Fryzjer po 15 latach przestał płacić mafii. Teraz pilnuje go policja

Ze świata

shutterstock0a3db341-1133-4bd2-8360-5998e27c264c

Fryzjer z Neapolu ma policyjną ochronę, ponieważ odmówił tamtejszej mafii płacenia haraczu. Gdy strzyże klientki i farbuje im włosy, przed jego zakładem w centrum miasta stoi dwóch funkcjonariuszy. Nie opuszczają go ani na chwilę także po pracy.

Historię jedynego we Włoszech fryzjera z policyjną eskortą przedstawiły włoskie media. Życie 44-letniego Salvatore Castelluccio zmieniło się przed dwoma miesiącami, gdy po 15 latach upokorzeń i regularnego płacenia po kilkaset euro haraczu sprzeciwił się mafiosom z kamorry i złożył na policji doniesienie, że pada ofiarą wymuszeń i jest zastraszany. To bardzo trudna decyzja w takim mieście jak Neapol, gdzie opłacać się musi większość kupców, restauratorów i właścicieli lokali usługowych - zauważają media. Mężczyzna powiedział w kilku wywiadach, że jest przekonany, iż postąpił słusznie.

Nowy symbol Neapolu

- Mogliśmy stąd wyjechać, przenieść się do innej dzielnicy - zauważył. Dodał jednak: - Mam swoją godność, z której nie zrezygnuję. Wyjazd stąd oznaczałby, że musiałbym zaczynać całą udrękę od nowa, z innymi mafiosami, którzy kazaliby mi uregulować rachunki. - Jesteśmy na wojnie i trzeba walczyć - powiedział właściciel salonu fryzjerskiego, który stał się nowym symbolem sprzeciwu wobec mafii i wymuszania haraczy. Wyjaśnił, że robi to także dla swojego syna, który chce iść w jego ślady i uczy się fryzjerstwa. - Jeśli pewnego dnia będzie mógł otworzyć swój własny salon jako wolny człowiek i nie będzie ofiarą krzywd czy wymuszeń, to także dzięki mojemu zawiadomieniu złożonemu na policji - podkreślił Castelluccio.

Mafia przyjdzie nawet w święta

Ujawnił, że ludzie kamorry zgłaszali się do niego po pieniądze także - jak mówili - z okazji świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy oraz w czasie wakacji. W ten sposób zbierali pieniądze dla rodzin uwięzionych mafiosów. Kilku z terroryzujących go gangsterów zostało aresztowanych po jego zeznaniach. W wywiadzie radiowym fryzjer przyznał, że czuje się osamotniony, ponieważ wielu właścicieli sklepów i lokali nie akceptuje jego decyzji. Panuje wśród nich zmowa milczenia. - Ale ja powtarzam wszystkim: warto zgłaszać wymuszenia na policji - powiedział Castelluccio. Uznanie dla jego postawy wyraziły działające na południu Włoch stowarzyszenia ludzi biznesu i handlu, którzy sprzeciwili się płaceniu haraczu.

Autor: km / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: shutterstock