"Jak mówią, że coś dadzą, to na pewno zabiorą". Gospodarcze obietnice pod lupą ekspertów

Z kraju

TVN24 BiSGospodarka w ogniu kampanii. Stać nas na wyborcze obietnice?

Obietnice gospodarcze czołowych partii politycznych mogą znacznie zmienić życie podatników i przedsiębiorców. Propozycje największych partii w "Otwarciu dnia" oceniali Ignacy Morawski z BIZ Banku, Jan Guz, przewodniczący OPZZ oraz Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu Business Centre Club.

O godz. 14.05 na antenie TVN24 Biznes i Świat rozmowa z ministrem finansów Mateuszem Szczurkiem o wyborczych obietnicach PO.

PO podczas sobotniej konwencji zaproponowała m.in. likwidację składek na ZUS i NFZ i wprowadzenie nowych stawek PIT.

- Nie będzie likwidacji składek na NFZ i ZUS, tylko składki te będą odprowadzane przez ministerstwo finansów za obywatela. Obywatel nie będzie tego widział, będzie płacił jeden podatek - wyjaśniał dziś na antenie TVN24 BiŚ Ignacy Morawski.

Jak tłumaczył, "teraz suma wszystkich obciążeń podatkowych i składkowych, czyli PIT, ZUS i NFZ w zależności od dochodów wynosi od 30 do ponad 40 proc. Propozycja PO polega na tym, żeby obniżyć całość tego opodatkowania".

- Tak żeby najmniej zarabiający łącznie, wszystkich składek płacili 10 proc., a najwięcej zarabiający 39,5 proc. - dodał. .

- Kluczem tej propozycji jest radykalne obniżenie obciążeń podatkowych dla ludzi najmniej zarabiających. Po to żeby zachęcić ich po pracy. Po drugie, po to żeby zlikwidować bodźce do zatrudniania na umowę zlecenie, o dzieło. Żeby wszyscy mieli podobne warunki pracy, czyli żeby zlikwidować tzw. śmieciówki - wyliczał przedstawiciel BIZ Banku.

"Nikt nie wie o co chodzi"

Zdaniem przewodniczącego OPZZ wokół propozycji PO panuje "wielki szum informacyjny i "nikt nie wie o co chodzi".

- Jak mówią, że coś dadzą, to na pewno zabiorą. Te propozycje to jakby powrót do PRL-u. Jeden podatek, nikt nie rozlicza. To po co tworzono konta, oddzielne rozliczenie, mówiono, że pieniądze w ubezpieczeniach są nasze, że my będziemy decydowali w zależności od tego, ile płacimy, jakie będziemy mieli emerytury? - pytał Jan Guz.

Jednocześnie dodawał, że "pracownik nic nie zyska" na nowych propozycjach Platformy Obywatelskiej. - Pracownik tylko straci. Po to się tylko robi zamieszanie z podatkami, ze składkami, żeby ściągnąć większe podatki - tłumaczył Guz. - Dzisiaj jest za mało wiedzy, żebyśmy o tym dyskutowali. Muszą być szczegóły - zaznaczył.

Jakie zalety?

Wojciech Warski zwracał uwagę, że propozycja rządu "została przedstawiona w najgłupszy możliwy sposób, w sposób mętny, niejasny". - Nawet jeżeli po pewnej dedukcji dochodzimy do jej istoty, to przeciętny Polak może tej dedukcji nie wykonać - stwierdził.

- To co przed chwilą usłyszeliśmy, to jest próba żerowania na tym, że to są propozycje źle przedstawione. Nieważne, czy są dobre, czy złe - ocenił wypowiedź Guza.

Przewodniczący Konwentu Business Centre Club zauważył dwie bardzo istotne zalety propozycji PO.

- Inne opodatkowanie osób o najmniejszych dochodach i to jest jej faktyczna zaleta, której Platforma zupełnie nie potrafiła wykorzystać. Druga zaleta jest taka, że docelowo system (podatkowy - red.) zostanie bardzo uproszczony. Pracownicy w firmach, wreszcie zrozumieją, ile kosztuje ich etat - wyliczał Warski.

Stawka minimalna?

Zarówno PO jak i PiS chcą również wprowadzić minimalną stawkę płacy godzinowej nie mniejszą niż 12 zł. Nieco więcej obiecuje Zjednoczona Lewica. Bowiem według ich propozycji stawka ma wynieść nie mniej niż 15 zł.

- 12 zł, jeżeli to jest brutto, to oznacza, że to jest nie więcej niż 5 zł netto, bo pracownik musi mieć na pokrycie tych wszystkich świadczeń dotyczących urlopu, zabezpieczenia kosztów pracowniczych, a jeszcze jak odejmiemy wszystkie podatki - stwierdził Jan Guz.

Jednak zdaniem przewodniczącego OPZZ, "co do zasady, płaca godzinowa jest niezbędna". - To jest nasz pomysł i dobrze, że w tym kierunku idą prace. Tylko trzeba to doprecyzować - tłumaczył Guz.

Wojciech Warski zwracał uwagę na potencjalne efekty zmian dla gorzej rozwiniętych regionów Polski.

- 12 złotych na godzinę oznacza wzrost płacy minimalnej do ok. 2,1 tys. zł. W związku z tym należy troszczyć się o to, jakie efekty ekonomiczne dla Polski "B" i "C" przyniesie ta podwyżka - zaznaczył Warski. - Warto rozważyć, czy to przypadkiem nie spowoduje wpuszczania ludzi w "szarą strefę" bądź nie doprowadzi do likwidacji niektórych biznesów - dodał.

Zdaniem Ignacego Morawskiego takie niebezpieczeństwo nie wystąpi, jeżeli propozycja wejdzie w życie dopiero po pewnym czasie.

- Rząd i opozycja proponują wzrost o 10 proc. płacy minimalnej, ale w krótkim czasie jest to niebezpieczne. Jeżeli to ma być wprowadzone za 2 lata, jak średnia płaca nominalna wzrośnie o ok. 7-10 proc., to nie będzie to niebezpieczne dla gospodarki - zaznaczył.

Autor: mb / Źródło: TVN24 BiS

Źródło zdjęcia głównego: TVN24BiŚ