Zaczyna się najczęściej od śmiesznych albo wzruszających filmików ze zwierzętami: króliki skaczące na trampolinie, psy ratujące dzieci, mdlejące oposy. Wydaje mi się, że w ten sposób po raz pierwszy trafiamy na wideo wytworzone przez AI.
Jeremy Carrasco: Coś w tym jest. Choć algorytm podsuwa każdemu z nas nieco inne treści, to niemal każdy raz na jakiś czas widzi zdjęcia czy filmy ze zwierzętami. Dlatego prędzej czy później trafimy na filmik z króliczkami skaczącymi na trampolinie. Myślę, że ten konkretny przykład będzie wymieniany w podręcznikach do historii, opisujących nasze czasy. Dla wielu osób był to faktycznie pierwszy raz, gdy nabrali się na produkcję sztucznej inteligencji. Mogło to być też trochę przykre: materiały ze zwierzętami to coś, co poprawia nam humor, to nasza odskocznia od wiadomości ze świata polityki. Odkrycie, że ta jedna miła rzecz w internecie może być oszustwem, sprawia, że ludzie czują się wykorzystani.
Na jednym z popularnych memów widzimy zdjęcie ptaków na plaży z podpisem: "nie mogę spędzić reszty życia, zastanawiając się, czy to, widzę, to AI".
Ta obawa towarzyszy wielu ludziom. Staliśmy się bardzo podejrzliwi wobec tego, co widzimy w internecie. Z jednej strony to dobrze, ostrożność jest zawsze wskazana. Z drugiej - wpadamy w lekką paranoję. Kilka tygodni temu ogromną popularność zdobył filmik z nosorożcem uciekającym przed małym zwierzakiem.
To był mundżak, ssak przypominający jelenia. Wideo zostało nakręcone we wrocławskim zoo.