Bilion złotych na inwestycje. "Ciemny lud się cieszy"

Z kraju

TVN24 BiSBilion złotych na inwestycje. "Ciemny lud się cieszy"

1,4 bilion złotych - tyle na inwestycje obiecuje Prawo i Sprawiedliwość, do planu miałby zostać zaprzątnięty Narodowy Bank Polski. - To byłoby naruszenie niezależności banku centralnego - stwierdził w programie "Kontra-wersje" w TVN24 Biznes i Świat Andrzej Talaga z Warsaw Enterprise Institute. - W Polsce mamy ciemny lud, który jak słyszy "bilion złotych", to się cieszy. W taki prosty sposób można kupować wyborców - uważa Bartosz Wieliński z "Gazety Wyborczej".

Program "Kontra-wersje" od poniedziałku do piątku o godz. 13.00 w TVN24 Biznes i Świat.

Zdaniem Bartosza Wielińskiego z "Gazety Wyborczej" Niemcy wykorzystały kryzys w 2009 roku do wzmocnienie gospodarki, aby była jeszcze bardziej nowoczesna i dawała jeszcze więcej miejsc pracy w przyszłościowych sektorach.

Porzucić górnictwo?

- Widać jak zasilono tam sektor najbardziej innowacyjny, technologiczny. Niemcy po prostu wykorzystali moment kryzysu, żeby się wzmocnić, żeby gospodarka była jeszcze bardziej nowoczesna, jeszcze bardziej zaawansowana, żeby dawała jeszcze więcej miejsc pracy w przyszłościowych sektorach - mówił na antenie TVN24 Biznes i Świat Bartosz Wieliński. - Oczywiście można władować pieniądze w górnictwo tylko co z tego, jeżeli górnictwo mimo wszystko jest jednak branżą, która będzie schyłkowa. Tutaj trzeba myśleć o nanotechnologiach, energetyce odnawialnej, o technologiach najwyższej klasy, o nowoczesnym przemyśle zbrojeniowym, czyli rzeczach, które w przyszłości dadzą Polakom zatrudnienie i będą stanowić o sile polskiej gospodarki - uważa Wieleński.

Kupowanie wyborców

Wieliński podkreślił, że Niemcy prowadzą obecnie bardzo rygorystyczną politykę budżetową opartą na zrównoważonym budżecie oraz spłacie długów. Tymczasem w Polsce Jarosław Kaczyński, prezes PiS zapowiedział, że po zwycięstwie jego partii w wyborach parlamentarnych na inwestycje zostanie przeznaczone 1,4 biliona złotych. - Polskie PKB wynosi 1,8 bln złotych - przypomniał Andrzej Talaga z Warsaw Enterprise Institute. - To nieprawdopodobnie wielka suma. Gdyby taką sumę zainwestowano, to zmieniłoby całkowicie polską politykę, gospodarkę oraz relacje między rządem a Narodowym Bankiem Polskim. Gdyby rząd wymusił na NBP taki sposób finansowania inwestycji w gospodarce, to byłoby to naruszenie niezależności banku centralnego - powiedział Talaga. Wieliński podkreślił, że wydawanie pieniędzy tylko dla wydawania jest niszczycielskie dla gospodarki. Jego zdaniem pieniądze mogą zostać przejedzone. - To tak gigantyczna suma, że ekonomistom od razu zrobiło się niedobrze, ale oczywiście w Polsce mamy ciemny lud, który jak słyszy "bilion złotych", to cieszy się i podchodzi do tego bardzo entuzjastycznie. W taki prosty sposób licytując się na liczbę zer można kupować wyborców - uważa Wieliński. Co ważne cześć kwoty z obiecanego 1,4 biliona na inwestycje, które obiecał PiS, ma pochodzić z depozytów przedsiębiorców. Nie sprecyzowano jednak, w jaki sposób rząd zamierza sięgnąć po te pieniądze. - Kiedy słyszę hasła, że trzeba depozyty likwidować, że trzeba maksymalnie dużo pieniędzy wpuszczać do gospodarki, to też się irytuję, bo jednak trzeba też być przygotowanym, trzeba mieć oszczędności, no każdy w naszym domowym budżecie ma jakieś oszczędności, bo coś się może przecież stać. Nie można doprowadzić do tego, żeby gospodarka tych pieniędzy nie miała na czarną godzinę - wtórował Bartosz Wieliński, dziennikarz "GW".

Jak Węgry?

Zdaniem Jarosława Gizińskiego z tygodnika "Wprost" plany Prawa i Sprawiedliwości wobec polskiej gospodarki można porównać do Węgier, bo politycy PiS wiele razy odwoływali się do doświadczeń Fideszu. Przypomniał również, że to właśnie na Węgrzech rząd dopuścił się do naruszenia niezależności tamtejszego banku centralnego. - Tam też podjęto akcję tworzenia miejsc pracy ze środków budżetowych, finansowych państwa. Co się okazuje, że zdecydowana większość z tych 250 tysięcy miejsc pracy, które tam stworzono to są prace na bardzo niskim poziomie zaawansowania, wykształcenia, wiedzy, technologii i tak dalej. Akurat nie są to dziedziny na których państwu najbardziej zależy - twierdzi Jarosław Giziński. - Inwestycje zagraniczne są dużo więcej warte dla rynku pracy, niż to co chce zrobić państwo w ramach czynienia wyborcom dobrze - dodał.

Testować, nie kopiować

Zdaniem Andrzeja Talagi łamanie dyscypliny budżetowej i przekraczanie deficytu jest ryzykowne. - To może się źle skończyć. Ryzykowne jest odcinanie obywateli od dochodu, od przychodu, ponieważ wtedy gospodarka się załamuje, bo nie ma kto kupować produktów. Dobrze jest promować eksport, ale z drugiej strony opierać gospodarkę tylko na eksporcie w przypadku kryzysu wokół nas na świecie jest skrajnie ryzykowne, ponieważ wtedy załamuje się gospodarka, bo nie ma popytu wewnętrznego - twierdzi Talaga.

Kaczyński: 1,4 biliona na inwestycje. Ekspert: powrót do gospodarki centralnie planowanej TVN24 BiS

Autor: msz/ / Źródło: TVN24 BiS

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 BiŚ

Raporty: