"Żądamy podwyżki". Pracownicy ZUS odeszli od biurek na dwie godziny

ZUS
Dorota Zatorska o strajku w ZUS. "Pracownicy są zdeterminowani"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przeprowadzili w środę dwugodzinny strajk ostrzegawczy - poinformował NSZZ "Solidarność". To efekt trwającego sporu zbiorowego o podwyżki wynagrodzeń.

Strajk pracowników ZUS odbył się w środę, 17 czerwca w godzinach 8-10 w placówkach ZUS na terenie całego kraju, w związku z brakiem "osiągnięcia porozumienia z pracodawcą w obecności mediatora w zakresie postulatów zgłoszonych w ramach prowadzonego sporu zbiorowego".

Jak poinformował Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa, "w strajku wzięło udział ponad 26,2 tys. pracowników z 36 tys., którzy tego dnia byli w pracy. Frekwencja wyniosła więc blisko 73 procent". Ogółem w Zakładzie pracuje 43,9 tys. osób, co oznacza, że w strajku wzięło udział 60 proc. zatrudnionych.

- W dniu dzisiejszym przez dwie godziny - od godziny 8 rano do 10 - powstrzymujemy się od pracy. Zamykamy systemy komputerowe i nie pracujemy - relacjonował redakcji TVN24 Marcin Sternak, przewodniczący ZZ NSZZ "Solidarność" Pracowników ZUS, oddział w Kielcach.

Postulaty strajkujących pracowników ZUS. "Brakuje ludzi"

Związkowcy domagają się 1200 zł brutto podwyżki dla wszystkich pracowników ZUS, a ostatnia propozycja, którą otrzymali to wzrost pensji o 220 zł brutto i jednorazowa nagroda w wysokości 4 tys. zł.

- Żądamy podwyżki wynagrodzenia w wysokości 1200 złotych brutto na etacie - powiedział redakcji TVN24 Włodzimierz Barwinek z Krajowego Związku Zawodowego Inspektorów Kontroli ZUS, oddział w Kielcach.

Zaznaczył, że to niejedyny postulat. - Naszą intencją jest to, żeby pracodawca zmienił nam organizację pracy - powiedział, dodając, że chodzi o zwiększenie liczby etatów. - Brakuje ludzi - stwierdził. Wyjaśnił, że młodzi ludzie, którzy podejmują pracę w kieleckim oddziale, zwalniają się bardzo szybko, widząc, jakie są nakłady pracy w porównaniu z wynagrodzeniem za nią.

Marcin Sternak dodał, że ZUS jest obciążony coraz większą ilością zadań, a zatrudnienie się nie zwiększa, przez co pracownicy muszą pracować w godzinach nadliczbowych. Przekazał także, że obecnie średnie zarobki w ZUS to 6-7 tys. zł brutto. Nowi pracownicy zarabiają minimalną pensję (obecnie 4806 złotych brutto) plus 200 zł.

- Czyli około 5 tysięcy brutto - przekazał.

Dorota Zatorska, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS w Kielcach, zaznaczyła, że "pracownicy są zdeterminowani i postanowili zawalczyć o lepsze wynagrodzenie".

Skarga na brak reakcji rządzących

NSZZ "Solidarność" przekazał, że poinformował o planowanej akcji protestacyjnej prezesa ZUS. Wysłano też pismo do premiera Donalda Tuska.

Jak czytamy, "związkowcy skarżyli się w nim, że ich wielokrotne wystąpienia do premiera, ministra finansów oraz minister rodziny, pracy i polityki społecznej pozostały bez realnej odpowiedzi, a głos reprezentantów ponad 43 tysięcy pracowników ZUS podczas kwietniowej manifestacji w Warszawie nie został wysłuchany".

Pracownicy ZUS na początku kwietnia przez kilka dni okupowali centralę urzędu. Przedstawiciele związków zawodowych informowali wówczas, że ich decyzja wynikała z wielomiesięcznego braku dialogu społecznego i ignorowania postulatów pracowniczych. Domagali się między innymi podwyżki płac.

>>> Trwa protest w ZUS. "Spaliśmy w centrali"

Stanowisko ZUS

Zakład Ubezpieczeń Społecznych przekazał, że "pracodawca początkowo proponował 170 zł podwyżki wynagrodzeń zasadniczych na etat, co daje 241 zł z dodatkowymi składnikami wynagrodzeń oraz 2000 zł jednorazowej nagrody na etat".

ZUS zaznaczył, że oczekiwania związków z podwyżką do 1200 zł dla każdego pracownika, wiązałyby się ze zwiększeniem budżetu wynagrodzeń o ponad 1 mld zł tylko w 2026 r. Podkreślił, że żądania wykraczają poza możliwości finansowe Zakładu.

Przekazał ponadto, że w ubiegłym roku kilka razy zwracał się do ministra finansów i gospodarki w celu podwyższenia wysokości funduszu wynagrodzeń w planie finansowym ZUS ponad ustalone 3 proc..

ZUS podkreślił, że zarząd deklaruje gotowość do dalszych rozmów ze stroną związkową. Wyjaśnił także, że "podwyżki wynagrodzeń, zgodnie z zakładowym układem zbiorowym pracy w ZUS, są elementem corocznych negocjacji z zakładowymi organizacjami związkowymi. Bez zgody związków zawodowych pracodawca nie może samodzielnie podjąć decyzji w tym zakresie".

Trwa referendum. "W połowie lipca ZUS może zostać sparaliżowany"

We wtorek o godzinie 12.00 rozpoczęło się także referendum strajkowe w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych i potrwa do 6 lipca - przekazał Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa.

Jak wyjaśnił związek, "w referendum pojawia się jeden postulat, czyli podwyżka wynagrodzeń zasadniczych o 1200 zł brutto".

"Nasz związek zdecydował się na referendum, ponieważ wbrew prawu ZUS odmówił prowadzenia sporu zbiorowego na tle płacowym. Pracodawca zaproponował podwyżkę wynagrodzeń o zaledwie 200 zł i odstąpił od rozmów. W tej sytuacji, zgodnie z przepisami, nasz związek podjął decyzję o referendum strajkowym" - czytamy.

Związkowa Alternatywa podkreśliła, że "jeśli w referendum weźmie udział co najmniej połowa pracowników i większość zagłosuje za strajkiem, to w połowie lipca ZUS może zostać sparaliżowany".

Źródło: PAP, tvn24.pl
Zobacz także: