Strajk budżetówki w Portugalii. Chcą podwyżek, a nie zwolnień

Ze świata

wikimedia.org/(CC BY-SA 2.5) | Luca Galuzzi (Lucag)Portugalczycy protestują przeciwko obniżkom płac w sektorze publicznym. Na zdjęciu stolica kraju Lizbona

Od 80 do niemal 100 procent pracowników służb i organów samorządowych, szkół publicznych wszelkiego typu oraz szpitali przystąpiło do strajku proklamowanego w piątek przez portugalski Wspólny Front Związków Zawodowych Administracji Publicznej (FCSAP).

Portugalczycy protestują przeciwko obniżkom płac w sektorze publicznym, wydłużeniu godzin pracy z 35 do 40 tygodniowo, zamrożeniu awansów i odmowie podejmowania negocjacji, z jaką spotykają się ze strony administracji rządowej.

Czego chcą?

"Zamknięta z powodu strajku" - taki transparent pojawił się na fasadach niezliczonych szkół publicznych. "Żądamy 35-godzinnego tygodnia pracy dla wszystkich, podwyżek, a nie zwolnień" - takie hasła wywieszono na szpitalach i przychodniach lekarskich, które z powodu strajku przyjmują pacjentów tylko w nagłych przypadkach. Od początku zaakceptowanego przez rządzących od 2011 roku w Portugalii konserwatystów programu oszczędnościowego zlikwidowano w sektorze publicznym 71 000 stanowisk pracy, co stanowi ponad 10 proc.

Protest

Przedłużeniu godzin pracy w sektorze publicznym Portugalii z 35 do 40 godzin tygodniowo towarzyszyła 18-procentowa obniżka płac. Koordynująca działania strajkowe z ramienia FCSAP, Ana Avoila, oświadczyła w piątek na konferencji prasowej, że masowy udział w strajku jest "świadectwem siły i niezadowolenia pracowników" z polityki rządu. Masowe strajki, zwłaszcza w sektorze publicznym, nasilają się od 2011 roku wskutek dość dokładnego wypełniania przez rząd zaleceń oszczędnościowych wynikających z porozumienia pomocowego zawartego z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Unią Europejską.

Autor: msz / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: wikimedia.org/(CC BY-SA 2.5) | Luca Galuzzi (Lucag)