Złoża surowców sprawiły, że Grenlandia znalazła się wysoko na liście geopolitycznych priorytetów administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. W Waszyngtonie wyspa postrzegana jest jako potencjalny sposób na ograniczenie dominacji Chin w dostępie do metali ziem rzadkich, kluczowych m.in. dla produkcji myśliwców, laserów, samochodów elektrycznych czy skanerów MRI.
- Potrzebujemy Grenlandii… Jest teraz niezwykle strategiczna - mówił Trump dziennikarzom na pokładzie Air Force One. Kilka dni później zapowiadał: - Zrobimy coś z Grenlandią, czy im się to podoba, czy nie. Jeśli nie da się tego zrobić w łatwy sposób, zrobimy to w trudny.
Łatwiej na Księżycu
Eksperci podkreślają jednak, że problemem nie jest formalna przynależność Grenlandii do Królestwa Danii Dania, lecz warunki naturalne. Złoża znajdują się często w odległych rejonach powyżej koła podbiegunowego, pod kilometrową warstwą lodu, w miejscu, gdzie przez znaczną część roku panuje ciemność.
- Pomysł, by zamienić Grenlandię w amerykańską fabrykę metali ziem rzadkich, to fantastyka naukowa. To kompletny odjazd. Równie dobrze można wydobywać surowce na Księżycu - a pod pewnymi względami na Księżycu byłoby łatwiej - uważa cytowany przez CNN Malte Humpert z The Arctic Institute.
"Po co mówić o przejęciu kraju?"
Grenlandia, jako autonomiczne terytorium Danii, od lat deklaruje gotowość do współpracy gospodarczej z zagranicznymi inwestorami. Lokalni przedsiębiorcy podkreślają, że nie ma potrzeby politycznej presji ani gróźb.
- Nie widzę potrzeby przejmowania Grenlandii. Jesteśmy otwarci na inwestycje i współpracę z Amerykanami. Po co mówić o przejęciu kraju, skoro można osiągnąć swoje cele, po prostu zachowując się normalnie? - zastanawia się Christian Keldsen, dyrektor Greenland Business Association.
Eksperci o pomyśle Trumpa
Zdaniem ekspertów założenie, że uda się nakłonić amerykańskie przedsiębiorstwa do podjęcia ryzyka związanego z Grenlandią, może być mrzonką.
- Gdyby na końcu tęczy w Grenlandii czekał garniec złota, to prywatne firmy już dawno by tam dotarły - mówi Jacob Funk Kirkegaard z Peterson Institute for International Economics.
Funk Kirkegaard, który wcześniej pracował w duńskim resorcie obrony, stwierdził, że bardzo trudno jest uzasadnić biznesowo tak duże inwestycje, jakie byłyby wymagane.
Możliwe, że Trump spróbuje zapewnić zachęty finansowe i gwarancje, aby skłonić amerykańskie firmy do tych ogromnych inwestycji, podobnie jak gwarancje, których domagają się wielkie koncerny naftowe, aby móc prowadzić intensywne wiercenia w Wenezueli.
- Jeśli otrzymają wystarczające środki od podatników, prywatne firmy będą skłonne zrobić prawie wszystko. Ale czy to dobra podstawa do zakupu terytorium? W przypadku Grenlandii odpowiedź brzmi "nie", podobnie jak w przypadku Wenezueli - twierdzi Funk Kirkegaard.
Koszty środowiskowe
Zdaniem ekonomistów, gdyby na Grenlandii rzeczywiście czekały łatwe do zdobycia ogromne zyski, prywatne firmy już dawno by tam zainwestowały. Problemem są ogromne koszty początkowe oraz restrykcyjne regulacje środowiskowe, które odzwierciedlają wolę mieszkańców, by chronić arktyczną przyrodę.
Zmiany klimatyczne, choć prowadzą do topnienia lodu i otwierania nowych szlaków morskich, jednocześnie destabilizują grunt i zwiększają ryzyko osuwisk. - Zmiana klimatu nie oznacza, że jest łatwiej. To nie jest Morze Śródziemne ani wanna - podkreśla Humpert.
Społeczny sprzeciw i ryzyko polityczne
Ewentualna sprzedaż Grenlandii wymagałaby referendum. Tymczasem sondaż ze stycznia 2025 roku pokazuje, że tylko 6 procent mieszkańców popiera przyłączenie wyspy do USA, a 85 procent jest temu przeciwnych.
Eksperci ostrzegają, że agresywna retoryka Waszyngtonu może zaszkodzić relacjom ze społecznością lokalną i sojusznikami. - Stany Zjednoczone mogą przestać być postrzegane jako partner, a zacząć jako agresor, któremu należy się przeciwstawić - ocenił Adam Lajeunesse z St. Francis Xavier University.
Jak dodaje Christian Keldsen, już teraz widać skutki tej narracji. - W tej chwili wszystko, co amerykańskie, jest czerwoną flagą. Ludzie zastanawiają się: czy wspieram kogoś, kto chce przejąć mój kraj? - mówi Keldsen.
Autorka/Autor: Jan Sowa
Źródło: CNN
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/SAMUEL CORUM / POOL