffe/Bloomberg/GettyImages
Kolejne zamieszanie wokół koncernu BP. Odwołany przewodniczący rady nadzorczej Albert Manifold publicznie uderzył w koncern, oskarżając firmę o rozpowszechnianie "kłamstw" na temat jego zachowania. Menedżer sugeruje, że jego nacisk na cięcie kosztów i ograniczanie przywilejów mógł doprowadzić do konfliktu wewnątrz spółki.

Albert Manifold, który został usunięty ze stanowiska przewodniczącego BP po niespełna roku pracy, nie zamierza milczeć po swoim odejściu. W oświadczeniu ostro skrytykował działania firmy i odrzucił oskarżenia dotyczące jego zachowania.

BP poinformowało we wtorek o zwolnieniu Manifolda, wskazując na "poważne obawy" związane ze "standardami zarządzania, nadzorem i zachowaniem", które firma określiła jako "nieakceptowalne".

Koncern nie podał dodatkowych szczegółów, jednak medialne doniesienia wskazywały na skargi sygnalistów dotyczące mobbingu. Rzecznik Manifolda nie odniósł się bezpośrednio do tych zarzutów, odsyłając do oświadczenia byłego przewodniczącego.

"Nie akceptuję tego, że można mówić o mnie kłamstwa" - napisał Manifold.

"Sam robiłem sobie kawę"

W swoim oświadczeniu były przewodniczący BP podkreślał, że starał się bronić interesów akcjonariuszy oraz zwalczać "niepotrzebne lub nadmierne wydatki". Twierdził również, że sam dawał przykład oszczędności.

"Nie byłem zainteresowany posiadaniem prywatnej limuzyny z kierowcą do swojej dyspozycji podczas pobytów w Londynie. Jak większość ludzi chodziłem pieszo, korzystałem z taksówek, pociągów i innych środków transportu" - napisał.

"Nie interesowały mnie prywatne loty ani korzystanie z firmowych biletów na wydarzenia sportowe. Sam robiłem sobie kawę, kupowałem lunch w lokalnej kawiarni. Pracowałem w małym biurze, rezygnując z wielkiego narożnego gabinetu, z którego korzystali poprzedni przewodniczący" - dodał.

Manifold tłumaczył, że chciał w ten sposób dać przykład w czasie, gdy BP zwalniało tysiące pracowników.

Albert Manifold
Albert Manifold
Źródło zdjęcia: Chris Ratcliffe/Bloomberg/GettyImages

BP odpowiada na zarzuty

Były przewodniczący przyznał, że jego podejście do ograniczania kosztów i usprawniania działania rady nadzorczej nie zawsze spotykało się z aprobatą wewnątrz firmy.

"Czy możliwe jest, że w swojej determinacji do wprowadzania zmian dotyczących kosztów, wyników, bilansu i komunikacji z akcjonariuszami naciskałem mocno i bezpośrednio konfrontowałem ludzi? Tak, jest to możliwe" - napisał.

Jednocześnie podkreślił, że nie zgadza się z charakterystyką swojego zachowania przedstawianą po jego odejściu.

Manifold stwierdził także, że podczas pełnienia funkcji nikt nie zgłaszał mu zastrzeżeń dotyczących jego postępowania. BP nie odpowiedziało na pytanie CNN, czy dało mu możliwość odniesienia się do zarzutów przed zwolnieniem.

Krótkie stanowisko BP

"Odnotowujemy komentarze naszego byłego przewodniczącego. Podtrzymujemy nasze wcześniejsze oświadczenie. Mamy obowiązek dbać o wszystkich pracowników, szczególnie tych, których dotknęło jego zachowanie" - podało BP.

Spółka pozostaje pod presją także na rynku. Akcje BP spadły w tym tygodniu o około 6,5 proc.

Źródło: CNN
Zobacz także: