Przerwane negocjacje ws. caracali. "Intencje nie były dla nas jasne"

Z kraju

Całość konferencji prasowej premier i szefa MON w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 SA w Łodzi

- Zależy nam na tym, żeby wyposażenie dla polskiej armii, sprzęt dla polskiej armii, był produkowany w Polsce, przez polskich pracowników. Żeby firmy, które działają w Polsce, miały możliwość wyposażania polskiej armii. To jest gwarantem polskiego bezpieczeństwa, to jest w strategii polskiego rządu związanej z naszym podejściem do gospodarki - mówiła premier Beata Szydło podczas wizyty w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 SA w Łodzi. Zdaniem wiceministra rozwoju Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego niektóre propozycje ws. caracali zakładały "ryzyko dla bezpieczeństwa państwa polskiego".

Zakłady w Łodzi miały montować caracale, zanim umowa w sprawie ich zakupu została zerwana. Dziś minister obrony narodowej zadeklarował, że w Łodzi powstanie centrum serwisowe polskich śmigłowców wojskowych. - Będziemy negocjowali zamówienia zarówno w Świdniku, jak i w Mielcu, ale bez zakładów w Łodzi tamte rozmowy nie miałyby sensu - powiedział Antoni Macierewicz.

Premier zaznaczyła, że rząd nie zamyka się na współpracę z inwestorami zagranicznymi.

- Oczywiście, jesteśmy otwarci na rozmowy z inwestorami zagranicznymi - powiedziała Beata Szydło. - Mówimy jasno, że te warunki, które oni nam oferują, na których decydują się z nami współpracować, są korzystne dla obu stron - dodała.

- Postępujemy dokładnie tak, jak wszystkie państwa, które kierują się interesem narodowym - mówiła Szydło.

Zakończone negocjacje

Wiceminister rozwoju Radosław Domagalski-Łabędzki podkreślił, że polska strona nie zerwała, tylko zakończyła negocjacje w sprawie offsetu z Airbus Helicopters.

- Przede wszystkim strona rządowa nie zerwała procesu negocjacji, tylko zakończyła ten proces, w momencie, w którym uzyskaliśmy absolutną pewność, że kontynuowanie dalszych rozmów z grupą Airbus Helicopters jest bezprzedmiotowe - wyjaśniał Domagalski-Łabędzki.

Przypomniał, że negocjacje trwały łącznie rok.

- To jest wystarczająco długi okres, żeby upewnić się, że wszystkie możliwości uzyskania kompromisu z naszymi partnerami zostały wyczerpane - przekonywał wiceszef resortu rozwoju.

Dodał także, że samo kończenie takiego procesu negocjacji także jest długotrwałe. - To jest proces, który poprzedzało uzgodnienie pewnej agendy, harmonogramu tych końcowych rozmów, ustalenia protokołu z grupą Airbus Helicopters. I to grupa Airbus Helicopters jako pierwsza wystąpiła do strony rządowej z propozycją ustalenia pewnych terminów zakończenia tych rozmów - mówił Domagalski-Łabędzki. Wiceminister rozwoju deklarował, że „strona polska dopełniła wszelkich niezbędnych starań, aby upewnić się, czy grupa Airbus jest gotowa spełnić oczekiwania strony polskiej”. - Niestety w tym ostatnim etapie nie dostaliśmy żadnych nowych propozycji, które zmierzałyby do zakończenia tych negocjacji, w związku z tym uprzedziliśmy grupę Airbus Helicopters, że brak pozytywnego odniesienia się do naszych oczekiwań, będzie skutkował zakończeniem tych rozmów - mówił.

Podkreślił, że Airbus miał możliwość dokonania wyboru projektów offsetowych i nie skorzystał z nich. Dodał, że polskie propozycje "były ambitne, ale realne".

- Grupa Airbus miała odpowiedni czas, aby przeanalizować jeszcze raz swoją ofertę, uznać część lub całość zobowiązań offsetowych, które proponowała strona polska z bardzo obszernej listy. Airbus miał możliwość wyboru według swoich własnych możliwości i nie skorzystał z tego. W związku z tym te rozmowy wygasły - mówił wiceminister.

"Intencje nie do końca jasne"

Jego zdaniem niektóre propozycje zakładały ryzyko dla bezpieczeństwa państwa polskiego.

- O ile grupa Airbus wycofała się z tych najbardziej kontrowersyjnych zapisów, to niestety intencje naszych partnerów nie były do końca dla nas jasne - mówił Domagalski-Łabędzki.

Domagalski-Łabędzki zaznaczał, że jedyną dyspozycją, którą kierował się zespół negocjacyjny (na czele którego stał), było „zabezpieczenie interesu ekonomicznego państwa polskiego, w szczególności sektora zbrojeniowego, jak i bezpieczeństwo”. - Z przykrością stwierdzam, że niektóre propozycje naszych partnerów z grupy Airbus nie tylko nie prowadziły do zabezpieczenia interesu i bezpieczeństwa Polski, ale wręcz stwarzały istotne ryzyko dla bezpieczeństwa państwa polskiego i to niestety w odniesieniu do WZ-L1 w Łodzi - mówił wiceszef resortu rozwoju.

Domagalski-Łabędzki zarzucał, że to właśnie "Airbus Helicopters składał propozycje stronie rządowej zobowiązań offsetowych, które nie miały żadnego związku z umową dostawy". - Strona polska wykazując się maksimum dobrej woli, maksimum chęci uzyskania kompromisu, analizowała ze szczegółami propozycję Airbus Helicopters również w zakresie tych zobowiązań, które nie miały związku z umową dostawy. Te zobowiązania prowadziły do maksymalizowania korzyści strony francuskiej - mówił.

Obawy o WZ-L1

- Wiem, że Airbus prezentuje swoją ofertę jako korzystną ekonomicznie dla państwa polskiego, ale to strona rządowa precyzuje, co jest interesem ekonomicznym państwa polskiego - stwierdził wiceminister. Domagalski-Łabędzki przyznał także, że zespół negocjacyjny był szczególnie krytyczny wobec propozycji Airbusa w kwestii WZ-L1.

- Naprawdę ubolewam, że nasze uwagi, sugestie, propozycje nie zostały wzięte pod uwagę - zapewnił Radosław Domagalski-Łabędzki.

- Musieliśmy mieć absolutną gwarancję, że WZ-L1 Łódź nie zostanie przejęte przez obcy kapitał - dodał Antoni Macierewicz.

Stabilne warunki

Premier zapewniała pracowników Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 SA w Łodzi, że będą mogli liczyć na godne i stabilne warunki zatrudnienia. - Chcę bardzo jasno powiedzieć, że dla zakładów łódzkich, w których jesteśmy w tej chwili, jest dobra perspektywa, perspektywa wielu lat spokojnej pracy i rozmowy w Mielcu i Świdniku potwierdziły, że będzie kooperacja, że będzie współpraca, że polski sprzęt wojskowy, który będzie służył polskiej armii, tutaj w Łodzi będzie konserwowany, remontowany - przekonywała premier.

- Tworzymy skonsolidowany system doposażenia i zabezpieczania sprzętu dla polskiej armii - dodała.

Centrum serwisowe w Łodzi

Z kolei minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zapewniał, że "MON traktuje łódzkie zakłady lotnicze jako gwarantujące bezpieczeństwo przemysłowe i obronne". - Będziemy negocjowali zamówienia zarówno w Świdniku, jak i w Mielcu, ale bez zakładów w Łodzi tamte rozmowy nie miałyby sensu - ocenił.

Zamówienie Black Hawk

Jak zaznaczył szef MON, właśnie w Łodzi powstaną zakłady serwisowe "dla całego polskiego przemysłu śmigłowcowego". Dodał, że w tym zakresie są gwarancje zarówno ze Świdnika, jak i z Mielca. - Będzie to integralny element kontraktu na nowe helikoptery, które zasilą polską armię w najbliższych latach - dodał.

Macierewicz powiedział, że w 2016 r. dostarczone zostaną z Mielca dwa śmigłowce, w 2017 r. - osiem, a potem - 11. PZL Mielec, należące do Sikorsky Aircraft Corp., produkują śmigłowce Black Hawk. Minister poinformował również, że będą prowadzone rozmowy z ukraińską firmą Motor Sicz w sprawie dostarczania do zakładów w Łodzi silników m.in. do Mi - 8 i Mi - 24.

Oczekiwania pracowników Wojskowych Zakładów Lotniczych były duże. Głównie ze względu na kwestie związane z produkcją i montażem caracali. Airbus przekonywał wprost, że główna linia montażowa powstanie w Łodzi. Zatrudnienie miało znaleźć ponad 1000 osób, a wraz z ofsettem nawet kilka tysięcy - twierdzi koncern.

Autor: ag//ms / Źródło: tvn24bis.pl., PAP

Źródło zdjęcia głównego: tvn24