W lutym 2024 roku firma OpenAI pokazała na YouTube hiperrealistyczne klipy wygenerowane przez AI. Mamuty idące po śniegu, okręty pirackie żeglujące po wzburzonej kawie, papierowe koniki morskie dryfujące wśród koralowców. Jakość obrazu plus perspektywa nieograniczonych możliwości do pracy kreatywnej.
- Sora była sensacją, bo do tamtej pory użytkownicy za pomocą poleceń tekstowych mogli generować tylko tekst. Nagle wystarczyło opisać scenę, by stworzyć całe wideo - opowiada w rozmowie z TVN24+ Joanna Sosnowska, współautorka podcastu "Techstorie" w radiu Tok FM i redaktorka "Gazety Wyborczej".
- Jako aplikacja była też serwisem do udostępniania takich materiałów - wyjaśnia dr hab. Andrzej Sobczak, kierownik Zakładu Zarządzania Informatyką na SGH.
Pod tym względem przypominała TikToka czy Instagram - użytkownicy przeglądają i lajkują krótkie filmy generowane przez inne osoby.
Coś więcej niż wideo. "Potrafi symulować świat fizyczny"
Sora długo była dostępna do testów tylko dla wybranych profesjonalistów. Do szerszego grona użytkowników trafiła dopiero w październiku ubiegłego roku - jako usługa w przeglądarce i aplikacja na smartfony.
W ciągu niecałych pięciu pierwszych dni liczba pobrań przekroczyła milion. Aplikacja rosła szybciej niż rekordowy do tej pory ChatGPT.
Co zagrało?
- Dlaczego OpenAI zdecydowało się zamknąć aplikację Sora po zaledwie pół roku?
- Jakie kontrowersje wzbudziła wśród ekspertów i twórców?
- Jakie były główne wyzwania prawne i techniczne związane z funkcjonowaniem Sory?
- Czy wideo tworzone z wykorzystaniem AI ma przyszłość poza rozrywką?
- Jakie alternatywy dla Sory pozostają na rynku?