W opublikowanym w środę komunikacie irlandzka spółka poinformowała, że zrewidowała rozkłady lotów do Brukseli na 2026 r., zmniejszając liczbę miejsc w ofercie lotniska Charleroi o 1,1 miliona.
Jest to reakcja - jak napisano w komunikacie - na ogłoszenie przez władze Charleroi planu wprowadzenia podatku od kwietnia 2026 r. w wysokości 3 euro za osobę odlatującą z tego oddalonego od Brukseli o 60 km lotniska.
Nowy podatek
Jak podała agencja prasowa Belga, nowy podatek został już zatwierdzony przez władze Charleroi i ujęty w planie budżetowym na ten rok.
Według władz walońskiego miasta jest on konieczny, ponieważ funkcjonowanie lotniska wpływa na poziom hałasu i bezpieczeństwa, a także zwiększa ruch i parkowanie na drogach publicznych, za co miasto do tej pory nie pobierało ani jednego euro.
- Zamierzamy zredukować liczbę pasażerów o kolejne 1,1 miliona miejsc w Belgii w 2027 roku, jeśli rząd belgijski zrealizuje swój równie głupi pomysł pięciokrotnego podniesienia podatku pasażerskiego z 2 euro od pasażera w 2025 roku do 10 euro od pasażera w 2026 roku - zapowiedział w środę na konferencji prasowej O'Leary.
"Ci głupi politycy"
- Niezwykłe w głupocie rządu belgijskiego jest to, że wpadł na ten wizjonerski pomysł podniesienia podatków pasażerskich w czasie, gdy prawie wszystkie inne kraje europejskie znoszą podatki turystyczne i środowiskowe - dowodził prezes Ryanair.
Wskazał na Szwecję, Włochy, Węgry i Słowację jako państwa tnące daniny.
- Ci głupi politycy nie dostrzegają, że samoloty mogą się przemieszczać, miejsca pracy mogą się przemieszczać i pasażerowie mogą się przemieszczać. Mogą zostać przeniesione do krajów, które znoszą podatki i obniżają opłaty lotniskowe - zagroził O'Leary.
Jak napisała gazeta "HNL", wprowadzenie podatku lotniczego miało mieć pozytywny wpływ na klimat, ale teraz wydaje się, że jest to również sposób na zamknięcie deficytu budżetowego przez belgijskie władze.
Autorka/Autor: skib/dap
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock