Riposta na ruch Trumpa. Europa reaguje

Donald Trump
Protesty w Danii i Grenlandii przeciwko roszczeniom USA wobec wyspy
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/LUKAS COCH
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Bruksela ma narzędzia i jest gotowa do ich użycia w przypadku nałożenia zapowiadanych przez Donalda Trumpa ceł - podkreślił rzecznik Komisji Europejskiej. Dodał jednak, że priorytetem jest dialog, a nie eskalacja.

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział w sobotę nałożenie 10-procentowych ceł na państwa europejskie za to, że wysłały na Grenlandię niewielkie grupy żołnierzy. Chodzi o Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Holandię, Finlandię i Wielką Brytanię. W odpowiedzi francuski prezydent Emmanuel Macron wezwał do uruchomienia specjalnego unijnego mechanizmu, który ustanowiono, by chronić UE przed ekonomicznym szantażem.

"Priorytetem jest dialog"

Pytany o to, czy Komisja Europejska zaproponuje państwom członkowskim uruchomienie mechanizmu Anti-Coercion Instrument, Olof Gill odpowiedział, że UE dysponuje odpowiednimi narzędziami i jest gotowa je wykorzystać w przypadku nałożenia przez USA ceł. - Zrobimy wszystko, co konieczne, aby chronić interesy gospodarcze - zadeklarował.

Jak jednak dodał, z rozmów z państwami członkowskimi jasno wynika, że priorytetem jest dialog, a nie eskalacja. - Bo ostatecznie zaszkodzi ona konsumentom i przedsiębiorstwom po obu stronach Atlantyku - dowodził Gill.

- Czasami najbardziej odpowiedzialną formą przywództwa jest powściągliwość - zaznaczył. - Widzimy jasno, że takie dojrzałe przywództwo przynosi efekty w unijnej polityce handlowej - dodał, wskazując na właśnie podpisaną umowę z blokiem państw Ameryki Południowej Mercosur oraz finalizowaną z Indiami.

- To samo podejście będzie charakteryzować przywództwo UE w nadchodzących dniach - ogłosił rzecznik Komisji Europejskiej.

Mechanizm przeciwko groźbom Trumpa

Zapowiedzianymi przez USA cłami zajmą się szefowie państw i rządów unijnej "27" na zwołanym ad hoc szczycie w czwartek w Brukseli. Uwagami na ten temat wymienili się ambasadorowie państw członkowskich w niedzielę.

Mechanizm Anti-Coercion Instrument daje szereg możliwych odpowiedzi UE - od uderzenia w osoby i podmioty związane z rządem kraju trzeciego po podniesienie ceł na towary sprowadzane z niego do UE. Z propozycją zastosowania takich środków może wyjść Komisja Europejska.

Zanim jednak do tego dojdzie, Komisja musi przeprowadzić śledztwo, które może trwać około czterech miesięcy. Kierując się jego wynikami Komisja zaproponuje państwom członkowskim stwierdzenie, że doszło do wymuszenia ekonomicznego.

Wymaga to większości kwalifikowanej wśród państw członkowskich, co oznacza, że "za" musi być 15 krajów stanowiących 65 proc. ludności UE. Komisja musi też podjąć rozmowy z państwem trzecim i zaproponować np. naprawienie szkody.

UE ustanowiła mechanizm przeciwko ekonomicznemu szantażowi po groźbach celnych Trumpa w czasie jego pierwszej prezydentury. Do tej pory nie został on użyty ze względu na niechęć części stolic wobec eskalowania napięć w relacjach z istotnymi globalnymi partnerami.

Do 6 lutego UE musi zdecydować o przedłużeniu zwolnienia amerykańskich towarów o wartości 93 mld euro z wyższych stawek celnych. Chodzi o cła odwetowe, które UE przygotowała w związku z nałożeniem przez Trumpa taryf na UE w 2025 r. W związku z porozumieniem celnym zawartym przez Trumpa i szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen w lipcu, decyzja o cłach odwetowych została tymczasowo zawieszona.

Grenlandia
Grenlandia
Źródło zdjęcia: PAP

Możliwe, ale skomplikowane

Rzecznik KE poinformował, że mimo jednolitego rynku nałożenie ceł na wybrane państwa UE jest technicznie możliwe, ale niezwykle skomplikowane pod względem biurokratycznym i proceduralnym.

Gill przyznał, że próba nałożenia ceł na wybrane państwa UE spowodowałaby dodatkowe komplikacje. Te, w omawianym przypadku handlu między UE a Stanami Zjednoczonymi, mogłyby utrudnić sprawne funkcjonowanie transatlantyckiego handlu towarami i byłyby kłopotliwe - jak zauważył rzecznik - zwłaszcza dla amerykańskich importerów.

Jak przypomniał Gill UE funkcjonuje jako jednolity rynek i w ramach unii celnej, co zapewnia swobodny przepływ towarów między państwami członkowskimi bez konieczności przeprowadzania wewnętrznych formalności celnych. Zgodnie z przepisami unijnymi, towary wyprodukowane w UE oznaczone są jako posiadające pochodzenie unijne.

Państwa trzecie mają prawo zażądać informacji o tym, z jakich konkretnie państw członkowskich pochodzą dane produkty. Procedura prześledzenia tego może jednak być skomplikowana, ponieważ dużo towarów pochodzących z UE jest wytwarzanych w ramach zintegrowanych, transgranicznych łańcuchów dostaw obejmujących wiele krajów członkowskich. Ponadto towary produkowane w UE mogą być transportowane bez formalności celnych, a zatem bez obowiązku śledzenia ich pochodzenia.

- Oznacza to, że z punktu widzenia celnego i operacyjnego bardzo trudno jest praktycznie przypisać towary wyłącznie do jednego państwa członkowskiego, biorąc pod uwagę, że procesy produkcji i przetwarzania są często rozłożone na terenie całej UE - tłumaczył rzecznik.

Źródło: PAP
Autorka/Autor: wk/kris
Zobacz także: