Szczyt klimatyczny UE

Szczyt klimatyczny UE

Polska chce włączenia do prawa europejskiego ustaleń światowego porozumienia klimatycznego i uwzględnienia w redukcji emisji pochłaniania CO2 przez lasy i glebę - poinformował PAP minister środowiska Jan Szyszko. Porozumienie klimatyczne ONZ będzie obowiązywać od 2020 r.

- To jest dzień, w którym możemy wywrzeć presję i zaapelować o porozumienie - powiedział w sobotę na zakończenie "Action Day" na COP21 w Paryżu prezydent Francji Francois Hollande. Weszliśmy w fazę rozmów, w której najlepsze i najgorsze może się zdarzyć - dodał.

Szczyt klimatyczny w Paryżu jest przełomowy. Wszyscy się umówili, że w tym roku zostanie podpisany dokument, który przynajmniej nas zbliży do czegoś wiążącego - powiedział w programie "Otwarcie Dnia" Wojciech Stępiński z WWF. Zdaniem Wojciecha Jakóbika z "Biznes Alert", konferencja w stolicy Francji nie różni się niczym od innych szczytów politycznych. - Mamy tutaj do czynienia z brudną grą interesów - zaznaczył.

Polska chciałaby zmian w projekcie dyrektywy, która ma ukształtować unijny system pozwoleń na emisję CO2 po 2020 r. Nasz kraj zabiega o korzystniejsze rozwiązania dla przemysłu, który mógłby się przenieść poza UE w wyniku restrykcyjnej polityki klimatycznej.

Jakiekolwiek spadki emisji po 2020 r. w sektorach nieobjętych ETS (np. budownictwo, transport) są w Polsce trudne do wyobrażenia - ocenił w rozmowie z PAP pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej Marcin Korolec. Do 2020 r. Polska może zwiększyć emisję w tych sektorach o 14 proc.

Państwa UE przyjęły formalne stanowisko przed mającym się odbyć pod koniec roku światowym szczytem klimatycznym w Paryżu. UE zobowiązuje się do redukcji gazów cieplarnianych o co najmniej 40 proc. do 2030 roku. Polska jest zadowolona z ostatecznych zapisów.

Postanowienia październikowego szczytu UE ws. polityki klimatycznej 2030 dla Polski oznaczają potrzebę przemyślenia, jak ten system ma funkcjonować w kraju - powiedział wiceminister środowiska Marcin Korolec, rozpoczynając w PAP debatę na temat nowej polityki klimatycznej UE.

Widziałem dziś w telewizorze jednego posła, który mówił o tym co będzie w 2030 roku. Wpadłem w podziw i zadumę jednocześnie, bo jeszcze nigdy nie spotkałem nikogo, kto przewidywałby przyszłość na 16 lat do przodu. Nie hipotetycznie, warunkowo, z niuansami, tylko tak po prostu. Obawiam się, że ten poseł może nie być wyjątkiem, inni może bardziej skrycie, ale też mogą podejrzewać, że wiedzą jak będzie w 2030 roku.

Decyzje szczytu Unii Europejskiej ws. polityki klimatycznej na lata 2020-2030 pozwolą Polsce na obniżanie emisji CO2 bez istotnego wpływu na konkurencyjność polskiej gospodarki - ocenia Polski Komitet Energii Elektrycznej (PKEE), stowarzyszenie firm sektora elektroenergetycznego.

Polska osiągnęła to, co chciała. Nasza strategia była prosta: niech Europa ogranicza sobie limity CO2, jeśli ją na to stać, ale niech da nam spokój, bo Polska gospodarka ich nie wytrzyma. Zgodziliśmy się więc z ogólnym hasłem, które teraz pojawi się w zachodnich nagłówkach: "Europa redukuje emisję o 40 proc.", ale dla nas istotne jest to, co zostało dopisane drobnym drukiem - pisze z Brukseli nasz korespondent Maciej Sokołowski.

Unia Europejska ograniczy emisje CO2 o co najmniej 40 proc. do 2030 r. względem roku 1990. Mniej zamożne kraje UE, w tym Polska, będą mniej obciążone kosztami ambitnej polityki klimatycznej. Na pytanie, jak decyzje w Brukseli wpłyną na koszty energii w Polsce, odpowiedzieli w TVN24 Biznes i Świat Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej oraz Robert Cyglicki, dyrektor programowy Fundacji Greenpeace.

- Jestem skoncentrowana i zdeterminowana. Trzymajcie kciuki - powiedziała do dziennikarzy premier Ewa Kopacz przed szczytem klimatycznym w Brukseli. Przywódcy państw UE będą uzgadniać ambitne porozumienie, dzięki któremu Unia chce ograniczyć tempo zmian klimatycznych. O kompromis nie będzie jednak łatwo, bo kraje UE spierają się m.in. o podział kosztów polityki klimatycznej.