Nawet dwukrotny wzrost cen pelletu. "Namówili na ekologię, a teraz nie ma opału"

shutterstock_2524535261
Wiatr przewrócił słupy energetyczne
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W sierpniu cena pelletu - biopaliwa, które cieszy się w Polsce coraz większą popularnością - wzrosła w niektórych przypadkach nawet dwukrotnie. Dla osób, które ogrzewają tym materiałem swoje domy, uzupełnienie zapasów staje się prawdziwym wyzwaniem. - Obecnej sytuacji nie traktowalibyśmy wyłącznie jako chwilowego problemu cenowego. To również pytanie o bezpieczeństwo i odporność całego rynku biomasy - mówi w rozmowie z tvn24.pl Agnieszka Kędziora-Urbanowicz, wiceprezes Polskiej Rady Pelletu.

Pellet ma postać granulatu, który powstaje poprzez prasowanie pod wysokim ciśnieniem odpadów drzewnych, takich jak trociny, zrębki czy wióry. W Polsce ma działać już ponad 400 tys. kotłów na to biopaliwo.

- Skala podwyżek jest ogromna - powiedział w rozmowie z redakcją biznesową tvn24.pl Daniel Czyżewski, analityk ds. energii, Fundacja Polska z Natury. - O ile oficjalne statystyki mówią o średniej cenie rzędu 2 018 zł za tonę (przy wyjściowym minimum ok. 1 600 złotych), o tyle w praktyce za towar dostępny od ręki w detalicznym obrocie workowanym klienci muszą płacić od 2200 do nawet 2600 zł za tonę, a na pojedynczych aukcjach stawki sięgają aż 3500 zł - dodał. 

Konsumenci pelletu o wzroście cen. "Przecież to absurd!"

Za pośrednictwem Kontakt24 skontaktowała się z nami pani Agnieszka spod Warszawy. Jak zauważyła, jeszcze w marcu za tonę opału płaciła około 1200-1400 zł, podczas gdy obecnie ceny mają sięgać nawet 2200-2600 zł. - Już zamówiłam jedną paletę, żeby mieć pellet na początek sezonu grzewczego. Dostawca przekazał mi, że jesienią ceny mogą wzrosnąć nawet do 2600-2900 zł za tonę - przekazała.

Jak dodaje, wzrost cen jest szczególnie dotkliwy dla gospodarstw domowych, które zdecydowały się na ogrzewanie pelletem. - Ludzie zmieniali sposób ogrzewania zgodnie z zaleceniami, często ponosząc ogromne koszty. Teraz zostaliśmy z cenami, które są dla wielu gospodarstw bardzo trudne do udźwignięcia - mówiła. - Mam nadzieję, że Ministerstwo Energii zareaguje - dodała.

- W zeszłym roku we wrześniu płaciłem 1250 złotych. I w sumie ta cena utrzymywała się od ostatnich dwóch do trzech lat, od kiedy zdecydowałem się na ogrzewanie domu tym materiałem. Teraz od czerwca próbuję kontaktować się z producentem pelletu w Kaliszu, to pani po drugiej stronie słuchawki nawet nie jest mi wstanie powiedzieć, ile to finalne będzie mnie kosztowało. Usłyszałem, że wstępnie na teraz to będzie dwa tysiące, ale doszacowaną cenę dostanę po przywiezieniu zamówienia i może to być trzy tysiące. Przecież pewności nie mam, może okazać się, że będą chcieli cztery. Przecież to absurd! - pisze na Kontakt24 pan Patryk z Kalisza.

Według danych portalu Cenapelletu.pl w lipcu średnia cena tego ekologicznego paliwa wyniosła 2018 złotych za tonę. Oznacza to wzrost o 234 zł (ponad 13 proc.) w skali miesiąca. Dla porównania w lipcu ubiegłego roku średnia cena pelletu wynosiła 1308 złotych, czyli o 710 zł mniej. Wówczas wzrost między czerwcem a lipcem wyniósł zaledwie 7 zł.

- Przy dużych mrozach tona starcza mi na trzy tygodnie. Więc będę musiał to pomnożyć trzy czy cztery razy. Nie wiem, co robić. Jest gorący sierpień, a pelletu nie ma. Wiadomo, jak to działa, im mniej dostępny, tym ta cena jest wyższa. Namówili na ekologię i piec na pellet, a teraz nie ma opału - podsumował.

>>> Źródło ogrzewania drożeje latem. Nietypowa sytuacja

W sprawie cen pelletu skontaktowała się z nami także pani Maria z Sieradza. Przekazała, że próbowała dowiadywać się o cenę pelletu aż w ośmiu miejscach i ceny oscylują między 2300 a 2600 złotych. - Jest bardzo ciężko. W zeszłym roku było 1200 złotych za tonę. Dzisiaj od 2300 najmniej, do 2600. Próbowałam zamówić, ale mam emerytury 2600 złotych, a jedna tona nie starczy na całą zimę - mówiła.

