Wchodzą na prywatne posesje, zaglądają do okien. "Turystyczne zoo"

vlkolinec wies slowacja shutterstock_2305080429
Wpisanie włoskiej kuchni na listę UNESCO coraz bliżej?
Źródło: Reuters
Mieszkańcy słowackiej wsi Vlkolinec domagają się wykreślenia jej z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO. Narzekają, że turyści skutecznie uprzykrzają życie lokalnej społeczności. - Ten rzekomy zaszczyt stał się nie tylko ciężarem, ale wręcz koszmarem na jawie - powiedział jeden z czternastu mieszkańców wsi.

Słowacka wieś Vlkolinec widnieje na Liście Niematerialnego Dziedzictwa UNESCO od 1993 roku.

"Wyjątkowy przykład tradycyjnej środkowoeuropejskiej osady wiejskiej, z 43 niezmienionymi domami. Zdumiewająco nienaruszona wieś zbudowana z bali, której układ pozostał praktycznie niezmieniony, a styl architektoniczny w pełni zachowany" – uzasadniało swój werdykt UNESCO, podkreślając, że to najlepiej zachowany tego typu kompleks w całym regionie.

Uciążliwość dla czternastu mieszkańców

Jednak wieś to nie tylko budynki, ale także jej mieszkańcy, którzy do dziś zamieszkują osadę, co czyni ją unikatowym żywym skansenem. Rocznie wieś odwiedza 100 tys. turystów, co może wydawać się niewielką liczbą w porównaniu z innymi popularnymi destynacjami.

Jednak dla 14 osób wciąż zamieszkujących Vlkolinec jest to duża uciążliwość. Ci skarżą się na niestosowne zachowania turystów, którzy za nic mają sobie ich prywatność. I choć na zabytkowych budynkach znajdują się jasne komunikaty, że jest to czyjś dom, turyści nie mają oporów, by wchodzić na prywatne posesje czy zaglądać mieszkańcom do okien.

- UNESCO zamieniło nas w turystyczne zoo. Ten rzekomy zaszczyt stał się nie tylko ciężarem, ale wręcz koszmarem na jawie – przyznał w rozmowie z brytyjskim "Mirror" jeden z mieszkańców wsi. Od czasu wpisania Vlkolineca na listę, liczba mieszkańców zmniejszyła się o prawie 50 proc.

"Nie możemy hodować zwierząt i uprawiać ziemi"

Jak wyjaśnia Anton Sabucha, jej najstarszy mieszkaniec, nie chodzi wyłącznie o nadmierną liczbę niepokornych turystów. Zaznaczył, że codzienne życie w tym "żywym muzeum" jest obłożone wieloma obostrzeniami.

- Dopilnujcie, żeby nas usunęli z UNESCO, bo żylibyśmy lepiej. Z powodu surowych przepisów nie możemy hodować zwierząt i uprawiać ziemi tak, jak kiedyś – tłumaczy na łamach słowackiego portalu Dennik N.

Nawet drobne naprawy domów wymagają uzyskania specjalnej zgody. Jak zauważa Sabucha, coś, co było atutem wsi - autentyczne, toczące się w niej życie - odchodzi w zapomnienie. 

OGLĄDAJ: "Jestem w szoku, tego nie da się opisać". Tomasiak z kolejnym medalem!
pap_20260214_2K8

"Jestem w szoku, tego nie da się opisać". Tomasiak z kolejnym medalem!
WYDANIE SPECJALNE

pap_20260214_2K8
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Opracowała Paulina Karpińska/ToL

Zobacz także: