Stany Zjednoczone wstrzymały eksport ropy z Wenezueli na Kubę po obaleniu prezydenta Nicolása Maduro 3 stycznia. Dodatkowo prezydent USA Donald Trump zagroził nałożeniem karnych ceł na każde państwo dostarczające surowiec na wyspę. Jednak w niedzielę Trump zasygnalizował zmianę kursu i wyraził zgodę na dostarczenie ropy przez rosyjski tankowiec. - Oni muszą jakoś przeżyć - uzasadniał decyzję prezydent USA.
Pierwszy tankowiec od trzech miesięcy
Rosyjskie ministerstwo transportu podało, że statek Anatoly Kolodkin oczekiwał na rozładunek w porcie Matanzas. Kreml oświadczył, że kwestia tankowca była poruszana podczas rozmów ze Stanami Zjednoczonymi oraz że Rosja uznała za swój obowiązek wsparcie "przyjaciół" na Kubie.
- Ten temat rzeczywiście pojawił się wcześniej w rozmowach z naszymi amerykańskimi partnerami - potwierdził dziennikarzom rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.
Według prezydenta Miguela Diaza-Canela, Kuba od trzech miesięcy nie przyjęła żadnego tankowca. Kryzys energetyczny doprowadził do przerw w dostawach prądu w kraju, gdzie mieszka 10 milionów osób. Przedstawiciele służby zdrowia alarmują, że brak energii zwiększył ryzyko zgonów wśród pacjentów onkologicznych, zwłaszcza dzieci.
Zależność od Rosji
Od czasu rewolucji z 1959 roku Kuba pozostawała zależna od dostaw surowców z ZSRR. Obecnie kraj pilnie potrzebuje importowanego oleju opałowego oraz napędowego do produkcji energii elektrycznej.
- W obliczu desperackiej sytuacji, w jakiej znajdują się obecnie Kubańczycy, nie możemy pozostać obojętni, dlatego będziemy kontynuować prace w tej sprawie - stwierdził Pieskow, pytany o to, czy Rosja planuje kolejne dostawy.
Z danych LSEG dotyczących monitorowania ruchu statków wynika, że rosyjski tankowiec wypłynął z portu Primorsk nad Morzem Bałtyckim 8 marca i obecnie porusza się wzdłuż północnego wybrzeża Kuby.