- Mamy dramatyczny przeskok, jeżeli chodzi o cenę - powiedział w rozmowie z redakcją biznesową tvn24.pl Michał Kaszak z firmy Paleko, dostawcy ekologicznych materiałów opałowych. Cena sprzedawanego przez nich pelletu miała wzrosnąć w sierpniu niemal o 100 proc. względem ubiegłego roku. - Dzisiaj te same materiały mamy w cenach prawie dwukrotnie wyższych. W zeszłym roku to była stawka około 1200 zł, dzisiaj mamy te same materiały w cenach około 2200 zł - dodał.

Dlaczego pellet jest coraz droższy?

W 2025 roku globalna produkcja pelletu drzewnego osiągnęła 53,5 mln ton, czyli 10 proc. więcej niż w 2024 - wynika z raportu Bioenergy Europe. Goni ją rosnący popyt. Na świecie w ubiegłym roku wykorzystano 51,5 mln ton. Największym rynkiem dla biopaliwa jest Europa, gdzie wykorzystuje go ponad 6,5 mln gospodarstw domowych. Tutejszy rynek odpowiada za 45 proc. światowej produkcji pelletu i nawet 70 proc. jego zużycia.

Na wzrost cen pelletu drzewnego ma wpływać kilka czynników. Po pierwsze surowa, a więc energochłonna zima zwiększyła popyt, który dodatkowo rośnie ze względu na coraz większą ilość instalacji na pellet. - Wedle danych, m.in. z programu "Czyste Powietrze", coraz więcej domów w Polsce ogrzewa się pelletem. Jeszcze w 2023 roku 20 proc. wniosków dotyczyło tego typu kotłów, w tym roku było ich już około 70-80 proc. - powiedział Daniel Czyżewski z Fundacji Polska z Natury.

Dodał, że ceny skaczą również w Niemczech, przez co część producentów może decydować się na przekierowanie dostaw na tamtejszy rynek. Nie mniej istotna może się jednak okazać zmiana nawyków konsumentów.

- Polacy, nauczeni doświadczeniami poprzednich zim i panik cenowych na węglu czy pellecie już w trakcie sezonu grzewczego, w większym stopniu zaopatrują się w surowiec latem, co jest generalnie pożądanym zjawiskiem. Powinniśmy kupować drewno, węgiel czy pellet w okresie letnim, nie na ostatnią chwilę. Jednak ta pozytywna praktyka w połączeniu z wyżej wymienionymi czynnikami wzmacnia presję cenową w tym momencie - dodał Czyżewski.

Zdaniem Michała Kaszaka z firmy Paleko zimowy kryzys na rynku pelletu rozpoczął się od długich przestojów świątecznych w zakładach produkcyjnych, ograniczonym importem m.in. z Ukrainy i wyjątkowo niskimi temperaturami, które wpłynęły na ograniczenie podaży trocin w czasie najwyższego popytu, co wywołało poważne braki na rynku biopaliwa. To natomiast wywindowało ceny. W lutym za tonę pelletu płaciliśmy średnio 2240 złotych (222 zł więcej, niż w lipcu).

- Klienci widzieli, co miało miejsce w lutym. Byli tak wystraszeni tą sytuacją, że uznali, że poczekają do okresu letniego, kiedy tego towaru będzie najwięcej i teoretycznie cena będzie najniższa, żeby zrobić jak największe zakupy - powiedział Michał Kaszak z firmy Paleko.

Wysokie ceny jego zdaniem mogą mieć również związek z rosnącą liczbą instalacji na pellet. Tutaj miał mieć pośredni wpływ program "Czyste powietrze". - Na pewno spowodował, że instalacji peletowych przybyło naprawdę na ogromną skalę. A każda nowa instalacja domowa, która została zamontowana, daje nam mniej więcej 4-5 ton rocznie dodatkowego zapotrzebowania [na pellet - red.] - dodał. Sektor gospodarstw domowych w Polsce ma obecnie zużywać 2,2 mln ton pelletu drzewnego rocznie.

- Nie tyle sam program "Czyste Powietrze" przyczynił się do wzrostów cen, ale trendy wśród jego beneficjentów. W końcu to od nich zależy na co składają wniosek - precyzuje Daniel Czyżewski. - Zaszła strukturalna zmiana - pompy ciepła ustąpiły dominujące miejsce w dofinansowaniach kotłom na pellet. Po prostu rynek za nią nie nadążył lub odpowiednio wcześnie nie wyłapał - dodał.

Presja na polskim rynku pelletu, który ma problem z zaspokojeniem krajowych potrzeb, sprawia, że dostawcy zwracają się w kierunku producentów z zza granicy. Jak zaznacza Kaszak, doprowadziło to do odwrócenia relacji dostaw z niektórymi krajami. - To jest fenomen, że Polska była państwem, które kiedyś sprzedawało do tych krajów, czyli do Szwecji, do Niemiec, do Włoch, do Belgii, a teraz od nich kupuje - powiedział.

