- Zbliżamy się do niespotykanego dotąd, krytycznie niskiego poziomu zapasów. Kiedy osiągniemy ten próg - za dwa lub trzy tygodnie - zobaczymy gwałtowny wystrzał cen - ostrzegł pod koniec maja Neil Chapman, wiceprezes Exxon Mobil.
Chapman dodał, że jeśli poziom zapasów znacznie się zmniejszy, cena ropy Brent, na podstawie której ustala się wartość ponad 60 proc. globalnego handlu ropą naftową, może wzrosnąć do 150-160 dolarów za baryłkę.
Zapowiedź gwałtownego wzrostu cen
Bieżące zapasy oraz uruchomienie rezerw strategicznych pozwoliły utrzymać ceny ropy pod względną kontrolą w ciągu ostatnich czterech miesięcy, podczas których wojna z Iranem blokowała znaczną część dostaw surowca. Kontrakty terminowe na ropę utrzymywały się poniżej 100 dolarów za baryłkę, mimo że cieśnina pozostaje zamknięta.
Donald Trump od wielu dni powtarza, że porozumienie w sprawie odblokowania cieśniny jest kwestią godzin. Wciąż jednak do niego nie doszło, a ostrzeżenia płynące z sektora naftowego stają się coraz bardziej alarmujące - ocenia Reuters.
Jeśli tempo kurczenia się zapasów zostanie utrzymane, globalne rezerwy ropy mogą osiągnąć krytycznie niski poziom dokładnie w momencie, gdy letni popyt na paliwa osiągnie swój szczyt - ostrzegła we wtorek Toril Bosoni, szefowa wydziału ds. rynku naftowego i przemysłu w Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE).
- Gdy te poduszki bezpieczeństwa znikną, cena będzie musiała wykonać całą pracę adaptacyjną. Oznacza to, że albo konsumenci zapłacą więcej, albo dojdzie do upadku popytu - ocenił Mehmet Beceren, wiceprezes i główny strateg rynkowy w Rosenberg Research, który uważa, że punkt zwrotny możemy osiągnąć pod koniec czerwca.
- Gdy wkroczymy w drugą połowę czerwca, prawdopodobnie zobaczymy gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, o ile przepustowość cieśniny Ormuz nie wróci do poziomów sprzed konfliktu - prognozuje zespół Data Assets and Alpha w banku JPMorgan, powołując się na wewnętrzne analizy.
Amerykańskie rezerwy topnieją
W USA, będących największym producentem ropy na świecie, komercyjne zapasy surowca wraz ze Strategiczną Rezerwą Ropy (SPR) spadły z końcem maja do 791 milionów baryłek. To najniższy poziom od lutego 2024 roku - poinformowała w środę rządowa Agencja Informacji Energetycznej (EIA). Amerykańskie zapasy ropy skurczyły się o prawie 64 miliony baryłek od początku wojny, odnotowując spadki przez osiem kolejnych tygodni.
Stany Zjednoczone planują docelowo wypuścić na rynek rekordowe 400 milionów baryłek ropy w celu stłumienia wzrostu cen. Te interwencyjne dostawy, w połączeniu ze spadkiem chińskiego importu ropy drogą morską (który w maju osiągnął najniższy poziom od blisko 10 lat), pomogły częściowo zamortyzować szok podażowy.
- Uważam, że ryzyko drugiego szoku cenowego jest realne. Kluczowe jest jednak to, że może ono wynikać z wyczerpania się buforów bezpieczeństwa, a nie z samego faktu zablokowania cieśniny Ormuz na początku konfliktu - zauważył Shohruh Zukhritdinov, trader naftowy z Dubaju.
Analitycy JPMorgan dodają, że uwalnianie amerykańskich rezerw strategicznych, zastępowanie paliw innymi źródłami energii oraz pozostałe czynniki ograniczające skok cenowy mogą okazać się niewystarczające, jeśli paraliż dostaw będzie się przedłużał.
Szczególny przypadek USA
Inwestorzy podkreślają, że konflikt na stałe wpisał w ceny ropy premię za ryzyko geopolityczne, co niesie za sobą konsekwencje dla inflacji, rentowności obligacji oraz wydatków konsumenckich.
Ostatnie wydarzenia sugerują trwałą, strukturalną zmianę na rynkach energii, uważa Joseph Tanious, główny strateg inwestycyjny w Northern Trust Asset Management. - Cieśnina Ormuz zyskała status stałego zapalnego punktu geopolitycznego na mapie świata - stwierdził, dodając, że powrót do przedwojennych cen ropy poniżej 70 dolarów wydaje się mało prawdopodobny, nawet jeśli napięcia opadną.
W efekcie przełoży się to na nierównomierne skutki gospodarcze na świecie: Europa i Azja pozostaną bardziej narażone na trwałą inflację energetyczną, podczas gdy USA, jako eksporter netto, są relatywnie lepiej chronione.
Wyższe ceny ropy to "niewielki wiatr w oczy" dla amerykańskiej gospodarki, uważa Adam Schickling, starszy ekonomista w funduszu Vanguard. Sytuację w Stanach ratuje silne krajowe wydobycie oraz potężne inwestycje w sektor sztucznej inteligencji, które kompensują presję nakładaną na konsumentów. Jednak w scenariuszu, w którym cena ropy wzrosłaby do około 120 dolarów za baryłkę i utrzymała się na tym poziomie przez rok, wzrost gospodarczy w USA mógłby spowolnić o około 0,4 punktu procentowego - wynika z szacunków Vanguard.
Wpływ na konsumentów
Dla gospodarstw domowych znaczenie ma nie tyle sam precyzyjny poziom cen ropy, ile czas, przez jaki utrzymują się na wysokim poziomie. Konsumenci mają jeszcze pewien bufor, ponieważ koszty paliwa stanowią mniejszy odsetek ich dochodów niż podczas poprzednich kryzysów naftowych. Ta poduszka finansowa kurczy się jednak z każdym miesiącem - dodaje Reuters.
Jeśli ceny pozostaną wysokie przez kolejne trzy miesiące, na które przypada letni sezon wyjazdów samochodowych, wydatki konsumenckie mogą mocno wyhamować, ostrzega Phil Blancato, główny strateg rynkowy w Osaic.
- Nastroje konsumentów i tak są już na historycznie niskich poziomach. Jeśli ceny ropy utrzymają się na obecnym pułapie przez kolejne trzy miesiące lub w krótkim okresie znacząco wzrosną, zaczniemy obserwować realne tąpnięcie w gospodarce- podsumował Blancato, zalecając inwestorom dywersyfikację portfeli i poszukiwanie alternatyw poza rynkiem akcji.