"Groteskowe żądania LOT-u". Związkowcy nie zapłacą prawie dwóch milionów złotych

Z kraju

PLL LOT domaga się 1,75 mln od trzech związków, rzecznik prasowy wyjaśniatvn24
wideo 2/6

Zarząd Polskich Linii Lotniczych LOT domaga się ponad 1,75 miliona złotych od trzech związków zawodowych działających w spółce. Ma to być rekompensata za straty, jakie przewoźnik poniósł w związku z zapowiedziami strajku, do którego ostatecznie nie doszło. Jak wyjaśnił w rozmowie z TVN24 Adrian Kubicki, rzecznik prasowy spółki, "to roszczenia, które wprost wynikają z utraconej sprzedaży". - Związki zawodowe pomimo zakazu sądowego przekonywały opinię publiczną, że będzie strajk - mówi Kubicki. Piotr Szumlewicz z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych określił działania zarządu mianem "oburzających". - Związki nie zapłacą tych pieniędzy - zapowiedział.

Jak informowaliśmy wcześniej, w piątek pismo przedsądowe otrzymały trzy związki: Związek Zawodowy Pilotów Komunikacyjnych, Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego oraz Ogólnopolski Pracowniczy Związek Zawodowy Konfederacja Pracy.

- Poinformowaliśmy związki zawodowe, że w związku ze stratami, jakie spółka poniosła przed strajkiem zapowiadanym w maju, będziemy domagali się roszczeń w wysokości ponad 1,7 miliona złotych - wyjaśnił Adrian Kubicki, rzecznik prasowy przewoźnika.

Skąd taka kwota?

To pokłosie wydarzeń z kwietnia tego roku, kiedy w Polskich Liniach Lotniczych LOT przeprowadzono referendum strajkowe.

Za akcją protestacyjną opowiedziało się 807 spośród 885 pracowników, którzy wzięli udział w głosowaniu. 73 osoby były przeciw, a 5 głosów było nieważnych. Łącznie w PLL LOT pracuje ponad 1,6 tys. osób.

Tymczasem zdaniem władz przewoźnika zapowiadana akcja strajkowa byłaby akcją nielegalną. Do strajku ostatecznie nie doszło, a sprawa trafiła do sądu.

Jak podkreślił Kubicki, "to roszczenia, które wprost wynikają z utraconej sprzedaży". - Sprzedaż została utracona, ponieważ związki zawodowe pomimo zakazu sądowego przekonywały opinię publiczną, że będzie strajk. To powodowało dwa efekty. Po pierwsze, pasażerowie rezygnowali ze swoich podróży, po drugie, nie kupowali biletów na kolejne okresy - tłumaczył w rozmowie z TVN24 rzecznik przewoźnika.

"Związki nie zapłacą pieniędzy"

Zdaniem Piotra Szumlewicza, przewodniczącego Rady OPZZ województwa mazowieckiego, działania zarządu PLL LOT są "oburzające".

- To są groteskowe żądania, nie będziemy na nie reagować. Związki nie zapłacą tych pieniędzy - zapowiedział.

Władze firmy dały związkom 21 dni na doręczenie pieniędzy, w przeciwnym razie przewoźnik skieruje sprawę do sądu.

Spotkanie z premierem

Związki zawodowe na 27 sierpnia zaplanowały rozmowy w Centrum Dialogu Społecznego przy Gabinecie Marszałka Województwa Mazowieckiego.

Na spotkanie zostali zaproszeni premier Mateusz Morawiecki oraz zarząd spółki PLL LOT.

Jak wynika z informacji TVN24, żaden z przedstawicieli przewoźnika nie pojawi się na rozmowach. Prezes PLL LOT Rafał Milczarski twierdzi bowiem, że woli dyskutować ze związkami "bez obecności kamer", a spotkanie w Centrum Dialogu zorganizowane przez związki zawodowe, to - jak ocenił - "gra polityczna".

Kara za zwolnienie

Kilka tygodni temu Państwowa Inspekcja Pracy nałożyła tysiąc złotych kary na zarząd Polskich Linii Lotniczych LOT w związku ze zwolnieniem z pracy Moniki Żelazik, liderki jednego ze związków zawodowych.

Inspekcja uznała, że przewoźnik, podejmując decyzję o zwolnieniu kobiety, naruszył przepisy.

"W ocenie inspektorów pracy z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Warszawie przeprowadzających kontrolę w PLL LOT doszło do naruszenia przepisów dotyczących rozwiązania stosunku pracy, w związku z czym zostało wszczęte postępowanie wykroczeniowe i skierowano do sądu wniosek o ukaranie" - poinformowała tvn24bis.pl Danuta Rutkowska, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Pracy.

LOT złożył odwołanie od nałożonej kary.

Autor: mb//sta / Źródło: tvn24bis.pl

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock