"Polski nie stać na lockdown, Polskę stać na reżim sanitarny"

TVN24 Biznes | Z kraju

Autor:
mp/dap
Źródło:
TVN24
Gospodarka. Tomasz Napiórkowski o sytuacji branży fitnessTVN24
wideo 2/9
TVN24Gospodarka. Tomasz Napiórkowski o sytuacji branży fitness

Otwieramy się 1 lutego bez względu na to, jaką rząd podejmie decyzję – stwierdził w TVN24 prezes Polskiej Federacji Fitness Tomasz Napiórkowski. Zapowiedział, że przedstawiciele jego branży chcą także wejść na ścieżkę sądową przeciwko państwu w związku z wprowadzonymi obostrzeniami. Podobne kroki rozważają firmy zrzeszone w Związku Pracodawców Handlu i Usług, co przyznał prezes firmy Kazar Artur Kazienko.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

- Branża poniosła bardzo duże straty. Te trzy lockdowny (wiosna, jesień, zima - red.) spowodowały wyrwę w wysokości mniej więcej trzydziestu kilku miliardów złotych, jeżeli chodzi o przychody branży - powiedział w TVN24 Artur Kazienko.

Prezes firmy Kazar odniósł się też do podstawy prawnej, na podstawie której wprowadzone są obostrzenia.

- Taka formuła działania jest zdaniem wielu prawników niezgodna z prawem. Dodatkowo takie działania samą branżę dzielą na mniejsze kawałki. Kupowanie butów w hipermarkecie czy spodni na ulicy w sklepie pewnie nie niesie większego zagrożenia niż kupowanie tych samych produktów w centrum handlowym. Przez ten czas trzech lockdownów poczyniliśmy bardzo wiele na rzecz działań antycovidowych, na pewno wielu spotkało się w centrach handlowych z procedurami, które zostały wprowadzone, które zapobiegają rozprzestrzenianiu się koronawirusa - mówił.

Straty klubów fitness

O stratach dla branży fitness mówił natomiast prezes Polskiej Federacji Fitness Tomasz Napiórkowski.

 - U nas straty wynoszą około ponad 4,5 miliarda złotych. (...) W przypadku lockdownu od 16 października, to jest to 2,5 miliarda złotych - szacował w TVN24.

Odniósł się też do wątpliwości dotyczących zamykania jego branży.

- Czy jest jakiekolwiek empiryczne potwierdzenie, że siłownie w Polsce są ogniskami zarażeń? My mamy nawet dokument z GIS-u z 10 lipca (..), gdzie zadaliśmy pytanie wprost: ile przypadków zostało zgłoszonych do GIS jako ogniska w klubach fitness i siłowniach? Generalnie GIS odpowiedział nam, że było to zero przypadków, jeżeli chodzi o Polskę i mamy to na papierze – powiedział.

- Otwieramy się 1 lutego bez względu na to, jaką rząd podejmie decyzję - zapowiedział.

- My przedstawiliśmy dziesięć badań, też z USA. Pokazywały one, że kluby fitness nie dość, że nie są źródłami zakażeń, to jeszcze mogą pomagać w walce z pandemią, a na pewno nie ćwiczy u nas grupa ryzyka. Umówmy się, że aktywność fizyczna czy trening to jest po prostu zdrowie i budowanie odporności - podkreślił.

Czytaj także: Branża fitness zapowiada otwarcie. "Już się tego nie zatrzyma, bo przedsiębiorca nie ma wyboru"

"Żeby nas nie zamykano"

Prezes Kazar mówił w TVN24, że przedstawiciele jego branży spotykali się z politykami, aby dyskutować o obostrzeniach.

- Spotykaliśmy się z premierem (Jarosławem) Gowinem, z ministrem Olgą Semeniuk, na takich spotkaniach, na których pokazywaliśmy rygory i obostrzenia, które sami na siebie nakładaliśmy, apelując, żeby nas nie zamykano. Niestety pomimo, że te standardy są bardzo wysokie i zapewniają bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa, to ta nasza branża została zamknięta - powiedział.

- Jesteśmy w przeddzień otwarcia handlu, ja również twierdzę, że nie ma powodów, aby zamykać handel. Mówimy często w Polsce, że obostrzenia są jednakowe i wszędzie wprowadzone, a handel jest też zamykany. Do końca tak nie jest, ponieważ w Europie są duże kraje, w których do poziomu tysiąca zakażeń na sto tysięcy mieszkańców średnio w tygodniu otwarte są restauracje do godziny osiemnastej, otwarte są sklepy, handel działa normalnie. Dopiero po przekroczeniu tego poziomu wprowadza się pewne restrykcje - mówił.

- Natomiast my w Polsce mieliśmy wczoraj 15 zakażeń na sto tysięcy mieszkańców. Powodów, żeby utrzymywać dalej takie restrykcje w zasadzie więc chyba nie ma. Nam nie pozostaje w tym momencie nic innego, jak zaprosić wszystkich naszych klientów do naszych sklepów, do centrów handlowych już 1 lutego. Zapewniamy, że nasze sklepy są bezpieczne, dbamy o wysoki standard bezpieczeństwa - powiedział.

Pozwy

Pytany to, czy handel jako branża będzie chciał wytoczyć pozew przeciwko państwu, odpowiedział, że "sami sobie to pytanie zadajemy". – Rozważamy oczywiście złożenie pozwów, zaangażowaliśmy dwie kancelarie, które pracują na rzecz firm zrzeszonych w związku i na pewno będziemy analizowali dokładnie wszystkie możliwości, jakie dają nam przepisy prawne – powiedział prezes Kazar.

O pozwach mówił też Napiórkowski.

- Pierwszy krok chcemy wykonać w formie grupowej, ale tylko i wyłącznie w celu uzyskania od sądu decyzji na temat nielegalności samego lockdownu, co patrząc na obecną linię orzeczniczą powinno być formalnością. Dopiero później, gdy będziemy mieć ten argument w ręku, będzie kilkaset osobnych postępowań, żeby przedsiębiorcy mogli wyliczyć swoją stratę. Natomiast w samym pozwie o odszkodowanie będzie trzeba odjąć kwotę pomocy od państwa - wyjaśniał.

- Ten scenariusz (w przypadku branży handlowej – red.) może wyglądać dokładanie tak samo – stwierdził Artur Kazienko.

- Polski generalnie nie stać na lockdown, Polskę stać na reżim sanitarny i powinniśmy naprawdę wszyscy sobie z tego zdać sprawę – podsumował Tomasz Napiórkowski.

Biznes otwiera się mimo obostrzeń

Pomimo decyzji rządu o przedłużeniu obostrzeń do 31 stycznia, w tym zamknięcia hoteli i utrzymania restrykcji dotyczących restauracji, siłowni i klubów fitness, część przedsiębiorców otworzyło swoje działalności w drugiej połowie stycznia. Niektórzy chcą to zrobić na początku lutego.

W "Faktach po Faktach" w TVN24 wiceminister rozwoju, pracy i technologii Olga Semeniuk powiedziała, że około 150-200 podmiotów otworzyło się pomimo obowiązujących obostrzeń.

Z kolei kilka dni temu sekretarz generalny zarządu Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej Sławomir Grzyb przekazał, że nawet 20 tysięcy przedsiębiorców gastronomicznych wykluczonych i pominiętych w tarczach pomocowych wznowiło działalność po 18 stycznia.

Za złamanie obostrzeń związanych z koronawirusem grożą dotkliwe kary. - Jeśli chodzi o przedsiębiorców, tu mamy do czynienia z przepisami o ograniczeniu niektórych działalności gospodarczych, kary przewidziane są od 10 do 30 tysięcy złotych - powiedział w grudniowej rozmowie z TVN24 Biznes rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego Jan Bondar.

Przedsiębiorców, którzy otworzą biznes mimo obostrzeń, czekają nie tylko mandaty karne. Wicepremier, szef MRPiT Jarosław Gowin powiedział, że najdotkliwszą karą dla firm łamiących przepisy będzie wyłączenie z tarcz: branżowej i finansowej.

Wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski w niedawnej w rozmowie z TVN24 podkreślał, że "dopóki restrykcje nie zostają zniesione, otwieranie barów i restauracji nie jest bezpieczne i tym bardziej nie jest odpowiedzialne".

Minister zdrowia Andrzej Niedzielski, zapytany w środę kiedy można spodziewać się ogłoszenia kolejnych decyzji w sprawie obostrzeń, powiedział: - Ta decyzja na pewno do jutra będzie ogłoszona.

Autor:mp/dap

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Raporty: