Arak uważa, że polska gospodarka wchodzi w fazę "szczytu modernizacyjnego", w której zbiegają się optymalne warunki monetarne, rekordowa stymulacja fiskalna z funduszy UE oraz stabilna sytuacja dochodowa gospodarstw domowych.
- Jest to jednak rok "ostatniej prostej" - moment, w którym należy przekuć nominalny napływ kapitału w trwały wzrost produktywności, zanim niekorzystne trendy demograficzne i wygasanie funduszy unijnych zaczną trwale ograniczać potencjał rozwojowy Polski po 2027 roku - stwierdził ekonomista.
Inwestycje z KPO kluczowe
Piotr Arak szacuje, że polski PKB w 2026 r. urośnie o 3,7 proc. i to przy jednoczesnej niskiej inflacji i bezrobociu. - O ile w poprzednich latach motorem była głównie konsumpcja, o tyle w 2026 roku kluczową rolę odegrają inwestycje finansowane środkami z KPO i funduszy strukturalnych - podkreślił Arak.
W kontekście Krajowego Planu Odbudowy (KPO) wskazał, że w br. dojdzie do "kulminacji wydatków" przed jego ostatecznym terminem rozliczenia w sierpniu 2026 r. Ocenił, że dynamika nakładów brutto na środki trwałe "wystrzeli" do poziomu 9,5 proc. rok do roku i będzie napędzana przez 180 mld zł z funduszy UE. Pieniądze te mają trafić głównie do energetyki (offshore i sieci przesyłowe) oraz na budownictwo (termomodernizacje).
Zastrzegł jednak, że brak mocy przerobowych w firmach wykonawczych oraz presja na wzrost cen materiałów budowlanych, może obniżyć finalną efektywność tych inwestycji.
Napięcia handlowe utrwalą się
Zdaniem ekonomisty, Rada Polityki Pieniężnej wykorzysta okno niskiej inflacji do "radykalnego obniżenia kosztu pieniądza". Według Araka, stopa referencyjna powinna spaść z 4 proc. na początku roku do poziomu 3,25 lub nawet 3 proc. w grudniu 2026. - Realne stopy procentowe na poziomie około 1 procenta pozwolą utrzymać relatywną siłę złotego (kurs EUR/PLN ok. 4,20 i USD/PLN ok. 3,50), jednocześnie zdejmując ciężar obsługi zadłużenia z sektora przedsiębiorstw - uważa ekonomista VeloBanku.
Prognozuje, że w 2026 r. napięcia handlowe nie zostaną wygaszone, a "instytucjonalnie utrwalone". - Polityka handlowa USA pozostaje narzędziem aktywnej presji geopolitycznej i fiskalnej. Nawet ewentualne decyzje sądowe ograniczające obecne podstawy prawne ceł nie oznaczają ich realnego cofnięcia - administracja dysponuje alternatywnymi ścieżkami, które pozwalają szybko odbudować reżim taryfowy - ocenił Arak.
Jak dodał, dla globalnej gospodarki oznacza to nie tylko jednorazowy skok cenowy, ale też przedłużający się stan podwyższonej niepewności, który obniża skłonność firm do inwestycji.
"Twarde rozliczenie inwestycji w AI"
Zwrócił tu uwagę na Azję, a konkretnie Chiny i Tajwan. Jego zdaniem, potencjalny atak Chin na Tajwan jest mało prawdopodobny, choć wpływ takiej inwazji byłby "dewastujący" dla światowej gospodarki. Jak wyjaśnił, Tajwan kontroluje 90 proc. produkcji najbardziej zaawansowanych półprzewodników, co oznacza, że jakakolwiek blokada wyspy paraliżuje polski przemysł automotive, elektroniczny i zbrojeniowy.
- Globalny spadek PKB w takim scenariuszu szacuje się na ponad 10 procent, co dla Polski oznaczałoby natychmiastową recesję i powrót wysokiej inflacji. Ryzyko to wymusza na największych graczach w kraju dywersyfikację dostawców i budowanie strategicznych zapasów komponentów krytycznych - podkreślił ekonomista.
Ocenił też, że bieżący rok "przyniesie twarde rozliczenie inwestycji w sztuczną inteligencję", a rynki zaczną karać spółki, które nie przełożyły nakładów na AI na realną poprawę marż. Jego zdaniem, dla Polski to moment krytyczny, bo przy rekordowo niskim bezrobociu i rosnących kosztach pracy, brak wdrożenia AI i robotyzacji w sektorze MŚP "grozi utratą konkurencyjności".
Autorka/Autor: skib
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock