Szefowa związku zawodowego w LOT: zostałam zwolniona

Z kraju

Żelazik o szczegółach strajku w PLL LOTtvn24
wideo 2/5

Zostałam poinformowana, że nie jestem już pracownikiem spółki - mówi tvn24bis.pl Monika Żelazik, szefowa największego w PLL LOT związku zawodowego, która organizowała strajk w firmie i walczyła o lepsze warunki dla pracowników. Zapowiada, że sprawa skończy się w sądzie.

- Mogę tylko domniemywać, że zostałam dyscyplinarnie zwolniona z LOT-u. Nie przesłano mi jeszcze żadnego dokumentu - mówi Żelazik, która jest szefową największego w PLL LOT Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego.

Jak dodaje, 1 czerwca została jedynie poinformowana ustnie, że od 28 maja nie jest już pracownikiem firmy. - Pracodawca do tego dnia zapłacił mi pensję. Nie mam dostępu do służbowej skrzynki mailowej, nie działa też karta wstępu do budynku. Pracodawca całkowicie wykreślił mnie z grafiku - mówi Żelazik, która pracowała jednocześnie jako stewardessa obsługująca połączenia narodowego przewoźnika.

Warto zwrócić uwagę, że Kodeks pracy mówi, że wypowiedzenie lub rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia powinno nastąpić na piśmie.

O odniesienie się do słów Żelazik poprosiliśmy rzecznika prasowego LOT-u. - Nie mam żadnego komentarza w tej sprawie. Nie przekazujemy żadnych informacji na temat naszych pracowników z uwagi na ochronę ich danych osobowych i zwyczajny dobry obyczaj - poinformował tvn24bis.pl Adrian Kubicki.

"Za terroryzm"

Żelazik, jako szefowa związku zawodowego, była jedną z inicjatorek i organizatorek referendum strajkowego w spółce.

Związki domagają się uregulowania przez LOT zasad wynagradzania pracowników i na 1 maja zapowiedziały strajk. Do protestu ostatecznie nie doszło, zorganizowano jedynie pikietę przed siedzibą spółki.

Zarząd LOT już dwa tygodnie temu poprosił związek o zgodę na zwolnienie Żelazik, ale tej zgody nie otrzymał. - Chcieli mnie zwolnić dyscyplinarnie ze względu na "przeprowadzenie akcji terrorystycznej" - tłumaczy Żelazik.

Chodzi o maila wysłanego przez nią do pracowników spółki na kilka dni przed planowanym strajkiem. "My zakupiliśmy kilka rac, dwa wozy opancerzone, starą wyrzutnię rakiet, kilka granatów ręcznych i niech każdy weźmie z domu, co po dziadach zostało oraz butlę z benzyną! Ostatecznie Powstańcy Warszawscy, byli gorzej przygotowani, byli rozproszeni, a trzymali się tyle dni... Czy naprawdę ktoś jeszcze wątpi, że jesteśmy prawdziwą siłą, zresztą zawsze byliśmy, ale duch w nas jakoś podupadł. Trzeba w życiu pozostawić po sobie jakiś ślad, zbudować fragment historii, być dumnym z tego, kim się jest i żyć tak, aby nikogo nie krzywdzić. Nie zaginamy tu czasoprzestrzeni, po prostu walczymy o swoją godność" - brzmiała wiadomość, cytowana przez branżowy portal pasażer.com.

- LOT tłumaczył, że przez to musiał zwiększyć siły zbrojne na lotnisku, w oddziale SOL (Straży Ochrony Lotniska - red.). To jest niemożliwe, bo po pierwsze my nie pracujemy na lotnisku, a po drugie SOL brakuje 40 proc. obsady każdego miesiąca. Nie mogą domknąć planu - mówi nam Żelazik.

Skradziona wiadomość

Jak dodaje, ten mail został wykradziony z jej skrzynki. - Mam na to dowody. Nie można cytować kogoś z prywatnego maila. Pracodawca w regulaminie nie uwzględnia takich zasad postępowania. W związku z tym wycięcie dwóch czy trzech zdań jest wykroczeniem. Słowa te wyrwano z kontekstu, co było manipulacją wobec opinii publicznej - podkreśla.

Po zawiadomieniu PLL LOT, dotyczącym maila Żelazik, prokuratura wszczęła śledztwo ws. "przygotowania do podjęcia działań zagrażających życiu lub zdrowiu wielu osób". Za taki czyn grozi do trzech lat pozbawienia wolności.

Adrian Kubicki, rzecznik przewoźnika, mówił pod koniec maja, że "każdy pracownik LOT-u jest odpowiedzialny za swoje słowa i działania". - Zwłaszcza w kwestiach związanych z bezpieczeństwem naszych pasażerów i innych pracowników. Linia lotnicza prowadzi swoją działalność w oparciu o zaufanie swoich klientów i pracowników, zaufanie to budowane jest poprzez budowanie reputacji i poczucia bezpieczeństwa. Naszym obowiązkiem jest odpowiedzialne reagowanie zawsze, gdy istnieją realne przesłanki wskazujące, iż bezpieczeństwo naszych pasażerów i pracowników mogłoby być w jakikolwiek sposób zagrożone - powiedział.

Na środę zaplanowano nadzwyczajne walne zgromadzenie dwóch związków zawodowych, które zdecyduje o dalszych losach Żelazik oraz kolejnych krokach w zaistniałej sytuacji.

Żelazik zapowiada, że swoich praw będzie dochodzić w sądzie.

Autor: tol / Źródło: tvn24bis.pl

Źródło zdjęcia głównego: tvn24