Rafał Hirsch: Szwajcarzy obniżą nam raty kredytów we franku, jeśli zgodzą się na to nasze banki

Z kraju

sxc.huW Szwajcarii niespodziewanie obniżono dziś stopy procentowe

W Szwajcarii niespodziewanie obniżono dziś stopy procentowe. To powinno oznaczać niższe raty kredytów we franku - na oko jakieś 50 PLN miesięcznie mniej dla kogoś, kto pożyczył 100 tys. franków. Ale może to też oznaczać konieczność analizy naszej umowy kredytowej z bankiem, bo Szwajcarzy zaszaleli i obniżyli stopę poniżej zera.

Z moich pobieżnych wyliczeń obniżenie oprocentowania kredytu na przykład z 1,1 proc. do 0,8 proc. da obniżkę raty o blisko 14 franków miesięcznie przy kredycie na 100 tys. CHF - z 326 CHF do 312 CHF.

Wszystko dzięki temu, że bank centralny Szwajcarii wprowadził dziś ujemną stopę depozytową, która działa dokładnie tak jak podatek. Banki komercyjne trzymające gotówkę w depozycie w banku centralnym będą miały naliczaną i raz w miesiącu pobieraną opłatę wg stopy 0,25 proc. rocznie. Szwajcarzy chcą w ten sposób wygonić z kraju napływający do nich, ich zdaniem nadmiernie, kapitał obcy. Osobną ciekawostką jest fakt, że szef szwajcarskiego banku centralnego wyraźnie dziś dał do zrozumienia, że chodzi o uciekający z Moskwy kapitał rosyjski.

Z naszego punktu widzenia istotne jednak jest to, co stanie się z rynkową stopą LIBOR, a więc z oprocentowaniem, które obowiązuje przy pożyczkach na rynku pomiędzy bankami. Sam bank centralny w swoim komunikacie pisze, że oczekuje, że LIBOR też spadnie w okolice -0,25 proc. Bo banki nie chcąc płacić podatku od depozytu w banku centralnym, będą skłonne pozbywać się gotówki, pożyczając ją sobie nawzajem - zwiększona w ten sposób podaż gotówki obniży cenę pożyczki, czyli stopę procentową. Tak więc możemy zakładać, że za chwilę LIBOR CHF też spadnie w okolice -0,25 procent.

Teraz oprocentowanie trzymiesięcznych pożyczek na szwajcarskim rynku międzybankowym, czyli tak zwany LIBOR CHF 3M to 0,009 proc. To bazowy składnik oprocentowania kredytów hipotecznych w CHF w Polsce, do którego doliczana jest jeszcze stała marża.

Banki korygują oprocentowanie, jeśli LIBOR się zmieni - najczęściej w umowach kredytowych widnieje zapis, że aby można było zmienić oprocentowanie, LIBOR musi ruszyć się w jedną albo drugą stronę co najmniej o 0,1 punktu procentowego. Banki nie monitorują tego nieustannie z dnia na dzień - chodzi o to, żeby LIBOR był o 0,1 p.p. wyżej albo niżej na koniec miesiąca. Niektóre banki sprawdzają to raz na kwartał. W tym przypadku dobrze się składa, bo za dwa tygodnie kończy się i miesiąc i kwartał.

Jeśli więc LIBOR w ślad za szwajcarskim bankiem centralnym obniży się w najbliższych dniach o 0,25-0,30 punktu procentowego, to o tyle samo powinno spaść oprocentowanie kredytu w CHF. Jeśli spadek stawki LIBOR zdąży odbyć się przed końcem roku, to bank powinien skorygować oprocentowanie już na początku stycznia, tak aby nowa rata obowiązywała od lutego. Jeśli LIBOR będzie spadał wolniej (bo ujemne stopy w Szwajcarii wchodzą w życie dopiero 22 stycznia), to ci zadłużeni w bankach aktualizujących oprocentowanie dostaną niższe raty od marca. Ci, którzy mają kredyt w bankach sprawdzających LIBOR co kwartał, niższe raty będą mieć dopiero od maja.

Sytuacja jest jednak o tyle szczególna, że banki mogą bronić się przed obniżkami rat, tłumacząc, że nie są technicznie przygotowane na kalkulowanie ujemnej stopy na rynku. W takiej sytuacji kluczowe będzie to, co się ma w umowie kredytowej. Jeśli jest tam czarno na białym, że oprocentowanie zależy od poziomu stopy LIBOR, i nie ma tam ani słowa o tym, że LIBOR poniżej zera oznacza dla banku po prostu zero, to wtedy powinniśmy się nie poddawać i walczyć z bankiem o niższe oprocentowanie.

Problem techniczny faktycznie mógłby się pojawić, gdyby LIBOR był bardziej ujemny niż marża banku, czyli na przykład spadł do -1 proc. przy marży banku 0,9 proc. Wtedy bank powinien nam przeliczyć raty wg stopy -0,1 proc. (-1 proc. +0,9 proc.) i wtedy faktycznie byłoby dziwnie. Natomiast w przypadku, w którym marża to na przykład 1,5 proc., a LIBOR spada z obecnego 0,01 proc. do -0,25 proc., wtedy oprocentowanie kredytu powinno nam spaść po prostu z 1,51 proc. do 1,25 proc. i żaden bank nie powinien mieć z tym żadnych technicznych kłopotów.

Na wszelki wypadek jednak warto sprawdzić, co się w umowie podpisało, być czujnym i pilnować komunikatów z banku.

Oczywiście ewentualne osłabienie się złotego i wzrost kursu franka mogą nam całą korzyść z obniżki zniweczyć, ale to już ryzyko walutowe, czyli zupełnie inna historia.

Autor: Rafał Hirsch / Źródło: tvn24bis.pl

Źródło zdjęcia głównego: sxc.hu