Grexit uderzy też w Polskę. "Grozi jej zepchnięcie na margines"

Ze świata


Wyniki niedzielnego referendum w Grecji stanowią powód do niepokoju dla krajów Europy Środkowej, które jeszcze nie przyjęły euro - pisze w swojej analizie serwis Politico.eu. Grexit może bowiem doprowadzić do wyraźnego podziału na Europę dwóch prędkości i odsunięcia krajów takich jak Polska, Czechy czy Węgry od ośrodka decyzyjnego w Unii Europejskiej.

W swojej analizie serwis wskazuje, że greckie "nie" w niedzielnym referendum może doprowadzić do wyjścia Grecji ze strefy euro, co groźne konsekwencje może mieć nie tylko dla jej członków.

Politico podkreśla, że Grexit będzie stanowił dla pozostałych 18 krajów strefy euro impuls do głębszej integracji, okazania solidarności i zaangażowania się na rzecz odbudowy siły euro.

Decydujący krok

W konsekwencji doprowadzi to do zbliżenia członków euro - przy jednoczesnym odwróceniu się od krajów spoza eurogrupy, zwłaszcza tych w Europie Środkowej, które są dzisiaj dalej niż kiedykolwiek od przystąpienia do wspólnej waluty.

"Pomimo że kraje, które przystąpiły w 2004 roku do UE, w tym Polska, zobowiązały się do przystąpienia do strefy euro, dzisiaj jest duża niechęć do zrobienia decydującego kroku" - zauważa Andrew Kureth, autor analizy Politico.

Nowy rząd?

Zwycięzca ostatnich wyborów prezydenckich w Polsce Andrzej Duda w trakcie kampanii podkreślał, że sprzeciwia się przystąpieniu do strefy euro aż do momentu osiągnięcia poziomu płac zbliżonego do obowiązującego w Europie Zachodniej. Ale do tego - jak pisze Politico - potrzeba czasu oraz zmiany co najmniej jednego pokolenia.

Obecnie w Polsce przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosi jedną trzecią zarobków w Niemczech.

Serwis zaznacza, że były prezydent Bronisław Komorowski prezentował bardziej prounijne stanowisko, często podkreślając, że Polska powinna wejść do strefy euro, "gdy będzie gotowa".

Politico podkreśla też, że Prawo i Sprawiedliwość, z którego wywodzi się Duda, prowadzi w sondażach przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, wykorzystując przy tym w trakcie kampanii hasła przeciw euro. Beata Szydło, która jest kandydatką na premiera z tego ugrupowania, powiedziała, że to "szczęście", że Polska nie weszła do strefy euro w 2012 roku, na co wskazywał jeszcze w 2008 roku były premier Donald Tusk - obecnie przewodniczący Rady Europejskiej.

- Oczywistym jest, że dzisiaj entuzjazm dla wspólnej waluty jest niższy, ale wynika to z sytuacji w strefie euro - powiedział Tusk w rozmowie z Politico. Jak dodał, "w Polsce jest prawie pełna polityczna zgoda, że kraj wejdzie do strefy euro, ale dopiero po ustabilizowaniu się w sytuacji w strefie, a także spełnieniu kryteriów (konwergencji - red.), których jeszcze nie spełnia".

Brak poparcia społecznego

Jak zauważa Politico, premier Węgier Wiktor Orban, pozostający w skomplikowanych relacjach z unijnymi partnerami, również prezentuje politykę zapewniającą obywateli, że kraj na dłuższą metę będzie trzymał się własnej waluty, forinta.

- Węgry nie są w nastroju do przyjęcia głębszej integracji - powiedział Sebastian Płóciennik, analityk ds. Unii Europejskiej z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Nie ma dyskusji na temat szybkiego wejścia do strefy euro - stwierdził.

Podobnie jest w przypadku Czech, które nie mają określonego terminu przystąpienia do strefy. Choć tutaj, jak czytamy w analizie Politico, jako możliwy termin takiej decyzji wymieniany jest 2020 rok.

Opinia publiczna nie wywiera dużego nacisku na przyjęcie euro. Kwietniowe badanie Eurobarometru wskazało bowiem, że aż 70 proc. Czechów jest przeciwko przystąpieniu do eurolandu.

Dla porównania w Polsce przeciwnych było 53 proc. badanych.

Europa dwóch prędkości

Tymczasem czerwcowy raport opracowany przez tzw. grupę pięciu prezydentów sygnalizował konieczność wzmocnienia strefy euro poprzez powołanie ministra finansów waluty i unii bankowej.

W przypadku realizacji takiego scenariusza kraje Europy Środkowe zostaną natychmiast wypchnięte na ubocze zintegrowanej strefy euro. Prawdopodobnie mogłoby to dla nich oznaczać także pominięcie przy podejmowaniu najważniejszych decyzji w Unii, tworząc dwa stopnie członkostwa w UE.

Do tej pory koncepcja Europy dwóch prędkości była przekleństwem dla Europy Środkowej - czytamy w analizie Politico. Jednakże w wypadku Grexitu "koncepcja Europy dwóch prędkości nie będzie już tematem tabu", powiedział Adriano Bosoni, analityk firmy Stratfor.

Dla Polski, która od dawna starała się zwiększyć swoją rolę w Europie, taki rozwój sytuacji będzie szczególnie niemile widziany.

Dryfowanie na peryferie

Politico przytacza też opinię ministra finansów Mateusza Szczurka, który wyraził niedawno poparcie do przyłączenia do strefy euro "prędzej czy później", ale dopiero wtedy, kiedy będzie to korzystne dla Polski.

- Nasza strategia jest długoterminowa - zapewniła w rozmowie z serwisem Joanna Bęza-Bojanowska z polskiego ministerstwa finansów. Jak dodała, "jeśli strefa euro stanie się znowu silna, to przystąpienie do niej będzie wówczas korzystne dla Polski".

Analitycy twierdzą, że taki ruch to sygnał z Warszawy, że nie chce być poza głównym "rdzeniem" UE.

Izolowanie

Skutki finansowe dla Europy Środkowej, przy ewentualnym porzuceniu wspólnej waluty przez Grecję, są trudne do przewidzenia, ale większość ekonomistów jest przekonana, że region będzie względnie izolowany od bezpośredniego wpływu.

Jednakże Politico pisze o wielu powiązaniach pośrednich, ponieważ strefa euro pochłania ogromną część eksportu regionu. Banki strefy euro są również w sposób znaczący obecne w regionie, a każda decyzja o powstrzymaniu finansowania oddziałów w Centralnej Europie może doprowadzić do kryzysu kredytowego.

W wyniku niepewności na rynkach i przedłużających się negocjacji między Grecją a wierzycielami w ostatnim miesiącu zarówno polski złoty, jak i węgierski forint osłabiły się o około 2 proc. w parze do euro.

Na placu Syntagma zebrały się tłumytvn24

Autor: mb / Źródło: Politico

Tagi:
Raporty: