KONFLIKT NA BLISKIM WSCHODZIE - RELACJA (3 MARCA)
W ostatnich dniach wielu Polaków przebywających za granicą znalazło się w trudnej sytuacji po tym, jak z powodu eskalacji konfliktu w rejonie Iranu i Zatoki Perskiej część przewoźników wstrzymała loty przez Bliski Wschód. Linie lotnicze omijają przestrzeń powietrzną nad Iranem, Izraelem i sąsiednimi krajami, co skutkuje masowymi odwołaniami, opóźnieniami i zmianami tras.
Czytaj też: Pierwsze samoloty z Dubaju wylądowały
Trudny powrót do kraju
Jednym z pasażerów, który musiał improwizować, jest pan Krzysztof, obecnie przebywający na lotnisku w Seulu. Jego relacja w rozmowie na antenie TVN24 pokazuje, jak dużym wyzwaniem logistycznym stało się dotarcie do Polski, także w przypadku osób przebywających w krajach nieobjętych konfliktem.
- Miała to być bardzo prosta podróż. Wylatywaliśmy w sobotę z Ho Chi Minh do Warszawy z krótką przesiadką w Dosze. Byliśmy już w trakcie odprawy, kiedy przyszła wiadomość, że wszystkie loty są odwołane - opowiadał pan Krzysztof na antenie TVN24.
- Musieliśmy podjąć szybkie decyzje, wróciliśmy do hotelu i przez całą noc szukaliśmy alternatywy. To nie jest prosta sprawa, szczególnie gdy ma się grupę sześcioosobową. Na trzy telefony spędziliśmy dziesięć godzin - relacjonował.
Po licznych nieudanych próbach rezerwacji udało się znaleźć rozwiązanie - okrężną trasę przez Seul. - Ale żeby się dostać do Seulu z Sajgonu, też nie było łatwo. Wylecieliśmy z Sajgonu, mieliśmy międzylądowanie w okolicach Kantonu, a potem w końcu dotarliśmy do Seulu o trzeciej nad ranem. Teraz jesteśmy po odprawie, lecimy do Helsinek, a stamtąd do Warszawy - wyjaśnił.
Ich podróż trwa już kilkadziesiąt godzin i docelowo obejmie pięć krajów: Wietnam, Chiny, Koreę Południową, Finlandię i Polskę.
Otrzymali po drodze pomoc
Ci z podróżujących z regionu Zatoki Perskiej, którym udało się wrócić do Polski, mówią o wsparciu, jakie otrzymali od lokalnych władz i linii lotniczych.
- My możemy powiedzieć, że zostaliśmy bardzo dobrze potraktowani. Byliśmy w hotelu Sheraton, więc sobie spokojnie tam przebywaliśmy. Czekaliśmy na to, żeby po prostu dostać informację na wylot. Ta informacja przyszła dzisiaj w nocy - mówi jeden z podróżnych, z którym jeszcze na lotnisku rozmawiał reporter TVN24, Łukasz Wójcik.
- Nie mieliśmy żadnego wsparcia z zewnątrz, jeśli chodzi o Polskę. Za to Dubaj stanął na wysokości zadania. Byliśmy bardzo dobrze zaopiekowani. Wszyscy byli dla nas mili, sympatyczni. Nie czuliśmy się jak intruzi - mówi podróżna.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie ma dziś bezpośredni wpływ na ruch lotniczy daleko poza regionem. Linie lotnicze omijają Iran i sąsiednie kraje, co powoduje chaos w siatkach połączeń między Azją a Europą. Polacy, którzy mieli przesiadki w Dosze, Dubaju czy Abu Zabi, często muszą szukać alternatywnych znacznie dłuższych tras.
Autorka/Autor: Bartłomiej Ciepielewski/ams
Źródło: TVN24