Pomoc dla firm niewystarczająca? "U nas nie ma systemu, jest chaos"

TVN24 Biznes | Z kraju

Autor:
mp
Źródło:
TVN24
Maciej Samcik o pomocy dla firm: u nas nie ma systemu, jest chaosTVN24
wideo 2/8
TVN24Maciej Samcik o pomocy dla firm: u nas nie ma systemu, jest chaos

Problem z pomocą państwa polega na tym, że nie ma systemu, ale jest chaos - ocenił w TVN24 Maciej Samcik z portalu Subiektywnie o finansach. Dodał też, że wielu przedsiębiorców otwiera swoje firmy, bo nie otrzymało do tej pory żadnej pomocy od rządu.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

Maciej Samcik odniósł się do najnowszego pakietu antykryzysowego dla przedsiębiorców.

"Nie ma systemu, jest chaos"

- Dla większości z nich to jest nadzieja, dla tych którzy się załapią na Tarczę (Finansową PFR 2.0 – red.), większość się załapie. To jest (..) dla najmniejszych firm zatrudniających do 9 osób wsparcie rzędu 18 tysięcy złotych na każdego pracownika. Dla firm, które mają najgorszą sytuację to może być 36 tysięcy złotych na pracownika. Dla większych firm, zatrudniających do 50 osób, mówimy o możliwym wsparciu pokrywającym 70 proc. straty firmy w tych ostatnich miesiącach i tych, które będą - wyjaśnił.

Samcik ocenił, że "o ile ktoś łapie się na tę pomoc, i o ile ten lockdown i ograniczenia rzeczywiście się skończą wiosną, to może być pomoc w miarę zauważalna".

- Natomiast, gdyby się okazało, że pandemia się nam przedłuża, że nie jesteśmy w stanie zaszczepić ludzi przed latem, jesienią, to pomoc rzędu 18 tysięcy złotych na etat może być niewystarczająca, chociażby z tego powodu, że jest w tych tarczach zapis, że nie można do końca 2021 roku zwolnić żadnego pracownika, więc trzeba by wytrzymać na tych 18 tysiącach do końca roku. To jest zdecydowanie za mało - stwierdził.

Zdaniem Macieja Samcika główny problem z pomocą od państwa związaną z koronawirusem polega na tym, że "nie wszyscy się łapią na pomoc".

- Ludzie, którzy protestują, otwierają biznesy, to są w większości przedsiębiorcy, którzy się na nią nie łapią. Tam jest kilka warunków – przede wszystkim trzeba mieć pracowników i to najlepiej etatowych, po drugie trzeba mieć spadek przychodów, a niektóre firmy na przykład nie istniały rok temu albo się intensywnie rozwijały w ciągu ostatniego roku i po prostu nie są w stanie wykazać tej straty - mówił.

- Oczywiście jest też to nieszczęsne PKD, więc trzeba się złapać w taką tabelkę urzędniczą i prowadzić działalność w takiej branży, w której sobie urzędnicy wymyślili, że jest w trudnej sytuacji, a są branże, które są w trudnej sytuacji, mimo że nie ma ich w tym rejestrze PKD. Jest tam iks różnych problemów z pomocą rządową i problem polega na tym, że ona po prostu jest za późno - powiedział.

Zdaniem eksperta "u nas wszystko polega na tym, że nie ma systemu, jest chaos".

- W Niemczech to jest tak zorganizowane, że oni mają system wspierania miejsc pracy, w sytuacji ciężkiej po prostu odpalają cały system, który wiadomo jak działa, który pięć razy był testowany. Wiadomo, kiedy kto i ile dostanie pieniędzy. U nas to jest za każdym razem, niestety, wielka niewiadoma. Myślę, że na tym polega główny problem - podsumował.

Biznes otwiera się mimo pandemii

Zgodnie z decyzjami ogłoszonymi w grudniu ub.r. przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, od 28 grudnia, początkowo do 17 stycznia 2021 r., zostały wprowadzone dodatkowe obostrzenia, m.in. zamknięcie hoteli, ograniczenie w działaniu galerii handlowych i stoków narciarskich. Obostrzenia zostały później przedłużone do 31 stycznia.

Część przedsiębiorców z Podhala, w tym właściciele kwater i gestorzy stacji narciarskich, zamierza otworzyć swoje działalności po 17 stycznia, bez względu na ewentualne dalsze obostrzenia. W tym celu powstała inicjatywa Góralskie Veto, która zrzeszyła kilkuset przedsiębiorców. Również niektórzy przedsiębiorcy m.in. z woj. śląskiego deklarują, że mimo wprowadzonych przez rząd ograniczeń otworzą swoje lokale i w najbliższych dniach wznowią działalność. - Musimy ratować to, co tworzyliśmy przez tyle lat - argumentują.

Do inicjatywy dołączyli niedawno przedsiębiorcy i mieszkańcy Krynicy-Zdroju (małopolskie).

Prawnicy zwracają uwagę, że wszelkie ograniczenia działalności gospodarczej powinny być wprowadzone w ustawie, a nie - jak to zrobił rząd - w rozporządzeniu.

Wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski w rozmowie z TVN24 podkreślał jednak, że "dopóki restrykcje nie zostają zniesione, otwieranie barów i restauracji nie jest bezpieczne i tym bardziej nie jest odpowiedzialne".

W piątek wicepremier, szef MRPiT Jarosław Gowin powiedział, że najdotkliwszą karą dla firm łamiących przepisy będzie wyłączenie z Tarczy Branżowej i Finansowej.

Autor:mp

Źródło: TVN24

Raporty: