Syria

Syria

83 ciał mężczyzn, kobiet i dzieci z ranami po kulach doliczyli się już w prowizorycznych kostnicach mieszkańcy Dary, epicentrum antyrządowych protestów w Syrii. W piątek w mieście znów padły strzały. Zginęło co najmniej 16 kolejnych osób.

Do zorganizowania jutro "dnia gniewu" nawołują na portalu społecznościowym Facebook młodzi Syryjczycy protestujący przeciwko reżimowi prezydenta Baszara el-Asada. - 29 kwietnia piątkiem gniewu w solidarności z Darą - piszą internauci na stronie zatytułowanej "Syryjska rewolucja 2011". Tymczasem Rosja wezwała władze Syrii, aby pociągnęły do odpowiedzialności wszystkie osoby odpowiedzialne za krwawe tłumienie demonstracji przeciwko reżimowi.

Około 200 kolejnych członków rządzącej w Syrii partii Baas ogłosiło w środę, że w proteście przeciwko "praktykom służb bezpieczeństwa" rezygnują z członkostwa w ugrupowaniu. Wcześniej o decyzji takiej poinformowała 30-osobowa grupa.

453 ofiar trwających już ponad miesiąc demonstracji naliczyła się syryjska organizacja broniąca praw człowieka. W środę na obwodnicy Damaszku świadkowie zaobserwowali konwój transporterów wiozących co najmniej 30 czołgów w kierunku Dary, ogniska buntu przeciwko rządom Baszara Asada.

W poniedziałkowej rzezi w mieście Dara zginęło co najmniej 40 osób - informuje Al Dżazira. Reżim Baszara el-Asada rzucił przeciwko demonstrantom czołgi i snajperów. Zamieszki objęły szereg miast w całej Syrii. Polskie MSZ odradza Polakom wyjazdy do tego kraju. Amerykański dziennikarz Joel Brinkley, laureat Nagrody Pulitzera, w oskarżycielskim artykule zarzuca administracji Obamy brak twardego stanowiska wobec Damaszku i sugeruje, że do wzrostu zagrożenia ze strony Asada przyczyniła się wieloletnia polityka USA.

Departament Stanu USA polecił częściową ewakuację personelu dyplomatycznego i wszystkich członków rodzin amerykańskich dyplomatów z Syrii ze względu na "niepewną i niestabilną" sytuację w tym kraju.

Władze USA rozważają wprowadzenie sankcji wobec przedstawicieli władz Syrii. Informacja ta nadeszła po krwawej rozprawie z antyrządowymi demonstrantami. W poniedziałek tylko na ulicach Dary - ostrzeliwanej przez ciężką artylerię - zginęło co najmniej 25 osób. Siły bezpieczeństwa użyły też siły wobec protestujących w Dumie na przedmieściach Damaszku.

Syryjskie siły bezpieczeństwa strzelały do setek demonstrantów, którzy zgromadzili się w mieście Homs - poinformował we wtorek działacz praw człowieka, cytowany przez Reutera. Wcześniej MSW ogłosiło, że antyrządowe manifestacje, których uczestnicy domagają się ustąpienia prezydenta Baszara al-Asada, to zbrojne powstanie dowodzone przez islamskich fundamentalistów.

Stany Zjednoczone potajemnie finansowały syryjską opozycję i kanał telewizyjny nadający programy krytyczne wobec reżimu prezydenta Baszara el-Asada - poinformował amerykański dziennik "Washington Post". W nocy z niedzieli na poniedziałek w mieście Homs w środkowej Syrii siły bezpieczeństwa zabiły ośmiu uczestników protestów, jakie wywołał zgon przetrzymywanego w areszcie przywódcy plemiennego.

Prezydent Syrii Baszar Asad oświadczył w sobotę, że oczekuje, iż rząd zniesie w przyszłym tygodniu obowiązujący w kraju od dziesięcioleci stan wyjątkowy. Byłoby to spełnieniem głównego żądania uczestników antyprezydenckich demonstracji. Stan wyjątkowy, wprowadzony w Syrii 48 lat temu, umożliwia reżimowi m.in. przetrzymywanie ludzi w areszcie bez postawienia zarzutów.

Na śmierć został pobity policjant przez antyrządowych manifestantów protestujących w sunnickim mieście Homs w środkowej Syrii - poinformowała oficjalna syryjska agencja SANA. Według niej, mężczyznę bito kijami i rzucano w niego kamieniami.

Tysiące ludzi przemaszerowało z przedmieść Damaszku do centrum syryjskiej stolicy. Siły bezpieczeństwa do rozbicia demonstracji użyły pałek i gazu łzawiącego. W internecie pojawiły się też amatorskie nagrania wykonane po demonstracji w mieście Banias. Widać na nich, jak demonstrantów traktuje syryjska bezpieka, brutalne bijąc leżących i skutych demonstrantów.

Elektrowstrząsy, brak snu i wody, bicie nawet dzieci. Na celowniku wszyscy, którzy sprzeciwiają się reżimowi: działacze praw człowieka, pisarze, dziennikarze i zwykli obywatele. Human Rights Watch ujawniła, że syryjskie służby bezpieczeństwa torturowały setki osób zatrzymanych podczas antyrządowych demonstracji.

Zwolnienie wszystkich osób zatrzymanych w następstwie antyrządowych demonstracji, oprócz tych, którzy popełniły przestępstwa "przeciwko narodowi i obywatelom", nakazał prezydent Syrii Baszar Asad. Jednocześnie prezydent utworzył nowy rząd.

Mija już miesiąc, odkąd reżim Baszara Asada w Syrii boryka się z masowymi protestami niezadowolonych z rządów obywateli. Ostatnie dni zaowocowały plotkami i doniesieniami, które ożywiają nadzieję przeciwników Asada na jego rychły koniec.

Tysiące syryjskich kobiet w Baidzie i setki studentów w Halabie protestowały przeciwko reżimowi Baszara Asada, domagając się swobód politycznych i zwolnienia aresztowanych podczas tygodni antyrządowych protestów.

Wojsko, policja i uzbrojone przez rząd bojówki zabiły w niedzielę w mieście Banias w północno-zachodniej Syrii czterech uczestników demonstracji antyrządowych. Rannych jest siedemnaście osób.

Syryjskie służby bezpieczeństwa użyły ostrej amunicji, by stłumić demonstrację w Latakii - podała agencja Reutera, powołując się na mieszkańców. Jest wielu rannych, prawdopodobnie są też zabici. Do podobnego wydarzenia doszło w mieście Dara, gdzie służby bezpieczeństwa ostrzelały ludzi, biorących udział w pogrzebie ofiar wcześniejszych zamieszek.

Coraz bardziej dramatyczne informacje nadchodzą z Syrii. Według najnowszych danych, siły bezpieczeństwa zabiły w piątek 32 uczestników antyrządowych demonstracji, odbywających się w trzech miastach. Setki osób zostało rannych - poinformowała syryjska organizacja obrony praw człowieka. Według Amnesty International, podczas 3 tygodni protestów zginęło już ponad 170 osób.