Nie egzamin tylko kwalifikacje. Wiceszef MON o nominacjach w spółkach zbrojeniowych

Z kraju

tvn24Bartłomiej Misiewicz, były już członek rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej

Przy obsadzie stanowisk w Polskiej Grupie Zbrojeniowej liczą się kwalifikacje, negatywne oceny obecnej polityki kadrowej to obrona poprzednich interesów - powiedział we wtorek wiceminister obrony Bartosz Kownacki.

- W ostatnich tygodniach odbywa się niesłychany atak na MON związany ze zmianami w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. My ten atak rozumiemy nie inaczej niż jako próbę utrzymania interesów, które w wyniku zmian zostały zagrożone, interesów, które doprowadzały do wyprowadzania milionów złotych ze spółek skarbu państwa, powodowały obsadzanie spółek członkami swoich rodzin, działaczy politycznych, które mogły w perspektywie doprowadzić do upadku przemysłu zbrojeniowego - mówił na konferencji prasowej w Warszawie Kownacki.

Efekt audytu

Według niego nieprzychylne oceny opozycji i niektórych mediów to wynik sytuacji w spółkach zbrojeniowych i przeprowadzonego w nich audytu. Powołał się na raport Transparency International, która niedawno zaliczyła polski przemysł zbrojeniowy do najbardziej zagrożonych korupcją. Zarzucał działaczom PO, ze zasiadali w wielu radach nadzorczych jednocześnie. Dodał, że obecnie zdarza się, iż ktoś jest członkiem kilku zarządów, ale wynika to z ładu korporacyjnego i tego, że chodzi o spółki-córki. Tak jak przed kilkoma tygodniami ponownie zapewnił, że osoby kompetentne powołane jeszcze za rządów PO zachowują stanowiska w spółkach należących do PGZ.

Prezes PGZ Arkadiusz Siwko zarzucił niektórym mediom tendencyjne przedstawianie sytuacji w PGZ i polityki kadrowej w Grupie.

Bez wykształcenia

Pytany o rezygnację z przepisów dotyczących wymaganych kwalifikacji przy obsadzie stanowisk w PGZ, Kownacki powiedział, że wiązało się to z dostosowaniem statutu PGZ po konsolidacji do przepisów ogólnych. Zaznaczył, że wymagań dotyczących wykształcenia i egzaminów nie ma w firmach prywatnych i w spółkach notowanych na giełdzie, gdzie decydują kompetencje, i nie ma takiego wymogu wobec PGZ. - Uważam, że liczą się kwalifikacje, doświadczenie, a nie to, czy ktoś ma zdany egzamin - powiedział, zaznaczając, że potwierdziły to sądy rejestrowe. Siwko zwrócił uwagę, że w wyniku zmian kapitałowych skarb państwa nie jest już jedynym właścicielem firmy. Kownacki argumentował, że podczas gdy w całym 2015 r. wartość eksportu PGZ wyniosła 87 mln euro, to w pierwszym kwartale roku bieżącego było to 100 mln euro. - To efekty pracy nowego zarządu - dodał.

Sprawa Misiewicza

Przypomnijmy, że we wrześniu z członkostwa w Radzie Nadzorczej PGZ zrezygnował Bartłomiej Misiewicz - szef gabinetu politycznego i rzecznik prasowy MON, który poprosił też szefa MON Antoniego Macierewicza o zawieszenie w tych funkcjach.

Kilka tygodni wcześniej 26-letni Misiewicz został członkiem rady nadzorczej PGZ, która podlega MON. Krótko po ujawnieniu tej informacji media podały, że Misiewicz zrezygnował z członkostwa w radzie nadzorczej spółki Energa Ostrołęka.

W sprawie powołania Bartłomieja Misiewicza do rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej śledztwo prowadzi warszawska prokuratura. Śledczy sprawdzają, czy jego nominacja oznacza złamanie prawa i czy nie jest działaniem na szkodę Skarbu Państwa.

Wniosek PO

Funkcjonowanie i plany PGZ są tematem wtorkowego posiedzenia sejmowej komisji obrony, które zaczęło się o godz. 17, na którym posłowie PO zamierzają zgłosić wniosek o pozbawienie szefa MON Antoniego Macierewicza nadzoru nad spółkami przemysłu obronnego.

Zobacz materiał "Faktów" TVN (23.09.2016):

Autor: mb//ms / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: