- Nasza odpowiedź musi być ukierunkowana. Środki muszą trafiać tam, gdzie obciążenie jest największe. Czyli do osób dojeżdżających samochodem do pracy do sektora logistycznego - powiedziała w Berlinie minister gospodarki Katherina Reiche.
Jednocześnie szefowa resortu wypowiedziała się przeciwko propozycji koalicyjnych socjaldemokratów, którzy wyszli z pomysłem podatku od nadzwyczajnych zysków w sektorze energetycznym. Zdaniem Reiche taki podatek prawdopodobnie stałby w sprzeczności z niemiecką konstytucją. Pomysł SPD nazwała "drogim i nieskutecznym".
Odpowiedź niemieckich socjaldemokratów
Na słowa Reiche szybko zareagowali socjaldemokraci. Wiceszefowa frakcji parlamentarnej SPD Esra Limbacher oceniła, że Reiche nie nadaje się na swoje stanowisko.
- Szkoda, że minister gospodarki postrzega siebie jako przedstawicielkę koncernów naftowych, zamiast współpracować z partnerem koalicyjnym, aby przynieść ulgę wielu małym firmom - powiedziała gazecie "Rheinische Post".
W czwartek kanclerz Friedrich Merz mówił o toczących się w koalicji rozmowach dotyczących środków, jakie można by podjąć w celu ograniczenia negatywnych skutków wzrostu cen paliw.
Rządowa ulga
Do tej pory rząd zdecydował się na jedną poważną zmianę: od kwietnia stacje benzynowe w Niemczech mogą podwyższać ceny tylko raz w ciągu dnia, w południe. Za niestosowanie się do nowych zasad grożą kary do 100 tys. euro.
Po ogłoszeniu przez USA i Iran zawieszenia broni, w Niemczech utrzymuje się lekka tendencja spadkowa cen paliw. W czwartek po południu litr benzyny E10 kosztował średnio 2,17 euro, a litr diesla - 2,40 euro. Rzecznik ministerstwa gospodarki zapewniał w piątek, że Niemcy nie stoją w obliczu niedoborów dostaw ropy naftowej.