"Komórki rakowe". Korea Północna nasila kontrole

shutterstock_2283466427
Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un, jego córka Dzu Ae (po prawej od Kima) i jego żonę Ri Sol Dzu (po prawej od Dzu Ae) idący w kierunku Mauzoleum Kumsusan
Źródło: Reuters
Północnokoreańskie służby bezpieczeństwa rozpoczęły noworoczną "operację czyszczenia" wymierzoną w użytkowników chińskich telefonów. Agenci z detektorami patrolują wioski i osiedla w regionach przy północnej granicy, próbując namierzyć zakazane urządzenia.

Jak podał południowokoreański portal Daily NK, władze Korei Północnej rozpoczęły nową kampanię i nasiliły kontrole w poszukiwaniu użytkowników chińskich telefonów w regionach przy północnej granicy. Działania te mają na celu całkowite zablokowanie swobodnego przepływu informacji do i z kraju.

- Wydaje się, że funkcjonariusze bezpieczeństwa państwa nasilili ostatnio represje wobec użytkowników chińskich telefonów komórkowych, koncentrując się na Hoeryong, powiecie Musan, powiecie Onsong i innych przygranicznych regionach prowincji Północnego Hamgyongu - powiedział mieszkaniec Północnego Hamgyongu w rozmowie z Daily NK.

Dodał też: - Wyposażeni w detektory funkcjonariusze bezpieczeństwa patrolują wioski i osiedla cztery lub pięć razy dziennie w poszukiwaniu sygnałów.

"Komórki rakowe" w Korei Północnej

Korea Północna od dawna prowadzi tego typu "operacje czyszczenia", skierowane przeciwko posiadaczom telefonów komórkowych chińskiej produkcji. Są one bowiem bezpośrednio połączone ze światem zewnętrznym.

Ich użytkownicy są określani jako "komórki rakowe" społeczeństwa i są głównym celem działań represyjnych. Dzieje się tak, ponieważ władze wierzą, że przedostawanie się informacji z zewnątrz - lub wyciek informacji krajowych do świata zewnętrznego - stanowi znaczące zagrożenie dla reżimu - opisał Daily NK.

Najnowsza fala restrykcji, która rozpoczęła się wraz z nowym rokiem, jest wynikiem dyrektywy Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa z końca ubiegłego roku. Nakazano w niej lokalnym organom, aby do 2026 roku uczyniły strefy przygraniczne wolnymi od chińskich urządzeń, przy czym podkreślono, że ich użytkownicy "nie zostali jeszcze wykorzenieni".

Priorytet północnokoreańskich służb

Wraz z początkiem roku te wytyczne stały się priorytetem dla funkcjonariuszy w Północnym Hamgyongu. W Hoeryong często widuje się nieumundurowanych agentów z detektorami w rękach, patrolujących miejsca o stosunkowo dobrym zasięgu chińskich sieci.

- Liczba zespołów z wykrywaczami sygnału wzrosła z dwóch do czterech - podało źródło portalu Daily NK.

Dodał też: - Zasięg działania detektorów uległ zawężeniu, ale nadal nie pozwalają one na precyzyjne wskazanie źródła. Często zdarza się, że nawet po wykryciu sygnału nie udaje się schwytać nadawcy. Wiedząc o tym, ministerstwo zwiększyło personel, aby jeszcze bardziej zawęzić obszar poszukiwań.

Trwa "operacja czyszczenia" z chińskich telefonów w Korei Północnej
Trwa "operacja czyszczenia" z chińskich telefonów w Korei Północnej
Źródło: Shutterstock

Odwrotny skutek represji

Funkcjonariusze operacyjni są przypisani do konkretnych stref i zmieniają się co dwa dni. Zapobiega to rozpoznaniu funkcjonariuszy przez mieszkańców, co mogłoby zniweczyć działania. W związku z nasileniem poszukiwań oficerowie odpowiedzialni za poszczególne dzielnice wzywają osoby podejrzane o korzystanie z chińskich telefonów lub posiadające taką przeszłość w kartotekach. Stosują przy tym mieszankę zachęt i nacisków.

- Jeśli użytkownik chińskiego telefonu komórkowego zostanie złapany przez detektor, uznaje się, że oficer bezpieczeństwa państwowego dla tego regionu zawiódł w swoich obowiązkach. Więc funkcjonariusze wzywają mieszkańców, aby pozornie przemówić im do rozsądku i nakłonić ich do wyznania, że używają telefonów - wyjaśnił informator DNK.

Obiecują, że dobrowolne przyznanie się nie pociągnie za sobą konsekwencji, podczas gdy złapanie na gorącym uczynku nie zostanie wybaczone. - To jak troska kota o mysz. Ostatecznie próbują jedynie skłonić ludzi do przyznania się, żeby poprawić swoje statystyki - podkreśliło źródło portalu.

Pośrednicy finansowi i inne osoby, które zarabiały na dystrybucji chińskich telefonów w Korei Północnej tymczasowo zawiesiły działalność.

- Takie rzeczy zdarzają się często i ludzie są do tego przyzwyczajeni. Gdy represje się nasilają, ludzie tymczasowo przerywają aktywność, czekają na zakończenie obław, by później ją wznowić - stwierdził rozmówca Daily NK.

Dodał też: - Dlatego ludzie mówią, że nasilanie represji przynosi odwrotny skutek. Przez nie użytkownicy chińskich telefonów są jeszcze trudniejsi do znalezienia.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Zobacz także: