Prąd z wiatraków na Bałtyku ma popłynąć za 6 lat. "To chyba najważniejsza inwestycja"

Z kraju

Prezes Instytutu Energii Odnawialnej o kosztach mikroinstalacjiTVN24 BiS
wideo 2/4

Liczymy, że pierwszy prąd z morskich farm wiatrowych na Bałtyku popłynie do polskich domów w latach 2025-2026 – powiedziała w Brukseli prezes PGE Baltica Monika Morawiecka.

Morawiecka wzięła udział w piątek w Brukseli w konferencji poświęconej transformacji energetycznej państw członkowskich.

- Morskie farmy wiatrowe to chyba najważniejsza inwestycja PGE początku lat 20. tego wieku. W tej chwili nasze dwa projekty - a mamy łącznie trzy koncesje na Morzu Bałtyckim – są na etapie końcowych uzgodnień, jeśli chodzi o decyzję środowiskową. Mamy pomiary wiatru, niedługo będziemy mieć badania geologiczne – powiedziała w trakcie konferencji.

Jak dodała, zawarta została też umowa przyłączeniowa z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. - Wiemy więc już, że farmy będą połączone z polską siecią energetyczną. Liczymy, że pierwszy prąd z tych farm popłynie do polskich domów na przełomie lat 2025-2026. To oczywiście jeszcze kilka lat, ale te projekty mają to do siebie, że się je dłużej przygotowuje, a krócej buduje – podkreśliła.

Kilkanaście miliardów złotych

Morawiecka stwierdziła również, że w kwestii tej inwestycji współpraca z Komisją Europejską jest bardzo dobra. - Są bardzo przychylni. Rozmawiamy już o konkretnych rozwiązaniach, jeśli chodzi o możliwości skorzystania z funduszy europejskich – zaznaczyła.

Jak dodała, projekty farm wiatrowych są - ze względu na skalę - kapitałochłonne, dlatego też PGE liczy na dofinansowanie ze środków europejskich. - To jest inwestycja rzędu kilkunastu miliardów złotych. Każde fundusze, które można dostać przed jej zbudowaniem, bardzo pomogą obniżyć koszty dla odbiorców - wskazała.

PGE chce do 2030 roku zainwestować miliardy złotych w budowę farm wiatrowych na Bałtyku, aby na morzu stanęły wiatraki o łącznej mocy 3,5 GW.

Polski rząd oczekuje, że poprzez dywersyfikację źródeł energii i inwestycje, m.in. w morskie farmy wiatrowe, uda się zmniejszyć udział węgla w miksie energetycznym nawet poniżej 60 proc. do 2030 roku (z obecnych ponad 80 proc.). Tak wynika z przedstawionego w listopadzie ubiegłego roku przez Ministerstwo Energii projektu dokumentu "Polityka energetyczna Polski do 2040 roku".

Dynamicznie rozwijający się sektor

W 2018 roku zużycie energii elektrycznej w Polsce osiągnęło najwyższy poziom w historii, niemal 171 TWh. 49,84 proc. energii pochodziło z węgla kamiennego, 30 proc. z węgla brunatnego, 7 proc. z elektrowni wiatrowych na lądzie, a 13,16 proc. z innych źródeł.

Projekt polityki energetycznej państwa zakłada, że pierwsza morska farma wiatrowa ma powstać po 2025 roku, w 2030 roku moce wytwórcze mają sięgnąć 4,6 GW, a w 2040 roku 10,3 GW energii ma pochodzić z offshore. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wskazuje, że jest szansa przynajmniej na 14 GW mocy z wiatraków na Bałtyku.

W Polsce pionierami projektów morskich farm wiatrowych były Polenergia i PGE, które są najbardziej zaawansowane w swoich projektach. Zainteresowanie zdradzają kolejne firmy, w tym PKN Orlen i Tauron.

Inwestorzy posiadają dziś decyzje lokalizacyjne na obszarze 1,2 tys. km kw. Z kolei pod rozwój morskiej energetyki wiatrowej na bazie drugiej wersji planu zagospodarowania Bałtyku zabezpieczono w Polsce około 3,3 tys. km kw., powiększając obszar o około 360 km kw. wobec pierwotnego scenariusza.

Morska energetyka wiatrowa jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów energetyki w Europie. Instalacje na morzu posiada obecnie 11 europejskich krajów. Liderem jest Wielka Brytania, w której moc zainstalowana przekroczyła 8 GW, a planuje się osiągnięcie 30 GW do roku 2030. Kolejne pozycje zajmują Niemcy, Dania, Belgia i Holandia.

Autor: kris/mmh / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock