Z kraju

Restaurator obawia się, że będzie musiał zamknąć biznes. "Wszystko zależy od finansowej pomocy"

Z kraju

[object Object]
Właściciel restauracji o swojej sytuacjitvn24
wideo 2/6

Obawiam się cały czas, czy ta sytuacja nie doprowadzi do zamknięcia mojego biznesu. Tylko i wyłącznie pomoc finansowa może nam pomóc przetrwać - mówi w rozmowie z TVN24 właściciel warszawskiej restauracji Andrzej Blicharski.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO

Na początku kwietnia wszedł w życie pierwszy pakiet pomocowy, która ma przeciwdziałać gospodarczym skutkom pandemii. Od 18 kwietnia obowiązuje rozszerzony pakiet antykryzysowy. Mimo to, wciąż wiele firm w Polsce jak kania dżdżu łaknie pomocy ze strony państwa. Na finansowe wsparcie czeka również właściciel bistro Kromki Andrzej Blicharski.

Niezbędna pomoc

- Obawiam się cały czas, czy ta sytuacja nie doprowadzi do zamknięcia mojego biznesu. Wszystko zależy od pomocy, od finansowej pomocy, którą uzyskam. Po dwóch latach działalności gospodarczej dopiero doszliśmy do punktu zero - dopiero od grudnia zaczęliśmy zarabiać na swoje koszty - mówi Blicharski.

- Mimo, że czasem myślę, iż to może wrócić szybko, to jeżeli się tak rozsądnie nad tym zastanowię, to wiem, że zaraz po otwarciu nie wrócimy do tego. To będzie tak, jakbyśmy od nowa biznes otwierali. Ja finansowo na to gotowy nie jestem. Nie mogę czekać rok czy dwa, aż biznes dojdzie do zera, bo nie mam takiego zaplecza gotówki - kontynuuje.

I podkreśla, że "tutaj tylko i wyłącznie pomoc finansowa może nam pomóc przetrwać".

Pustki w restauracji

- Moja restauracja od 12 marca, ze względu na pandemię wywołaną przez koronawirusa, jest zamknięta. Zawsze byliśmy czynni od 9.00 do 23.00, serwowaliśmy śniadania, lunche, kolacje. Miejsce to tętniło życiem, szczególnie w porze śniadania i lunchu - opisuje właściciel bistro Kromki.

Teraz restauracja świeci pustkami. Jak opisuje właściciel, w bistro zawsze pracowały jedna, dwie osoby na sali, jedna za barem, trzy do czterech osób na kuchni plus osoba na zmywaku.

- Na moje szczęście, a na nieszczęście mojego personelu, mam trzy osoby na umowę o pracę, pozostałe osoby są na umowę zlecenia. Dzięki temu te koszty - około 10-12 tysięcy miesięcznie - są takie, a nie zdecydowanie wyższe. I dzięki temu tutaj jeszcze siedzimy i rozmawiamy. Jest to duży problem dla moich pracowników na umowach zlecenia, którzy w tym momencie zostali bez grosza - zaznacza Blicharski.

Dodaje, że "Tarcza 1.0 i 2.0 to jest kosmetyczna pomoc". - Wszystkie wnioski związane z pracownikami zostały złożone. Wszystkie wnioski o umorzenie składek ZUS zostały złożone. Czekam tylko na finansową tarczę, bo to jest jedyna, która może mi pomóc uratować działalność - stwierdza.

Autor: kris / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty:
Pozostałe wiadomości