"Poprawki Sejmu ws. pomocy frankowiczom korzystne i dla banków"

Z kraju

TVN24 BiSPomoc dla frankowiczów. Komisja senacka za równym podziałem

Poprawki Sejmu, które znalazły się w ustawie o pomocy dla frankowiczów, są korzystne także i dla banków - przekonuje Barbara Garlacz, radca prawny w Harvest Legal House, kancelarii specjalizującej się w prawie rynków kapitałowych i finansowych.

Poprawki Sejmu pozwalają bankom na odzyskanie całego kapitału, odsetek od niego oraz 10 proc. nadwyżki powstałej w wyniku wzrostu kursu franka - tłumaczy Garlacz. - To bardzo dużo, bo jeśli niezawisłe sądy potwierdzą nieważność umów kredytowych, to banki nie będą mogły żądać zwrotu udostępnionych środków w ogóle - z uwagi na przedawnienie ich roszczeń, a wówczas ich straty będą znacznie większe - podkreśliła ekspertka w swym komentarzu, dotyczącym ustawy o frankowiczach, którą na posiedzeniu w przyszłym tygodniu zajmie się Senat.

Po posiedzeniu komisji

W czwartek ustawą - której pełna nazwa brzmi: o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych - zajmowała się senacka komisja finansów. Wcześniej w Sejmie posłowie przyjęli poprawkę, zgodnie z którą banki musiałby w 90 proc. pokryć koszty restrukturyzacji kredytu. Pierwotna wersja przewidywała, że koszty miałyby być dzielone po równo między bank a kredytobiorcę. I właśnie do tej najwcześniejszej wersji wrócili w czwartek senatorowie, rekomendując, by koszty przewalutowania kredytów frankowych pół na pół poniosły banki i frankowicze.

Według Garlacz ważne jest, że w żadnym przypadku to nie Skarb Państwa poniesie koszty związane z przewalutowaniem kredytów frankowych, ale banki, a odpowiedzialność za to mogą ponieść ich zarządy, ewentualnie subsydiarnie towarzystwa ubezpieczające zarządy.

- Procedowana w parlamencie ustawa powinna jednak dotyczyć wszystkich obywateli, gdyż konstytucja RP nakazuje równe traktowanie przez władze publiczne obywateli będących w takiej samej sytuacji, czyli tych, którzy podpisali umowy kredytów denominowanych, indeksowanych, waloryzowanych kursem franka szwajcarskiego - zauważyła radczyni.

Błędy?

Prawniczka za błędne rozwiązanie ustawy uznaje automatyczną moc wsteczną postanowień, podczas gdy - jak mówi - Kodeks Cywilny to wyklucza. "Skoro celem ustawy jest restrukturyzacja kredytu na wniosek kredytobiorcy, to ustawa powinna mieć moc wsteczną wyłącznie wobec kredytobiorców, którzy złożą taki wniosek, a nie w ogóle wobec kredytobiorców, którzy zaciągnęli tego typu kredyty. Ci bowiem powinni mieć nieograniczone możliwości dowodzenia przed sądami, że ich umowy kredytowe są niezgodne z prawem. Tymczasem proponowana ustawa może prowadzić do próby wyciągania wniosków, że zalegalizowała ona umowy denominowane do CHF" - argumentuje.

Garlacz zwróciła uwagę, że umowy kredytowe denominowane we frankach zostały zawarte w ramach prowadzenia działalności gospodarczej przez banki, a roszczenia związane z prowadzaniem działalności przedawniają się z upływem trzech lat. - Jeżeli niezawisłe sądy potwierdzą, że umowy kredytów denominowanych we franku są nieważne od początku, oznacza to, że roszczenia banków o zwrot udostępnionych kwot kredytu zgodnie z art. 118 Kodeksu Cywilnego już dawno się przedawniły - wskazała.

- Oznacza to, że w razie dochodzenia zwrotu kredytu z nieważnej umowy, kredytobiorcy będą mogli podnieść zarzut przedawnienia roszczenia banku - dodaje.

Co dostawał klient?

Prawniczka ponadto podkreśliła, że sprawą, do której otwarcie przyznają się banki jest to, że udostępniały kwoty kredytów denominowanych w CHF w walucie polskiej i jedynie na zabezpieczenie swojego bilansu w związku z udzielaniem kredytów w PLN, ale oprocentowanych stawką LIBOR, korzystały z instrumentów pochodnych. Według niej stosowanie takiej konstrukcji nie oznacza, że klient otrzymał kredyt we frankach, lecz "swoistego rodzaju spekulacyjny instrument finansowy oparty jedynie o konstrukcję umowy kredytu". A to - jej zdaniem - jest sprzeczne z celem umowy kredytu.

- Naturę kredytu określa prawo bankowe, zgodnie z którym przez umowę kredytu bank zobowiązuje się udostępnić określoną kwotę kredytu, którą kredytobiorca zobowiązuje się zwrócić - zaznacza Garlacz. - Zatem jeśli zaproponowana przez banki konstrukcja umów kredytowych powoduje, że klient zwraca kwotę wyższą niż udostępniona, to taka umowa nie odpowiada przepisom prawa bankowego ani też naturze tej instytucji, a co najmniej zmierza do jej obejścia".

Ekspertka podkreśliła, że stosowanie konstrukcji opartej o umowę kredytu, gdzie złotówki poddane są oprocentowaniu LIBOR, to nic innego jak obejście przepisów prawa bankowego motywowane chęcią maksymalizacji zysków.

- Zgodnie zaś z art. 58 Kodeksu Cywilnego, jeżeli umowa jest sprzeczna z prawem lub ma na celu jedynie obejście ustawy, to jest ona nieważna, chyba że istnieją przepisy, które pozwalają na zastąpienie nimi nieważnych postanowień umownych - podsumowała prawniczka.

Autor: /gry / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Wikipedia (CC BY SA 4.0) | WeronikaDettlaff

Raporty: