Rosyjskie firmy uderzają w Samsunga. Nie chcą kupować jego smartfonów

Tech

flickr.com/(CC BY 2.0) | Kārlis DambrānsSamsung może mieć kłopoty w Rosji

Dwóch rosyjskich operatorów sieci bezprzewodowych i dwaj najwięksi w kraju sprzedawcy telefonów poinformowali, że zaprzestali kupowania i dystrybucji smartfonów Samsunga - pisze Bloomberg. Rosjanie powołują się na obawy dotyczące ewentualnych wad koreańskich urządzeń i nieporozumień dotyczących gwarancji. A na rynku rozpychają się Apple i Lenovo.

Chodzi o firmy PJSC MegaFon i VimpelCom Ltd. oraz sprzedawców Euroset Holding NV i Svyaznoy. Zawiesiły one wszystkie zamówienia z Samsunga.

Jak pisze Bloomberg, VimpelCom zawiesił zakupy po tym, jak okazało się, że odsetek wadliwych urządzeń w zamówieniach wyniósł 7 proc. "To więcej niż u innych producentów" - podkreśliła firma w komunikacie. Z kolei Svyaznoy wstrzymał zamówienia telefonów i tabletów Samsunga w czerwcu, ale utrzymuje sprzedaż urządzeń z wcześniej zamówionych partii - poinformowała rzeczniczka firmy Maria Zaikina. Według szacunków Svyaznoy, sprzedaż smartfonów Samsunga w Rosji może spaść nawet o 25 proc.

Samsung kontra rosyjscy detaliści

Euroset zawiesił zakupy w maju. Jak podkreśla prezes firmy Aleksander Malis, jego spółka musiała ponieść koszty napraw wadliwych urządzeń. "Samsung utrzymuje swoje zaangażowanie w dostarczanie do Rosji najlepszych produktów" - podał koncern w swoim komunikacie. Odmówił jednak komentarza ws. relacji z rosyjskimi detalistami. Według petersburskiego ośrodka badawczego INFOLine tylko te cztery firmy, które zawiesiły sprzedaż produktów Samsunga łącznie mają 11 tys. sklepów. Warto zaznaczyć, że urządzenia koreańskiej firmy są nadal dostępne w Rosji u innych sprzedawców i w dystrybucji internetowej. W ubiegłym roku Samsung sprzedał w Rosji smartfony o wartości 1,46 mld dolarów. To 23 proc. wszystkich sprzedanych tego typu urządzeń w kraju.

- Produkty od Apple'a, Lenovo i innych zastępują produkty Samsunga - mówi Malis.

Autor: mn / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: flickr.com/(CC BY 2.0) | Kārlis Dambrāns