Ofiarą cyberataku padła firma MyDr, która zajmuje się prowadzeniem elektronicznej dokumentacji medycznej. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że wykradziona baza ma ponad 2 TB danych. Jak przekazał, wykradzione dane dotyczą blisko 19 milionów osób.
Ekspert o przestępcach odpowiedzialnych za wyciek danych
Klimczuk stwierdził na antenie TVN24, że przestępcy, którzy dokonali tego ataku, "są dość specyficzni".
- Aktualnie stan wiedzy pozwala stwierdzić, również w oparciu o wczorajszą konferencję pana wicepremiera (Krzysztofa - red.) Gawkowskiego, że to nie są aktorzy powiązani z danym państwem. Nie można powiedzieć, że to jest Rosja, Chiny, Iran - zaznaczył.
"Dosyć enigmatyczna grupa"
Klimczuk mówił o osobach, które mogą być odpowiedzialne za kradzież danych. Jego zdaniem "to są cyberprzestępcy, czyli grupa która prawdopodobnie działała poza jakimś zleceniem". - To są osoby, które mogły po prostu widzieć taką możliwość zysku, możliwość przełamania tych zabezpieczeń, kradzieży tych danych i ewentualnego spieniężenia - wyjaśnił.
Dodał, że "nie można ich obecnie określić jakąś jedną nazwą" i "to jest dosyć enigmatyczna grupa lub osoba".
- Dosyć mało wiemy o tych atakujących, mówiąc szczerze - podsumował.
Gawkowski o kradzieży danych z firmy MyDr
Wicepremier Krzysztof Gawkowski w środę po południu przekazał na konferencji tuż po spotkaniu Połączonego Centrum Operacyjnego Cyberbezpieczeństwa, że systemy firmy obejmowały prawie 19 milionów rekordów, co miała potwierdzić spółka.
W sprawę zostały włączone organy ścigania. Nad częścią operacyjną kontrolę sprawuje Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, które jest w kontakcie z prokuraturą.
Firma MyDr podała w środę wieczorem, że "dane objęte cyberatakiem najprawdopodobniej mają charakter historyczny - pochodzą z 2024 roku oraz lat wcześniejszych i mogą nie obejmować wszystkich klientów MyDr ani wszystkich ich pacjentów". Jednocześnie stwierdziła, że na dziś nie jest w stanie potwierdzić ilości i rodzaju danych, które zostały ujawnione.
Firma zaznaczyła też, że jej partnerzy zajmujący się cyberbezpieczeństwem aktywnie monitorują dark web i potwierdzili, że na moment publikacji komunikatu nie ma żadnych dowodów na to, by dane z MyDr zostały opublikowane lub udostępnione publicznie.
Wieczorem na antenie TVN24 w "Faktach po Faktach" wicepremier przekazał, że w wyniku cyberataku mogły zostać wykradzione takie dane jak PESEL, imię, nazwisko, adres, a także informacje o lekach, receptach, chorobach i diagnozach. W związku z zagrożeniem Gawkowski zaapelował do Polaków o zastrzeżenie numerów PESEL.