Elektrownie ograniczają pracę. "Jest się czym martwić"

Elektrownia Kozienice - Blok B11
Jakub Wiech o problemach elektrowni na Węgrzech i w Rumunii z powodu niskiego poziomu wód
Źródło wideo: tvn24
Źródło zdj. gł.: media.enea.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Wywołany suszą i upałami niski stan wody w Wiśle zmusił elektrownie w Kozienicach i Połańcu do ograniczenia pracy. - To, że dwie kluczowe dla Polski elektrownie mają problemy z chłodzeniem, to nie jest dobra wiadomość - powiedział w rozmowie z tvn24.pl Henryk Kaliś, prezes zarządu Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii.

Około południa we wtorek w Elektrowni Kozienice nie pracowały bloki numer 2, 3 i 4, a w Połańcu bloki 5, 6 i 7. Powodem postojów były warunki eksploatacyjne - wynika z raportów dotyczących ubytków mocy, publikowanych na podstawie unijnego rozporządzenia REMIT.

Niski poziom wody w Wiśle uderza w elektrownie

Krzysztof Bomba, kierownik biura komunikacji spółki Enei Wytwarzanie - spółki-córki Enei, do której należy elektrownia w Kozienicach, poinformował, że spółka na bieżąco monitoruje sytuację hydrologiczną Wisły. Woda z tej rzeki wykorzystywana jest do chłodzenia elektrowni.

W siłowni w Kozienicach działa największy w kraju blok węglowy o mocy 1080 MW
Źródło zdjęcia: Rafał T / fotopolska.eu CC BY-SA Wikipedia

"Na podstawie bieżących obserwacji parametrów hydrologicznych Enea Wytwarzanie odnotowuje okresowe wahania przepływów oraz obniżone stany wody, szczególnie w okresach wysokich temperatur i długotrwałego braku opadów. Zjawisko to jest szczególnie istotne na obszarze prowadzenia działalności Elektrowni Kozienice, gdzie dostępność wody z Wisły ma bezpośrednie znaczenie dla stabilności procesów technologicznych oraz bezpieczeństwa Krajowego Systemu Energetycznego" - przekazał przedstawiciel Enei Wytwarzanie.

Niski stan wody w Wiśle wpływa także na pracę Elektrowni Połaniec. "W związku z utrzymującymi się niskimi stanami wody praca wybranych bloków energetycznych jest dostosowywana do aktualnych warunków eksploatacyjnych. Działania te mają charakter operacyjny i służą zapewnieniu bezpiecznej pracy jednostek oraz ciągłości dostaw energii" - przekazała PAP Justyna Kosowicz, rzeczniczka prasowa spółki Enea Elektrownia Połaniec. Zaznaczyła jednocześnie, że Elektrownia Połaniec pozostaje w dyspozycji Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE).

Grupa Enea to spółka giełdowa z ponad 52-proc. udziałem Skarbu Państwa, zajmująca się m.in. wytwarzaniem i dystrybucją energii elektrycznej. Jest drugim co do wielkości wytwórcą energii elektrycznej w Polsce.

5000 MW wypadło z systemu

- Na wtorek, 4 sierpnia, mamy łącznie 13 131 MW ubytków mocy wytwórczych. Z tego 8000 MW to ubytki planowane, a ponad 5000 nieplanowane, co pokazuje, że na pewno jest się czym martwić - powiedział w rozmowie z redakcją biznesową tvn24.pl Henryk Kaliś, prezes zarządu Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii (IEPOE).

Problem, który mamy od ponad dekady

O problemie z dostępnością wody do chłodzenia bloków węglowych wiadomo przynajmniej od 2015 roku. - Sytuacja była wtedy podobna, bardzo wysokie temperatury powietrza, niski poziom wód i bardzo szybko rosnące temperatury w rzekach - powiedział Kaliś. Nawiązał tym samym do kryzysu energetycznego sprzed przeszło dekady, kiedy kiedy fala upałów i susza doprowadziły do wprowadzenia stopni zasilania i ograniczeń w dostawach prądu dla przemysłu.

- Fakt, że dwie kluczowe dla Polski elektrownie, czyli Połaniec i Kozienice, mają problemy z chłodzeniem, to nie jest dobra informacja. Jakkolwiek obie podają do publicznej wiadomości przekaz, że panują nad sytuacją, to jednak liczba pracujących bloków została ograniczona i nie wiemy, co będzie dalej - dodał.

Podkreślił, że obiekt w Kozienicach dysponuje największym polskim blokiem węglowym o mocy 1080 MW. Podobnie jak siłownia w Połańcu jest on chłodzony wodą. - Ich obiegi mają to do siebie, że przy wzroście temperatury pojawia się problem ze zrzutem wody - tłumaczy Kaliś.

Woda zrzucana przez elektrownie nie może przekraczać określonych temperatur, by nie zagrażać żyjącej w rzekach florze i faunie. Każda elektrownia ma pozwolenie wodnoprawne, które określa maksymalne dopuszczalne temperatury zrzutu.

- Elektrownia pobiera wodę za miejscem, w którym jest usytuowana i musi ją zrzucić przed nim. Więc jeśli pobierana woda ma już zbyt wysoką temperaturę, a po schłodzeniu bloków dołoży się do niej jeszcze parę stopni, przychodzi moment, w którym z tego chłodzenia nie można już korzystać. To stanowi oczywiście duży problem - mówi prezes zarządu IEPOE.

Pytany o to, jak moglibyśmy rozwiązać problem wpływu rosnących temperatur na prace elektrowni, Kaliś stwierdził, że "to immanentna cecha scentralizowanych systemów elektroenergetycznych". - Gdyby generacja była bardziej rozproszona i dysponowała mniejszymi źródłami w różnych miejscach o odmiennych warunkach atmosferycznych, utrzymanie systemów chłodzenia byłoby łatwiejsze. To zresztą właściwa droga, w której kierunku zmierza cała budowana energetyka odnawialna. Choć często podkreśla się jej wady, głównie brak dyspozycyjności, to teraz pojawi się argument, że w takich warunkach jakie mamy teraz elektrownie na paliwa kopalne również się nie sprawdzają - dodał.

Przywoływanie na rynku mocy

PSE ogłosiły we wtorek okres przywołania na rynku mocy na godziny od 17 do 19. Oznacza to, że podmioty, które są objęte obowiązkami mocowymi wynikającymi z umów zawartych na rynku mocy, muszą je zrealizować, czyli we wskazanym okresie dostarczyć odpowiednią moc do systemu. Dla wytwórców energii oznacza to bezwzględne obligo do wywiązania się z umów na dostawy określonych ilości prądu. Dla odbiorców, dużych firm przemysłowych, które uczestniczą w rynku mocowym, przywołanie PSE oznacza ograniczenie poboru energii do minimum. Celem jest zrównoważenie popytu i podaży.

Wojciech Krzyczkowski z Departamentu Komunikacji PSE podkreślił, że ogłoszenie okresu przywoływania na rynku mocy nie ma "bezpośredniego związku" z sytuacją hydrologiczną w Polsce i ograniczaniem prac niektórych elektrowni. - Patrzymy na zupełnie co innego, a mianowicie na wymagany poziom tak zwanej rezerwy operacyjnej, która musi być dostępna w każdej chwili, na przykład na wypadek awarii jakiejś elektrowni. We wtorek rano mieliśmy pewność, że w wieczornym szczycie, jak skończy się produkcja fotowoltaiki, ta rezerwa będzie za niska - powiedział Krzyczkowski w rozmowie z redakcją biznesową tvn24.pl.

Podkreślił, że to nie oznacza, iż zabrakłoby prądu na pokrycie krajowego popytu. Mowa tutaj wyłącznie o rezerwie potrzebnej w razie niespodziewanych sytuacji. Mówiąc o mechanizmie przywołania na rynku mocy, powiedział, że działa on "bardzo skutecznie" i "błyskawicznie". - Rano w naszej prognozie na godzinę 17, w trakcie wieczornego szczytu, mieliśmy nieco ponad 700 megawatów dostępnej rezerwy, a między 18 a 19 jeszcze mniej, bo ok. 650 MW. Prawo wymaga, że gdy rezerwa spada poniżej 1100 MW, operator musi ogłosić przywołanie. Chwilę po jego ogłoszeniu mieliśmy już sprawę załatwioną i ponad 1500 megawatów nadwyżki. Rynek mocy działa - zaznaczył.

Pytany o konsekwencje wyłączenia wybranych bloków z powodu sytuacji hydrologicznej w kraju, wskazał, że w polskim systemie jest ponad 70 bloków konwencjonalnych, z czego trzy czwarte nie ma problemów z wodą chłodzącą.

Źródło: tvn24.pl, PAP
Zobacz także: