Resort widzi odwrócenie negatywnego trendu. Ekspert: nie ma podstaw do takiego wniosku

Z kraju

TVN24 BiSLeszczyna: 500 plus nie podniesie wskaźników dzietności

"Polska pozostaje liderem poprawy współczynnika dzietności wśród krajów Unii Europejskiej" - chwaliło się niedawno ministerstwo przedsiębiorczości i technologii. O komentarz poprosiliśmy demograf, profesor Irenę Kotowską z SGH.

Problemy demograficzne trawią Europę, ale nawet na tle Starego Kontynentu, sytuacja polskiego społeczeństwa wygląda dramatycznie. Jeszcze w lutym informowaliśmy, że w Polsce nie zmarło tyle osób od II wojny światowej. GUS prognozuje, że w 2050 roku udział osób po 65. roku życia w całkowitej populacji przekroczy 30 procent - teraz jest to około 16 procent.

Przełamane negatywne scenariusze

Nad Wisłą wciąż rodzi się też za mało dzieci. Obserwowane w ostatnich latach współczynniki dzietności w okolicy 1,4 są zdecydowanie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń (2,0).

W obliczu tej sytuacji dziwić może niedawny hurraoptymistyczny komunikat resortu przedsiębiorczości. "Pomimo spadającej populacji kobiet w wieku rozrodczym Polska pozostaje liderem poprawy współczynnika dzietności wśród krajów Unii Europejskiej" - obwieściło na początku września ministerstwo.

Zaznaczyło, że "wg danych europejskiego urzędu statystycznego Eurostat w Polsce nastąpił wzrost wskaźnika dzietności kobiet w wieku rozrodczym z 1,32 w roku 2014 do 1,48 w roku 2017".

To prawda, ale jeśli weźmiemy pod uwagę okres nieco dłuższy i porównamy lata 2010 (współczynnik dzietności - 1,41) i 2017, to widać, że poprawa jest znacznie mniej imponująca, a na tle UE nie jesteśmy liderem. W tych latach Polska poprawiła się zaledwie o 0,07, podczas gdy Łotwa o 0,33, a Węgry o 0,29.

"Silny i trwały wzrost wskazuje na przełamanie negatywnego trendu spadku współczynnika obserwowanego w poprzednich latach. Efekty wzrostu dzietności i narodzin są szczególnie dostrzegalne po odniesieniu ich do wieloletnich, wcześniejszych prognoz populacyjnych GUS z 2013 roku wskazujących na zdecydowany spadek liczby rodzących się dzieci" - podkreśliło ministerstwo.

Resort na koniec stwierdził, że "liczba urodzeń rośnie", a "wcześniejsze negatywne scenariusze" zostały przełamane "za sprawą prowadzonej od 2016 roku polityki prorodzinnej, społecznej i gospodarczej". Dodał również, że "powyższe dane pozwalają z nadzieją spoglądać na przyszłość demograficzną i gospodarczą Polski".

"Nie ma podstaw do takiego wniosku"

O komentarz do danych resortu poprosiliśmy profesor SGH i przewodniczącą Komitetu Nauk Demograficznych PAN Irenę E. Kotowską.

- Nie ma podstaw do takiego wniosku. Liczba urodzeń w 2018 roku spadła o około 14 tys. w porównaniu z 2017 r. Nawet jeśli uda się utrzymać dzietność na tym poziomie, liczba urodzeń będzie spadać ze względu na malejącą liczbę kobiet w wieku rozrodczym - zastrzegła.

- Wzrost urodzeń wystąpił w latach 2016 i 2017 roku, w 2018 roku pojawił się znowu spadek. Nie można zatem obecnie twierdzić, że nastąpiło odwrócenie tendencji spadkowej urodzeń. Poza tym nieuprawnione jest przypisywanie zmian liczby urodzeń i dzietności w latach 2015-2018 tylko działaniom podejmowanym przez rząd w tym czasie - stwierdziła Kotowska.

"Inny klimat"

Zdaniem ekspertki, wiele instrumentów mających wpływ na politykę rodzinną w ostatnich latach zostało wprowadzone wcześniej.

Kotowska wymienia rozwiązania, które pojawiły się w latach 2013-2016, by wspierać rodziny z dziećmi. Były to: urlopy rodzicielskie w 2013 roku i ich uelastycznienie od stycznia 2016 roku, Karty Dużej Rodziny wprowadzona w czerwcu 2014 roku, pełny system zniżek obowiązuje od stycznia 2015 roku, modyfikacja ulg podatkowych na dzieci (2015 rok), weryfikacja kryterium dochodowego i podniesienie świadczeń rodzinnych (od listopada 2015 roku), świadczenie rodzicielskie (od stycznia 2016 roku), mechanizm "złotówka za złotówkę" (od stycznia 2016 roku), Programu Rodzina 500 plus (od kwietnia 2016 roku), rządowy program in vitro (obowiązujący w latach 2013-2016).

Zdaniem ekspertki, "wprowadzona w 2011 r. ustawa o opiece nad dziećmi do lat 3 oraz rządowy program Maluch ułatwiły rozwój usług opiekuńczo-edukacyjnych i poprawiło nieco dostęp rodziców do tych usług (choć odsetek dzieci do lat 3 korzystających z tych usług należy nadal do najniższych w krajach Unii Europejskiej)".

- Następowały również zmiany w opiece przedszkolnej: wprowadzenie w 2013 roku limitu kosztów tej opieki ponoszonej przez rodziców na poziomie 1 zł za godzinę opieki oraz stopniowe wprowadzenie prawa do opieki przedszkolnej dla dzieci 4-letnich (od września 2016 roku) i 3-letnich (od września 2017 roku). W efekcie tych zmian w roku szkolnym 2017/2018, ponad 80 proc. dzieci w wieku 3-4 lata było objęte edukacją przedszkolną - wyjaśniła Kotowska.

- Rozwiązania te wraz z toczącą się szeroko dyskusją publiczną nad poszczególnymi rozwiązaniami ukształtowały inny klimat wokół działań dotyczących rodziny. Do tego przyczyniły się też wcześniejsze debaty przedstawicieli różnych środowisk społecznych w ramach prac nad programem polityki rodzinnej w Kancelarii Prezydenta RP, który ogłoszono w maju 2013 r. Nie można też pominąć dobrej koniunktury ekonomicznej (wzrost zatrudnienia i wzrost płac), która nie jest zasługą rządu - zaznaczyła.

Kwestia wykształcenia

Resort w komunikacie napisał także, że "znamienite jest również to, iż coraz więcej dzieci rodzą kobiety z wykształceniem wyższym". To może sugerować, że wzrasta dzietność w tej grupie kobiet.

Według prof. Kotowskiej nie jest to prawdą. Choć "w ogólnej liczbie urodzeń wzrasta udział urodzeń przez kobiety z wyższym wykształceniem", ale wynika to z tego, że po prostu kobiet z tym wykształceniem jest coraz więcej wśród kobiet w wieku rozrodczym, jak i w całej populacji.

"W 2018 r. było to 51 proc. Jednak dzietność w grupie kobiet z wyższym wykształceniem jest niższa w porównaniu do kobiet z innymi kategoriami wykształcenia, choć przestała spadać od 2010 roku" - wytłumaczyła ekspertka.

Autor: Krzysztof Krzykowski / Źródło: tvn24bis.pl, PAP

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock