Jak podkreślił we wpisie, "możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł"
"Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników" - obiecał.
Porzucenie prac nad reformą PIP
Opracowany w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej projekt ustawy dotyczący reformy Państwowej Inspekcji Pracy zakładał między innymi umożliwienie okręgowym inspektorom zmiany umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy B2B na umowy o pracę. Na początku grudnia ubiegłego roku regulacja została przyjęta przez Stały Komitet Rady Ministrów.
Szef Państwowej Inspekcji Pracy w grudniowym wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej przekonywał, że zmiany wynikające z reformy są potrzebne i długo oczekiwane. Jak twierdził, możliwość umów da inspekcji skuteczne narzędzie do walki z patologiami.
- Ciągle podkreślam, że my nie chcemy likwidować polskiej przedsiębiorczości, nie chcemy likwidować umów cywilnoprawnych, chcemy walczyć z nadużyciami - powiedział główny inspektor pracy Marcin Stanecki.
We wtorek 6 stycznia premier Donald Tusk oświadczył, że prace nad reformą PIP nie będą kontynuowane. W jego ocenie "przesadna władza dla urzędników" byłaby "destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy dla wielu ludzi".
"Awantura" na posiedzeniu rządu
Pod koniec 2025 roku autorzy "Podcastu politycznego" w TVN24+ Arleta Zalewska i Konrad Piasecki ustalili, że rządzie miało dojść do "awantury" o zamiany w PIP. Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przesłała wcześniej do kancelarii premiera ponaglenie, żeby projekt ustawy dotyczącej PIP jak najszybciej trafił na posiedzenie rządu. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zgłosiło projekt ustawy o PIP jako jeden z kamieni milowych do kolejnej transzy pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy.
Premier Donald Tusk, jak wynika z informacji autorów "Podcastu politycznego", miał poczuć się oszukany i miał oczekiwać wyjaśnień od Dziemianowicz-Bąk oraz szefowej resortu funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, dlaczego coś, na co rząd nie wyraził zgody, znalazło się w projekcie i trafiło do kamieni milowych. Awantura miała trwać ponad godzinę.
Tusk odniósł się do tych doniesień we wtorek w rozmowie z dziennikarzami. - Ja uważam (...), że jakby przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak się kto zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy. I dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą - opisał.
Autorka/Autor: skib/ams
Źródło: tvn24.pl, PAP