UOKiK reaguje na sytuację na rynku pelletu

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w odpowiedzi na pytania tvn24.pl przekazał, że otrzymuje "sygnały dotyczące cen i dostępności pelletu" oraz że są one przez UOKiK analizowane. - Obecnie nie mamy jednak podstaw, by uznać, że wzrost cen jest wynikiem zmowy cenowej lub innych praktyk ograniczających konkurencję - przekazał Bartosz Klimczuk z biura prasowego urzędu.

Ponadto UOKiK stwierdził, że "problem ma charakter podażowy i systemowy". - Prezes UOKiK od początku roku sygnalizuje Ministerstwu Energii konieczność podjęcia działań, które zapewnią odpowiednią podaż surowca i ustabilizują rynek pelletu. Mimo tych sygnałów problem niedoboru pelletu i surowca do jego produkcji nie został dotychczas rozwiązany. To właśnie działania po stronie właściwych resortów są obecnie kluczowe dla poprawy sytuacji na rynku - dodał.

Oczekiwania wobec rządu

W wypadku pogorszenia sytuacji na rynku pelletu, eksperci oczekują reakcji ze strony rządu. - Jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie rząd powinien rozważyć dopłaty do pelletu przynajmniej dla gospodarstw z niskimi dochodami, dla których zakup pelletu przy obecnych cenach i ogrzanie się w zimę będzie stanowiło ogromne wyzwanie - ocenia ekspert Fundacji Polska z Natury.

Jednak zdaniem Agnieszki Kędziory-Urbanowicz, wiceprezes Polskiej Rady Pelletu, "interwencja państwa powinna przede wszystkim prowadzić do ustabilizowania rynku, zwiększenia transparentności obrotu i zapewnienia bezpieczeństwa dostaw".

Jej zdaniem, dla stabilizacji polskiego rynku pelletu, kluczowe jest zapewnienie producentom przewidywalnego dostępu do krajowego surowca oraz wprowadzenie bezpiecznej dywersyfikacji importu. Wymaga to dokładnego weryfikowania pochodzenia, jakości oraz legalności sprowadzanego opału, również pod kątem obowiązujących sankcji m.in. na Rosję. Dodatkowo wprowadzenie państwowego systemu monitorowania produkcji, zapasów i cen, pozwoliłoby zapobiegać kryzysom na długo przed sezonem grzewczym.

- Obecnej sytuacji nie traktowalibyśmy wyłącznie jako chwilowego problemu cenowego. To również pytanie o bezpieczeństwo i odporność całego rynku biomasy: skąd pozyskujemy surowiec, jakie mamy krajowe możliwości produkcyjne, jaką rolę powinien odgrywać import i czy rozwój liczby urządzeń grzewczych jest skoordynowany z realną dostępnością paliwa - dodała Kędziora-Urbanowicz w rozmowie z redakcją biznesową tvn24.pl.

Co mają zrobić konsumenci?

- Nie widzimy obecnie mocnych przesłanek do znaczącego spadku cen przed sezonem grzewczym. W mojej ocenie scenariuszem bazowym jest raczej utrzymanie relatywnie wysokich cen - oceniła Agnieszka Kędziora-Urbanowicz z Polskiej Rady Pelletu. - Jeżeli jesień będzie chłodna, gospodarstwa domowe będą intensywnie uzupełniać zapasy, a podaż krajowa i import nie zwiększą się odpowiednio szybko, możliwa jest dalsza presja wzrostowa - dodała.

Zdaniem ekspertów wahania na rynku pelletu nie powinny jednak zniechęcać nas do tego sposobu ogrzewania. Jest ono w końcu bezemisyjne i ekologiczne, a przez to nie przyczynia się do powstawania smogu i nie będzie objęte opłatami z tytułu ETS2. Dodatkowo odgrywa istotną rolę w polskiej gospodarce.

>>> "Kto emituje, ten płaci". O co chodzi w ETS

- Polska jest pelletową potęgą. Rynek pelletu wart jest rocznie 7-8 mld zł, w naszym kraju działa ponad 5 tys. podmiotów zajmujących się jego wytwarzaniem i dystrybucją. Mamy również kilka rodzimych firm produkujących kotły, które są uznawane za europejskich liderów - wymienia Daniel Czyżewski.

- Konsumenci powinni przede wszystkim zachować ostrożność i unikać zakupu niecertyfikowanych zamienników - takich jak pellet ze słonecznika czy agropellet - do nieprzystosowanych kotłów, ponieważ grozi to spiekami, korozją, uszkodzeniem sprzętu i utratą gwarancji - podkreślił Czyżewski.

Źródło: tvn24.pl, Cenapelletu.pl, Kontakt24
Zobacz także: