Sikorsky i PZL Świdnik rozczarowane. "To smutna decyzja dla polskiego przemysłu"

Z kraju


To smutna wiadomość dla całego polskiego przemysłu obronnego - tak decyzję w sprawie przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii skomentował prezes PZL Świdnik Krzysztof Krystowski. Wybrano firmę, która produkuje poza granicami kraju - zaznaczył. Zawiedzione decyzją MON jest też konsorcjum Sikorsky i PZL Mielec.

Prezydent Bronisław Komorowski poinformował we wtorek, że w przetargu na śmigłowiec dla polskiego wojska do etapu testów przechodzi maszyna oferowana przez Airbus Helicopters - H225M (wcześniej znany jako Eurocopter EC725 Caracal).

Świdnik odpadł

Odrzucono dwa inne śmigłowce - Black Hawk amerykańskiej korporacji Sikorsky i jej polskiego zakładu PZL Mielec (dla zastosowań morskich proponowano Seahawk) oraz AW149 proponowany przez PZL Świdnik i jego właściciela - grupę AgustaWestland. - Będziemy analizowali przyczyny takiej decyzji, będziemy się wnikliwie im przyglądać. Istnieją plotki czy przesłanki, że ta decyzja ma jakieś podstawy natury formalnej, w związku z czym jest to obszar do analiz prawnych - powiedział Krystowski dziennikarzom podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego. - Przedstawiliśmy w przetargu najnowocześniejszy śmigłowiec wielozadaniowy świata, produkowany docelowo przez największego polskiego producenta śmigłowców PZL Świdnik - firmę, która zatrudnia 3,5 tys. pracowników, która jest trzecim co do wielkości pracodawcą województwa lubelskiego – dodał prezes PZL Świdnik. - To oczywiście smutna decyzja dla nas, jako zarządu, ale ja myślę, że jest to smutna decyzja dla polskiego przemysłu obronnego, lotniczego, ale myślę też, że w jakimś sensie dla całego przemysłu – podkreślił Krystowski.

Odwołanie?

Pytany, czy PZL Świdnik będzie się odwoływał od decyzji o odrzuceniu oferty tej firmy, Krystowski odpowiedział: „Na pewno będziemy analizowali przyczyny, dlaczego taka decyzja została podjęta, i oczywiście w naturalny sposób będziemy dążyli do tego, żeby ją głębiej zrozumieć i oczywiście bronić naszych praw”. - Dla nas, dla PZL Świdnik, szansa, jaką jest ciągle ten przetarg – bo on w końcu nie jest zakończony – to możliwość uzyskania bardzo poważnego, solidnego miejsca w strukturze grupy AugustaWestland i w ogóle w krajobrazie światowego przemysłu lotniczego - wskazał. - Jeżeli zgadzamy się z tym, że przemysł obronny jest integralnym elementem systemu obronności państwa, to dzisiaj polski przemysł obronny bardzo poważnie ucierpiał taką decyzją, bo w przetargu, w którym startują dwie firmy produkujące na terenie kraju, wybieramy firmę, która produkuje poza granicami naszego kraju; to jest na pewno duży uszczerbek dla przemysłu – podsumował prezes.

Rozczarowana

W przekazanym we wtorek oświadczeniu PZL-Świdnik napisano, że spółka jest bardzo rozczarowana decyzją MON. „Swoją decyzją Ministerstwo Obrony Narodowej poważnie zakwestionowało ugruntowaną pozycję, jaką PZL-Świdnik posiada w polskim przemyśle lotniczym oraz unikalny wkład świdnickiego zakładu, będącego jedyną polską firmą zdolną do samodzielnego projektowania, produkcji oraz serwisowania śmigłowców, w rozwój polskiej gospodarki" - głosi oświadczenie. Wyrażono w nim także przekonanie, że spółka PZL-Świdnik "przedstawiła najlepszą ofertę odpowiadającą ambitnym wymaganiom Sił Zbrojnych, łączącą najnowszej generacji śmigłowiec, który mógłby być w pełni produkowany w Polsce ze znacznym potencjałem eksportowym, z najwyższym poziomem zaangażowania przemysłowego i największymi korzyściami ekonomicznymi dla kraju". Podkreślono, że wybór oferty PZL-Świdnik "zapewniłby Polsce wiodącą rolę w sektorze światowych technologii lotniczych, większe bezpieczeństwo oraz lepsze zdolności wojskowe przez kolejne 40 lat. Zagwarantowałby również wysoki poziom zatrudnienia nie tylko w zakładach w Świdniku, ale też w przedsiębiorstwach z Lubelszczyzny i całego kraju".

Bez inwestycji

"Zamiast tego, Ministerstwo Obrony Narodowej wybrało starzejący się model o mniejszych możliwościach, oferowany przez producenta, który nie poczynił żadnych inwestycji przemysłowych w Polsce. Ta decyzja zmusi naszego udziałowca, koncern Finmeccanica-AgustaWestland, do przewartościowania strategicznej roli PZL-Świdnik w grupie" - głosi oświadczenie. Airbus Helicopters nie ma w Polsce zakładów związanych z produkcją śmigłowców, do grupy Airbus należą natomiast zakłady na warszawskim Okęciu. W razie wygranej w przetargu Airbus zapowiadał uruchomienie linii produkcyjnej w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Łodzi. Firma deklarowała, że zamówienia będą związane nie tylko z kontraktem na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii.

Mielec też zawiedziony

Konsorcjum Sikorsky i PZL Mielec jest niezwykle zawiedzione, że MON nie wybrało naszej oferty – napisano w oświadczeniu firmy po wtorkowej decyzji rządu ws. wyboru śmigłowca dla polskiej armii. Marszałek woj. podkarpackiego decyzję rządu nazwał polityczną, a nie merytoryczną. W przesłanym mediom komunikacie konsorcjum można przeczytać, że oferta offsetowa Sikorsky i PZL Mielec wynosiła 3,3 mld dolarów. „Przedstawiona oferta firmy Sikorsky zapewniłaby interoperacyjność z armią Stanów Zjednoczonych i siłami NATO. (...)Zapewniałaby maksymalny udział polskiego przemysłu, przy jednoczesnym pogłębieniu naszego zaangażowania w działalność naszych zakładów już funkcjonujących w Polsce” - podkreślono w oświadczeniu. Koncern zadeklarował, że jest wciąż gotowy „dotrzymać swoich wyraźnych zobowiązań wobec Ministerstwa Obrony Narodowej, rządu polskiego, polskiego przemysłu zbrojeniowego i polskich obywateli”.

Ponowna analiza?

Cytowany w komunikacie prezes PZL Mielec Janusz Zakręcki, zachęca MON do „ponownej analizy swojej decyzji”. „Stała obecność zakładów i zaangażowanie polskiego przemysłu zbrojeniowego może zapewnić krajowe wsparcie w zakresie obsługi, napraw i remontów przez cały okres realizacji programu. Ponad 2100 naszych pracowników w zakładach PZL Mielec i sieć naszych polskich dostawców jest gotowych do spełnienia potrzeb programu modernizacji” - napisał Zakręcki.

Wybrano droższy

Oświadczenie ws. wtorkowej decyzji rządu wydał również marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl. Według niego decyzja rządu ma „charakter polityczny, a nie merytoryczny”. „Przetarg byłby bardziej przejrzysty, gdyby do testów dopuszczono dwa śmigłowce. W mojej ocenie polska armia będzie mieć mniej śmigłowców, gdyż wybrano znacznie droższy produkt” - napisał marszałek w wydanym oświadczeniu. Jak zauważył, nie jest to pierwsza decyzja rządu, która uderza w Podkarpacie. W oświadczeniu marszałek podkreślił, że wybrany śmigłowiec nie jest produkowany w Polsce. „Skala inwestycji w naszym kraju trójki oferentów jest niewspółmiernie zróżnicowana na korzyść PZL w Mielcu. Mojego stanowiska nie zmienia mało precyzyjna i nieczytelna zapowiedź podziału programu śmigłowcowego” - zaznaczył.

Miejsca pracy

Marszałek przypomniał, że koncern Sikorsky zainwestował w mieleckie zakłady ponad 150 mln dolarów i utworzył dodatkowo 800 miejsc pracy. „Szkoda, że wartość dodana jaką PZL Mielec stanowi dla rozwoju podkarpackiej i co za tym idzie polskiej gospodarki, nie była wystarczającym argumentem. Niezadowolenie budzi też fakt, że zbyt słabym atutem okazała się liczba już powstałych nowych miejsc i perspektywa kolejnych” - napisał Ortyl.

Zdaniem Wojciecha Łuczaka, eksperta rynku wojskowego i wydawcy Magazynu Raport WTO wybór śmigłowców francuskiego producenta ma wymiar polityczny.

- Nie dziwi mnie rozgoryczenie związkowców, bo AgustaWestland, która ma zakład w Świdniku zaoferowała produkt awangardowy i przyszłościowy. W przypadku Mielca produkcja w Polsce będzie najpewniej wygaszana i przeniesiona do Turcji - twierdzi Łuczak.

Łuczak o wyborze Airbusa H225M: zdecydowały względy polityczneTVN24 BiS

Autor: msz//km / Źródło: PAP