Rewolucyjny pomysł na składki ZUS. "Zmieńmy system, bo jest szkodliwy dla gospodarki"

Z kraju

Rzecznik MŚP krytykuje obecny system wyliczania składek na ZUS dla firmTVN24 BiS
wideo 2/3

Zmieńmy system wyliczania składek odprowadzanych przez przedsiębiorców do ZUS, bo on dzisiaj jest szkodliwy dla polskiej gospodarki i jest kulą u nogi - zaapelował w programie "Bilans" w TVN24 BiS Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. Jego zdaniem lepszym rozwiązaniem byłaby dobrowolność składek, która funkcjonuje w Niemczech.

1430 zł - tyle może wynieść składka, którą w przyszłym roku przedsiębiorcy będą co miesiąc wpłacać do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Obecnie jest to 1316,97 zł.

Rekordowy (ponad 110 zł) wzrost ma związek z prognozowanym przez rząd przeciętnym wynagrodzeniem w 2020 roku (5227 zł wobec 4765 zł w 2019 roku). W oparciu o tę liczbę wylicza się ryczałtowe składki dla przedsiębiorców – podstawa wymiaru wynosi 60 proc. prognozowanej średniej pensji.

Funkcjonujący obecnie system wyliczania składek dla przedsiębiorców krytykował w TVN24 BiS Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. Jak stwierdził, zastanawiają go dwie kwestie.

- Pierwsza sprawa, kto wymyślił ten idiotyczny system powiązania wysokości składek z prognozowaną średnią. Druga, dlaczego ten szkodliwy, niemoralny system nadal w Polsce istnieje, skoro w innych państwach widzimy zupełnie inne rozwiązania, bardzo dobre dla gospodarki - mówił w programie "Bilans".

Dwie drogi

Adam Abramowicz zwrócił się z apelem do polityków wszystkich opcji o zmianę przepisów. - Utrzymywanie tego jest wyjątkowo szkodliwe (...). Popatrzyliśmy, jak działają systemy w innych krajach. Ryczałt tak wysoki jak w Polsce w zasadzie nie istnieje - stwierdził.

Gość TVN24 BiS podał przykład Wielkiej Brytanii, gdzie funkcjonuje niska składka powiązana z dochodem. - W Wielkiej Brytanii do dochodu (po przeliczeniu na złote - red.) 2800 złotych, składka wynosi 60 złotych, a od 2800 złotych do 8000 złotych - 320 złotych. To każdy w Polsce by zapłacił - wskazał.

Jeszcze inaczej jest w Niemczech. - Tam przedsiębiorcy mają dobrowolność opłacania składki ZUS-owskiej - wyjaśniał.

Zdaniem Rzecznika MŚP takie rozwiązanie można byłoby wprowadzić w Polsce. Szczegóły tej propozycji Adam Abramowicz prezentował w maju.

- Myśmy to policzyli, ile takie rozwiązanie kosztowałoby nasz system emerytalny. Gdyby wszyscy przedsiębiorcy zrezygnowali z płacenia składek w pierwszym roku kosztowałoby to 12 miliardów złotych, ale z czasem by to malało, bo emerytury byłyby niewypłacane - tłumaczył.

Podkreślił jednocześnie, że nie każdy przedsiębiorca zrezygnowałby z płacenia składek. - Zrobiliśmy badania wśród przedsiębiorców i zrezygnuje około 50 procent z nich. Tak samo jest w Niemczech. A więc mamy tylko 6 miliardów i czy nie warto znaleźć tych 6 miliardów w budżecie? - zastanawiał się Abramowicz.

Jak stwierdził, dopłaty do prądu kosztują budżet 14 miliardów złotych, trzynasta emerytura - 12 miliardów złotych. - Znaleziono te pieniądze, można znaleźć te 6 miliardów po to, żeby uwolnić polską przedsiębiorczość. Da się ludziom możliwość normalnej pracy bez strachu, że się zadłużą i da się ludziom wolność decyzji - wyliczał.

- Ci, którzy się nie ubezpieczają w systemach państwowych w Niemczech, ubezpieczają się w systemie prywatnym, 75 procent tych pozostałych (pozostających poza publicznym systemem ubezpieczenia - red.), i w Polsce będzie tak samo - ocenił.

"Szkodliwy dla polskiej gospodarki"

Na razie propozycja dotycząca dobrowolności składek nie spotkała się jednak z reakcją polityków. - Niestety zapadła cisza. Proponowałem to zresztą powiązać z abolicją dla tych nieszczęśników, którzy powpadali w kłopoty (zaległości wobec ZUS - red.) - zwrócił uwagę gość TVN24 BiS.

- Liczę na to, że ta dyskusja się wznowi - dodał.

Zdaniem Abramowicza "zawsze można zmienić zły system na lepszy ". - Jeżeli politycy nie chcą rozmawiać o dobrowolności, która dla mnie jest najlepsza i działa w Niemczech, to podyskutujmy o systemie, który będzie ustalał składki procentowo od dochodu, z jakimś limitem, żeby już nie straszyć tych, co mają wyższe dochody - powiedział Rzecznik MŚP.

- Zmieńmy ten system, bo on dzisiaj jest szkodliwy dla polskiej gospodarki i jest kulą u nogi - zaapelował.

Ulga na start i tzw. mały ZUS

Obecnie przedsiębiorcy mają kilka możliwości obniżenia składek ZUS. Preferencje są jednak obwarowane pewnymi warunkami.

Przedsiębiorcy korzystający z 6-miesięcznej ulgi na start (pierwsze pół roku od założenia firmy) mają możliwość opłacania wyłącznie składki zdrowotnej, wynoszącej w 2019 r. 342,32 zł w skali miesiąca. Po upływie 6 miesięcy przez kolejne dwa lata można opłacać składki w obniżonej wysokości. Podstawą obliczania ich wysokości jest 30 proc. minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w danym roku. Obecnie wynoszą one w sumie, razem ze składką zdrowotną, 555,89 zł miesięcznie. Najmniejsi przedsiębiorcy, którzy zawnioskowali o wprowadzony od początku 2019 r. tzw. mały ZUS, mogą płacić składki proporcjonalnie do przychodów z ubiegłego roku. W efekcie płacą oni nie mniej niż 555,89 zł i nie więcej niż 1316,97 zł miesięcznie. Z tego rozwiązania korzysta nieco ponad 100 tys. przedsiębiorców.

OGLĄDAJ PROGRAM "BILANS" W TVN24GO

Autor: mb//dap / Źródło: TVN24 BiS

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 BiS