O projekcie "Ceny Paliwa Niżej" mówił w programie "Rozmowa Piaseckiego" Bogusław Grabowski, ekonomista, były członek Rady Polityki Pieniężnej. - Już dopłaciliśmy do tego około dwóch miliardów. Jak jeszcze poczekamy trzy miesiące, to akurat gdybyśmy tych dopłat nie mieli, to by stać nas było na waloryzację ze 120 do 140 - dodał, nawiązując do propozycji podwyższenia drugiego progu podatkowego złożonej w kwietniu przez Polskę 2050.
Zdaniem ekonomisty program obniżki paliw stanowi duże obciążenie dla finansów państwa. Pod koniec kwietnia "CPN" został przedłużony do 15 maja. Dodatkowe dwa tygodnie jego funkcjonowania oznaczają pomniejszenie dochodów z akcyzy nawet o 350 mln zł.
- Miesięczny koszt CPN - około 1,6 miliarda złotych - to tyle, ile w 2025 roku wydano we Francji na rządowy program wsparcia socjalnego leasingu pojazdów elektrycznych, w ramach którego wsparto około 50 tysięcy gospodarstw domowych o niskich i średnich dochodach - komentuje Aleksander Śniegocki z Instytutu Reform.
Jak długo będzie mógł więc jeszcze funkcjonować program obniżki cen paliw?
Kto zyskuje na programie "Ceny Paliwa Niżej"?
W ramach programu "CPN" resort energii od początku kwietnia publikuje obwieszczenia ws. maksymalnych cen paliw. Nowe przepisy wprowadziły też obniżkę podatku VAT na paliwa z 23 do 8 proc., a akcyza została zmniejszona do unijnego minimum, czyli o 29 groszy na litrze benzyny oraz o 28 groszy na litrze oleju napędowego. "CPN" stanowi odpowiedź na kryzys na rynku paliw wywołany wojną z Iranem i blokadą cieśniny Ormuz, którą wcześniej przepływała jedna piąta światowych dostaw ropy i gazu.
- Z tym jest dokładnie jak z tą "najwspanialszą, od tysięcy lat niewidzianą" wojną w Zatoce Perskiej: łatwo wejść, trudniej wyjść. No, ja życzę powodzenia rządowi, żeby z tych dopłat wyszedł - powiedział Grabowski w "Rozmowie Piaseckiego".
- "CPN" oceniam zdecydowanie negatywnie, zarówno od strony konstrukcji samego programu jak i jego roli systemowej. Przy czym im dłużej będzie utrzymywany, tym bardziej będzie on szkodliwy dla Polski. Program nie obniża realnie kosztów paliw dla polskiej gospodarki, tylko doraźnie łagodzi widoczne skutki kryzysu kosztem budżetu - ocenił Aleksander Śniegocki.
Jego zdaniem wsparcie oferowane przez rząd "nie jest w żaden sposób celowane", przez co najwięcej zyskują na nim zamożne gospodarstwa domowe.
- Program mógłby być elementem szerszej, efektywnej odpowiedzi państwa na kryzys, gdyby faktycznie był rozwiązaniem na kilka tygodni i został szybko zamieniony przez systemowe wsparcie dla uniezależnienia się od paliw kopalnych oraz celowane transfery dla najuboższych gospodarstw domowych. Zamiast tego rząd sam ustawił się w roli odpowiedzialnego za bieżące ceny na stacjach. Tym samym decyzja o zakończeniu "CPN" będzie niezwykle trudna - powiedział prezes Instytutu Reform.
"Zmarnowana okazja"
- Według analiz Ministerstwa Energii Polacy zaoszczędzili trzy miliardy złotych dzięki wprowadzeniu programu CPN, najbardziej masywnego programu ochrony przed kryzysem (paliwowym) w całej Unii Europejskiej - powiedział 22 kwietnia minister energii Miłosz Motyka w rozmowie z dziennikarzem TVN24, Janem Niedziałkiem.
Dodał, że program będzie funkcjonował "tak długo, jak będzie tego wymagała sytuacja". Podkreślił, że jego utrzymanie zależy od bardzo wielu czynników. - (Sytuacja - red.) jest bardzo dynamiczna, więc nikt dzisiaj odpowiedzialnie nie byłby w stanie pokazać jednoznacznej daty na tym kalendarzu zdarzeń - powiedział Motyka.
Zdaniem Aleksandra Śniegockiego istnieje możliwość, że program będzie stopniowo przedłużany, nawet do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.
- Spodziewam się wydłużania funkcjonowania osłon z tygodnia na tydzień, za każdym razem ogłaszane jako symbol sprawczości rządu, a także pod wpływem dużej presji ze strony pałacu prezydenckiego i opozycji na wydłużenie programu. W tej sytuacji utrzymanie "CPN" do końca roku - a być może wręcz do przyszłorocznych wyborów - staje się realnym scenariuszem - powiedział Śniegocki.
Według jego oceny, sięgające kilkunastu miliardów złotych koszty dla budżetu mogą utrudnić wprowadzenie podobnych programów w kolejnych latach.
- W efekcie jest to zmarnowana okazja, by wykorzystać obecny kryzys do szybszego przejścia z importowanej ropy na polski prąd dzięki elektryfikacji transportu. Najbliższe kilka tygodni będą ostatnim okienkiem na korektę kursu - rząd powinien przejść od doraźnego dosypywania pieniędzy import drogich paliw do kreowania trwałych rozwiązań i celowanego wsparcia dla potrzebujących - podsumował Śniegocki.
Największy ubytek ropy w historii kraju
Według byłego członka RPP Bogusława Grabowskiego "nie zanosi się" na to, żeby cena ropy miała w najbliższym czasie ulec radykalnej obniżce, a "nawet jak spadnie, to nie do poziomu przedwojennego". Zaznaczył, że wiele zależy od sytuacji międzynarodowej, a w szczególności komentarzy prezydenta USA Donalda Trumpa.
- Ona może spaść, tak jak wczoraj spadła, bo prezydent Trump akurat wstał prawą nogą. (Cena ropy spadła) o 8 proc. bo powiedział, że jesteśmy blisko porozumienia (z Iranem). Ale jutro może wstać lewą, prawda?
Według informacji przekazanej przez ministra energii obecny kryzys wygenerował największy ubytek w dostawach ropy w historii kraju, sięgający 20 milionów baryłek dziennie. Według jego zapowiedzi resort energii jest w trakcie rozmów z Ministerstwem Finansów dotyczących tego, "jak wychodzić z programu 'CPN' w celu urynkowienia właśnie tych narzędzi".